Warszawiacy jeszcze nie uspokoili się po oddaniu kładki pieszo rowerowej przez Wisłę, bo też jeszcze nie poznaliśmy pełnego kosztu tego misia na miarę możliwości warszawskiego samorządu. A nie poznaliśmy, bo zapłacimy jeszcze za przebudowę zjazdu na praskiej stronie i diabli wiedzą za co jeszcze.
Tymczasem inna kładka ma zostać zburzona. Co je różni?
Pierwsza powstała by przepalić pieniądze, zmniejszyć przepustowość Wisłostrady i utrwalić przewodnią rolę rowerów w systemie transportowym miasta. Druga powstała po to, by bardzo mocno obciążonej ul. Wołoskiej nie blokowało kolejne przejście dla pieszych. To specyficzna arteria. Symbol zakorkowanego miasta. Do przebudowy w 2000 roku, wiecznie zakorkowana. Od tamtej pory jest solą w oku antysamochodowego patoaktywu. „Miejska autostrada”, „przeskalowana” itd. Zapewne doskonale znacie ten język nienawiści do postępu. Teraz wychodzą ze skóry by przywrócić na niej korki sprzed lat. By jeżdżenie autem było maksymalnie uciążliwe.
I teraz po wyborach nagle okazuje się, że miasto chce by właściciel Galerii Mokotów rozebrał na własny koszt kładkę na wysokości tego budynku! By zastąpić bezpieczne przejście bezkolizyjne, naziemnym przejściem kolizyjnym! Przecież #ChodziOŻycie!
Peany pieje oczywiście między innymi mediaworker Osowski, co samo w sobie jest papierkiem lakmusowym tej demolki. Bo z czego się Osowski cieszy, wiadomo że jest dla większości szkodliwe. A można było to rok temu ukrócić, to większość warszawiaków znów wolała słuchać kłamstw, jak w 2018 r. o wiaduktach na Dolinie Służewieckiej.
A teraz pomyślcie ile jeszcze przez 4 kolejne lata zdążą zniszczyć!

za: Stop Korkom
Portal Warszawski. O krok do przodu