A gdyby tak w Warszawie powstało Muzeum Niemieckich Zbrodni?

Jak to się stało, że przez tyle lat, w centralnym miejscu Warszawy, nie powstało MUZEUM ZBRODNI NIEMIECKCH ? Tłumnie odwiedzane przez wycieczki szkolne, turystów stałoby się niemym ambasadorem prawdy historycznej” – pyta przytomnie jeden z internautów. To muzeum w pierwszej kolejności dedykowane byłoby wyborcom Rafała Trzaskowskiego, który unika pisania o niemieckich zbrodniach w czasie II wojny światowej. Ani na jego, ani na profilu miasta, wyborcy prezydenta Warszawa nie dowiedzą się o celowym spaleniu dzieł, które znajdowały się w Bibliotece Narodowej. Ale to muzeum również byłoby przede wszystkim miejscem, które cały czas głośno przypominałoby o tym kim są Niemcy i co uczynili naszej Ojczyźnie. Turyści z całego świata dowiedzieli by się w końcu, że to nie naziści, ale hitlerowskie Niemcy dokonały rzezi Polaków, a nas pozbawiły wielkiego bogactwa gromadzonego przez wieki.

Dlaczego powinno powstać?

Berlińskie Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie to jak czytamy: „miejsce nauki i pamięci (Dokumentationszentrum Flucht, Vertreibung, Versöhnung) zostało otwarte latem 2021 r. W przebudowanym Domu Niemieckim ponad 5.000 metrów kwadratowych przeznaczono na wystawy stałe, prezentacje czasowe, czytelnie i pomieszczenia badawcze. Inspirowany ekspresjonizmem funkcjonalny budynek z połowy lat 20-tych XX wieku, znajdujący się niedaleko Anhalter Bahnhof, został połączony z nowym, efektownym obiektem.

Stała ekspozycja na dwóch piętrach koncentruje się na politycznie, etnicznie i religijnie motywowanych przymusowych migracjach w XX wieku w Europie i poza nią. Sześć wysp tematycznych służy jako wprowadzenie i przegląd oraz przedstawia na licznych przykładach przyczyny, zjawiska i konsekwencje migracji przymusowych. Na drugim piętrze koncentrujemy się na ucieczce i wypędzeniu Niemców w europejskim kontekście historii II wojny światowej i nazistowskiej ekspansji, okupacji i polityki eksterminacji oraz ich późniejszej integracji w Niemczech Zachodnich i Wschodnich.”

Spiritus Movens tego muzeum jest Erika Steinbach, „wypędzona” z Rumi koło Gdyni, gdzie było lotnisko, a gdzie służył jej ojciec. Jeśli w Berlinie takie miejsce jest, dlaczego nie miało być warszawskiego muzeum, które wprost opowiadałoby o niemieckich zbrodniach na polskim narodzie w czasie II wojny światowej?

Takie muzeum powinno być chociażby dlatego aby nie ośmielali się nam proponować takich rzeczy, o jakich pisze dziennikarz, Jan Pawlicki.

Dzielę się wpisem szefa Fundacji Identitas, Tomasza Kaźmierowskiego. Przeczytajcie proszę. Dotyczy 74 pergaminów ukradzionych w czasie okupacji niemieckiej z Archiwum Głównego Akt Dawnych, a przechowywanych w berlińskim Geheimes Staatsarchiv Preußischer Kulturbesitz. Pan Kaźmierowski pisze tak:

„Najbardziej pociesznym z podnoszonych przeciwko oddaniu ich Polsce argumentów było stwierdzenie, iż w Niemczech te skarby kultury europejskiej są bezpieczniejsze i będą jeszcze bardziej zadbane, a przecież nikt nie broni polskim badaczom dostępu do nich.”

Niebywale bezczelny argument: „wasze dobra kultury będą u nas bezpieczniejsze”. Myślę, że zwykły paser lub złodziej wstydziłby się coś takiego powiedzieć. A na pewno odradziłby mu to jego adwokat.

Dla porównania: Niemcy kilka lat temu uznali za stosowne zwrócić Nigerii znajdujące się w niemieckich zbiorach muzealnych słynne brązy z Beninu, czyli metalowe plakietki i rzeźby, które zdobiły pałac królewski w Królestwie Beninu (obecnie stan Edo w Nigerii). Pani minister Annalena Baerbock stwierdziła wówczas: „Ich zabranie było złe, ich przetrzymywanie przez 120 lat było złe”.

Traktują nas gorzej niż Afrykanów…

 

 

Jakie powinno być?

To miejsce jako cichy, ciężki od historii gmach, wciśnięty w serce miasta, może w okolicach alei Szucha lub dawnej Pawiaka, gdzie echo tortur wciąż szepcze w ścianach. Z zewnątrz – surowa fasada z szarego betonu, popękana jak blizny na skórze Warszawy, z tablicą upamiętniającą miliony ofiar, a nad wejściem cytat z Baczyńskiego: „Ziemia polska, ziemia czerwona od krwi”. Wchodząc do środka, uderzyłaby cisza – nie ta muzealna, uprzejma, ale taka, co dusi w gardle. Pierwsza sala to kroniki filmowe z Wehrmachtu maszerującego przez ulice, dźwięk kroków butów na bruku, potem huk bomb w 1939 roku, przemówienie Stefana Starzyńskiego i pierwsze ofiary w ludności cywilnej. Ekspozycje powinny być pełne artefaktów. Może to być zardzewiały karabin SS-mana, list z getta zapisany drżącą ręką, czy buciki dziecka znalezione w ruinach.

Ściany pokryte mapami. Czerwone plamy na dzielnicach, gdzie paliła się Warszawa w ’44, linie getta jak szramy na mapie miasta. Gęsiówka, Palmiry i miejsca masowej kaźni. Dalej korytarz tortur – rekonstrukcja cel Gestapo, z plamami krwi na podłodze (repliki, ale czujesz chłód). Głosy nagrań to zeznania świadków, szept Rotmistrza Pileckiego. I ta jedna, wielka sala pamięci – holograficzne projekcje powstańców, tańczących walca w płomieniach, by pokazać absurd odwagi wobec zagłady. Na końcu – ogród zewnętrzny z dębami posadzonymi za każdą setkę ofiar, i ławka z widokiem na Wisłę, gdzie rzeka płynie dalej, mimo wszystko.To nie byłoby muzeum do lekkiego zwiedzania. To byłoby jak cios w żołądek, przypomnienie, że wolność nie jest dana, tylko wydarta z pazurów.

Ale to muzeum nie mogłoby być zamknięte w granicach Warszawy, bo zbrodnie niemieckie rozlały się po całej Polsce jak trucizna, niszcząc nie tylko stolicę, ale i prowincję, wsie, fabryki i obozy. Powinno być mostem między lokalną raną a narodową traumą, pokazując, jak hitlerowska machina śmierci działała na różnych frontach. od ulicznych egzekucji po masowe deportacje.

I tak na przykład takim łącznikiem pomiędzy Warszawą a resztą Polski powinien być korytarz łączący miasta, interaktywna linia czasowa, gdzie przechodzisz z Warszawy do Krakowa, Łodzi (fabryki przymusowej pracy dla dzieci jako „warsztaty śmierci”) czy Lwowa (masakry profesorów). Każde miasto musi mieć swój panel. W Gdańsku rekonstrukcja ataku na Westerplatte i późniejszych egzekucji, z dźwiękami nalotów i cytatami z raportów Wehrmachtu. A w tle? Szerszy kontekst obozów – fragmenty z Auschwitz, Majdanka, Stutthofu, pokazujące, jak Warszawa była tylko jednym trybikiem w machinie. Wystawa powinna być podziemna, klaustrofobiczna, z drastycznymi opisami masakr, ale też artefaktami oporu – partyzanckimi radiami, fałszywymi kennkartami.

Później wchodzisz do wagonu bydlęcego i słyszysz szepty matek z różnych miast, jadących w nieznane.

Na koniec – sekcja „Echo w Europie”, czyli porównania z innymi okupowanymi stolicami, jak Paryż czy Amsterdam, by pokazać, że to nie była polska wyłączność, ale lekcja dla świata. To muzeum powinno boleć, ale i leczyć – przypominać, że pamięć to nie pomniki, tylko żywy dialog o tym, co nas łączy w obliczu zła.

Całość ma emanować ciszą i ciężarem – to nie ma być budynek „ładny”, ale prowokujący do refleksji, inspirowany architekturą Libeskinda (np. Muzeum Holokaustu w Berlinie) czy Tadao Ando, z ich surowym betonem i grą światła-cienia. To miejsce, które wizualnie „boli”, zmuszając do konfrontacji z historią. I zamiast wydawanych w chory i idiotyczny sposób naszych pieniędzy i zamiast polityki relatywizmu, czas na politykę Prawdy i prawdziwej historii, bo za chwilę umrą Ci, którzy przeżyli II wojnę światową i wtedy zacznie się wybielanie Niemców , a przeszłość niemieckich zbrodni stanie się miejską legendą.

 


To projekt, który zaproponowała sztuczna inteligencja 


🟥 Jeśli podoba Ci się to, co robimy to nie zapomnij dać nam lajka i przekazać dalej, swoim znajomym.

➡️ Możesz też nas wesprzeć zapraszając nas na kawę: https://buycoffee.to/portalwarszawski

➡️ Lub dokonać bezpośredniej wpłaty na numer: 90 1240 1226 1111 0010 8864 5699 – dopisek: DAROWIZNA

➡️ ZA KAŻDE WSPARCIE DZIĘKUJEMY 


 

Portal Warszawski. O krok do przodu

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły