Jacek Kaczmarski mocno się przyczynił się do popularności tego obrazu w Polsce
Hans Holbein (młodszy) urodzony się w 1497 lub 1498 roku w Augsburgu był niemieckim malarzem, rysownikiem i grafikiem okresu renesansu, oraz doskonałym portrecistą. Jego portrety cechuje psychologiczna głębia, precyzja szczegółów, umiejętne połączenie fizycznego podobieństwa z duchowymi cechami portretowanej osoby. Umiejętnie dozował i harmonizował środki malarskie: światło, kolor, kompozycję i rysunek. Wywarł wielki wpływ na rozwój angielskiego malarstwa portretowego. W 1533 r. stworzył jedno ze swych arcydzieł: podwójny portret en piedAmbasadorowie z symbolem vanitas w postaci anamorfozy ludzkiej czaszki. W l. 1521-22 wykonał freski w jednej z sal ratusza w Bazylei. W l. 1525-26 malował skrzydła obudowy organów w katedrze bazylejskiej. Ilustrował Pochwałę głupoty Erazma z Rotterdamu oraz Biblię Lutra (1538). Pochowany został 29 listopada 1543 roku w Londynie.
Nieśmiertelność dzieła
Obraz „Ambasadorowie” Hansa Holbeina (młodszego) to jedno z najbardziej znanych dzieł niemieckiego malarza renesansowego. Obraz ten, pełen symboli i ukrytych znaczeń namalowany w XVI wieku, stał się pod koniec wieku XX inspiracją dla polskiego barda, Jacka Kaczmarskiego, do napisania piosenki „Ambasadorowie”. Niewątpliwie utwór Kaczmarskiego przyczynił się do popularności obrazu Holbeina w Polsce. Dla wielu artystycznych dusz w Polsce jest doskonałą lekcją tego, w jaki sposób można odczytywać dzieła plastyczna. Paradoksalnie również – wbrew słowom z ostatniej strofy utworu – Kaczmarski tworząc tę niezwykłą piosenkę przyłożył rękę do nieśmiertelności ambasadorów George de Selve i Jeana de Dinteville’a.
Obraz „Ambasadorowie” Hans Holbein namalował w 1533 roku. Obraz ten to pełen symboliki i detali portret dwóch postaci: Jeana de Dinteville i George’a de Selve, którzy byli ambasadorami Francji w Anglii. Dzieło powstało już w czasie pobytu malarza w Londynie i do dziś pozostaje w tym mieście. Obecnie znajduje się w National Gallery w Londynie.
Ale warto może zacząć od tego, kim są dwie postacie. Pan po lewej stronie to Jean de Dinteville – francuski szlachcic i ambasador w Wielkiej Brytanii. Został wysłany na wyspę, by obserwować zmiany i przełomowe wydarzenia, które się wtedy rozgrywały (do tego za chwilę wrócimy). Dodatkowo interesował się malarstwem i kochał naukę i nowoczesne idee. Być może zamówienie tego portretu było dla niego formą dodatkowej rozrywki, ponieważ bardzo uskarżał się na nudę w listach do swojej żony.Drugi pan to Georges de Selve – francuski duchowny, uczony i dyplomata. Pochodził z rodziny kupieckiej, uszlachconej tylko pokolenie wcześniej. Jeanowi nie przeszkadzało to jednak. Zaprzyjaźnił się Georgesem i zaprosił do wspólnego portretu.
Warto jeszcze nakreślić sytuację w Anglii, ponieważ jest to kluczowe, jeżeli idzie o interpretację dzieła. Królem był Henryk VIII (znany z historii o 6 żonach, ojciec wybitnej władczyni Elżbiety I Tudor). Sytuacja na jego dworze była burzliwa, bo król uniezależnił kraj od władzy papieża, dokonując rozłamu w Kościele. O tym wszystkim chciał też opowiedzieć Hans Holbein, jednak z powodu nieprzychylności części społeczeństwa musiał być bardzo ostrożny – stąd ta łamigłówka.
Zacznijmy od lutni. Na pierwszy rzut oka jest to symbol muzyki. Spojrzenie zmienia się, gdy poznamy grafikę Albrechta Dürera, na której za pomocą lutni tłumaczy, jak malować perspektywę. Stąd wniosek, że Holbein chwali się umiejętnością namalowania przedmiotu w perspektywie. Jednak to nie wszystko. Lutnia może też symbolizować harmonię (idealne współbrzmienie nastrojonych strun). Jedna ze strun jest pęknięta, co wprowadza brak harmonii. W kontekście obrazu, może się to odnosić do sytuacji Anglii. Na dolnej półce (która odnosi się do porządku ziemskiego) są jeszcze fletnia bez piszczałki (ten sam przypadek co z lutnią), księga z pieśniami Lutra, książka do arytmetyki Apiana otwarta na stronie o dzieleniu (czyżby kolejna aluzja do podziału w Kościele?), cyrkiel oraz globus. Uważniejsi zauważą na nim napis Polonia. Świat na globusie podzielony jest liniami nawiązującymi do traktatu z Tordesillas (1494 r.) – dotyczył podziału wpływów na świecie – podpisanego przez Portugalię i Hiszpanię. Zaznaczenie ich jest wyrzutem, że zapomniano o Anglii i Francji. A co do cyrkla – nie udało się go w pełni zinterpretować, ale niektórzy badacze uważają, że możliwe jest, iż obaj mężczyźni należeli do tajemniczego ruchu różokrzyżowców, który według legend narodził się w XV wieku. Nawiązywał do idei zawartych w tradycjach gnostyckich.
Na górnej półce (porządek niebiański) leżą przyrządy astronomiczne. Są one najprawdopodobniej znakiem zainteresowania obu panów astronomią, a poza tym przypominają o przemijaniu i motywie vanitas. Obok nich stoi globus nieba z konstelacjami, a konkretniej z gwiazdozbiorem Łabędzia. W mitach greckich odgrywa istotną rolę. Jest symbolem Zeusa, który pod postacią tego ptaka spotykał się Ledą, która urodziła mu synów Kastora i Polluksa oraz córkę – Helenę Trojańską. Tymczasem inna opowieść mówi o tym, że Orfeusz po swojej śmierci został uwieczniony jako łabędź przy swoim instrumencie – gwiazdozbiorze Lutni. Globus pokazuje niebo z 11.04.1533 r., prawdopodobną datę powstania obrazu, ale też dokładnie 1500. rocznicę śmierci Chrystusa. Wspomniana jest ona też na tym obrazie jako krucyfiks, aby go wypatrzeć trzeba się naszukać. Jest on bowiem ukryty za kotarą w lewym górnym rogu.
W centrum znajduje się dziwny kształt. Jest to ludzka czaszka zdeformowana anamorfozą. Spoglądając na nią pod kątem 27º z prawej strony, zobaczymy prawidłowy obraz. Bez tej czaszki obraz można by uznać za portret dwóch ważnych panów, a nie przesłanie o marności i przemijaniu.Przez bardzo długi czas (bo aż do końca XIX wieku) nikt nie wiedział co to za przedmiot na podłodze. Podejrzewano, że może to być kość mątwi. Przez tak samo długi czas nie była znana tożsamość obu mężczyzn. Aż do ukazania się książki Mary Hervey – badaczki.
Po pierwsze, w obrazie mieszczą się liczne, dość oczywiste symbole vanitatywne: broszka-czaszka w berecie Jeana de Dinteville, pęknięta struna lutni, futerał od tego instrumentu przypominający kształtem trumnę czy zegary słoneczne. Z tych wszystkich obiektów najbardziej interesująco brzmi brosza, z jednej strony stanowi ona uroczy, manierystyczny już koncept, mrugnięcie okiem do widza; ujawnia także odważną osobistą dewizę Jeana – co w tym przypadku jest gestem dużej samoświadomości. Czaszka wszak w pewnym sensie neguje jego dokonania życiowe, przekreśla trwałość funkcji ambasadora, humanisty, dworzanina, członka społecznych elit. Jest przestrogą, zwierciadłem, pytaniem. By ją zobaczyć trzeba skupić się tylko na niej samej, odrzucając pozostałe wątki obrazu, jest zatem – paradoksalnie – najważniejszym jego elementem! Jednocześnie, nie można oprzeć się wrażeniu, iż artysta – mimo wielkiej powagi – jaką wnosi obecność czaszki zabawił się z widzem, gdyby bowiem chciał tylko i wyłącznie przypomnieć o nicości ludzkiego istnienia mógłby namalować czaszkę w normalnym ujęciu, pośród obiektów mieszczących się na szafce. Koncept jakim posłużył się Holbein wydaje się jednak przewrotny i nad wyraz wyśmienity. Po pierwsze czaszka może odnosić się do nazwiska malarza – hohle Bein – to „pusta kość”/„pusta noga”, wyraz ten nasuwa skojarzenia z nazwiskiem artysty, po drugie anamorficzność wyraża jednocześnie wirtuozerię malarza, który tym sposobem chwali się, prezentuje swoje umiejętności, a czaszka staje się wręcz reklamą Jego talentu. Po trzecie Holbein składa w ten sposób hołd jeszcze jednej sztuce, tak podziwianej w renesansie – sztuce perspektywy, czyniąc ją w pewnym sensie królową panującą nad pozostałymi sztukami wyobrażonymi w „martwej naturze”. (Niezła Sztuka).
Kaczmarski
Kaczmarski podkreśla symbolikę zawartą w licznych przedmiotach ukrytych w tle obrazu, postawie czy ubiorze ambasadorów
Dyskretny przepych – tylko echem dostojeństwa, Turecki dywan, włoska lutnia – znak obycia. W milczących ustach bezwzględnego smak zwycięstwa, W postawach – wielkość – osiągnięta już za życia. Ciężka kotara obu wspiera tym – co kryje. Patrzą przed siebie śmiało, pewni swoich racji, Wszak dyplomacja włada wszystkim dziś – co żyje, A oni – kwiat szesnastowiecznej dyplomacji!.
Dostrzega także, ukryty pod postacią widocznej tylko po spojrzeniu pod pewnym kątem, symbol przemijania, kruchości życia i niewiele znaczących, w obliczu śmierci, zdobytych za życia chwały i bogactwa.
Lecz w nastrojonej lutni nagle struna pęka I żółkną brzegi kart w otwartej wiedzy księdze… Za krucyfiksem błądzi mimowolnie ręka Strzałka zegara iść zaczyna coraz prędzej! Straszliwy kształt przed nimi zjawia się w pół kroku I niszczy spokój – czy artysta się wygłupia? Nie, to nie żart! Na kształt ten trzeba spojrzeć z boku! Żeby zobaczyć jasno, że to czaszka trupia!
Byli – i nie ma ich, ach – cóż za wielka strata! Jak nazywali się? Któż dzisiaj tego świadom? Ach! Georges de Selve! Obiecujący dyplomata … Ach! Jean de Dinteville, francuski ambasador…