Dziś wracamy do tematu eksploracji naszej rzeki, czyli Wisły, która zamiast zarabiać dla nas wszystkich pieniądze, po prostu umiera. Niestety, samorząd warszawski i wszystkie tzw. ruchy miejskie, pseudoekolodzy nie są tym tematem zainteresowani. Tym razem oddajmy głos Panu Radkowi Pyfflowi, i jak widać potwierdza w dużej części to o czym my już pisaliśmy.
W Polsce istny paraliż
Jedną z najfajniejszych rzeczy w Nadrenii (i Niemczech) w ogóle jest dobrze funkcjonujący transport śródlądowy. Transport w Polsce jest niepraktyczny, nieopłacalny i niemożliwy do zastosowania na istotną skalę. I trochę chyba szkoda bo dawniej przecież decydował o bogactwie i potędze I Rzeczpospolitej. A jednak od ponad 100 lat stworzenie efektywnej siatki transportu śródlądowego i użeglowienie naszych głównych rzek przerasta możliwości intelektualne, organizacyjne (i być może również polityczne) wszystkich społeczeństw i państw polskich.
Tak II RP, jak i PRL, oraz (niepodległa już od ZSRR i mająca sporo czasu) III RP nie dały rady go zbudować (a właściwie zrewitalizować i przystosować do współczesności (bo przecież w czasach I RP działała znakomicie). Mimo centralnego planowania nie dał rady PRL, ale mało tego. Od czasu polskiego sierpnia, stanu wojennego i pamiętnego teleranka liczba ładunków w Polsce spadła 4-krotnie z 22 mln ton do mniej więcej 5,5 mln ton w 2017. Jedną z przyczyn był oczywiście niezwykle szybki rozwój transportu kołowego (i budową imponującej infrastruktury w ostatnich dekadach III RP) czemu towarzyszył proces „zapomnienia”, „odpuszczenia”, podupadania transportu śródlądowego.
Polska to oczywiście nie Holandia gdzie ten rodzaj transportu stanowi 30% i w żadnym wypadku nie Niemcy, czy Francja, z którymi nie powinniśmy się w żadnej mierze porównywać, gdzie transport rzeczny stanowi 15%. Jednak mimo (wydawałoby się sprzyjających warunków do transportu sródlądowego) jest on w Polsce 10-krotnie rzadziej wykorzystywany niż w całej Unii gdzie stanowi 7% (u nas zaledwie 0,7%). Wydaje się, że jeśli chodzi o III RP temat użeglowienia rzek i rewitalizacji transportu śródlądowego jest (przynajmniej w tym momencie) zamknięty. Polityka demokratyczna raczej tego nie zmieni, gdyż większość wyborców „nie ogarnia” takich tematów I interesuje się czymś innym. Co najwyżej „debata” przerodzi się w jakąś lokalną postpolityczną konfrontację typu „zdrajcy/łapownicy/złodzieje vs nieudacznicy/szaleńcy/chamy itd itp. Może nawet ostatecznie z zarzutami karnymi, jednak bez szans na przeprowadzenie tego typu (przyznajmy że ambitnego i złożonego) projektu.
Lokalny mały biznes woli się nie angażować, a nawet gdyby się odważył to i tak tego typu projekt przerasta jego możliwości. Wymaga bowiem zarówno trochę inicjatywy i ryzyka, jak i przede wszystkim współdziałania kilku jeśli nie kilkunastu aktorów w tym sektora publicznego- a zatem w realiach polskich prawdopodobieństwo jego przeprowadzenia (dawniej wyszydzane jako „imposybilizm”) gwałtownie spada. Wydaje się, że w III RP temat jest (rzynajmniej w tym momencie) zamknięty także dlatego, że teraz na długie lata głównym projektem rozwojowym (zobaczymy czy ostatecznie zrealizowanym) będzie- zapowiadana przez premiera Donalda Tuska- organizacja przez Polskę letnich Igrzysk Olimpijskich, co zapewne sprawi, że temat rewitalizacji żeglowności polskich rzek stanie się jeszcze bardziej pozbawiony sensu.
Może jednak zmusi nas do tego Unia Europejska albo międzynarodowe korporacje? (Zwłaszcza w czasach Zielonego Ładu i „zdejmowania tirów z dróg”)?
Czas pokaże.
za; Radosław Pyffel
Tu również o Wiśle
Apel do Pani U. Zielińskiej – NIECH PANI PRZESTANIE BREDZIĆ I SZKODZIĆ POLSCE!
Portal Warszawski. O krok do przodu