Marsz Milczenia – 2 grudnia! Ta historia niestety wydarzyła się naprawdę…

Dla mnie jako naczelnego ta historia jest bardzo szczególna i bolesna bo dotyczy mojego brata ciotecznego, który odszedł za młodo i za szybko.  Z Tadziem dorastałem. Wspólne dzieciństwo, komunia, i tak dalej. Cała rodzina wiedziała, że jest matematycznym i fizycznym geniuszem, i zarazem bardzo cierpiącym człowiekiem. Tadeusza Kijkowskiego powołano do Nieba rok temu, 2 grudnia 2022 roku. Nam pękło serce, i krwawi do dziś! Mógł żyć, ale lekarze postanowili wbrew woli jego żony Moniki, zadecydować o być albo nie być Tadka. Przeczytaj tę historię, podaj i dalej i dołącz się do Marszu Milczenia, 2 grudnia o godzinie 12.00, przy klinice Instytucie Psychiatrii i Neurologii, przy ul. Sobieskiego 9. A teraz oddajmy głos jego żonie, Monice Janowicz – Kijkowskiej.

DLACZEGO MARSZ?

Pokrótce konkretnie, parę paragrafów niżej pod hasłem POKRÓTCE  Jak powietrzem oddychamy tymi , których kochamy. Czasem niestety oddechu brakuje.
Taką chwilę przeżył Tadek podejmując najtragiczniejszą decyzję w swoim życiu. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo musiał się źle czuć, jak to jest gdy czarna chmura odbiera całą radość, jakąkolwiek przyjemność, sens i na otuchę nie zostawia cienia nadziei. Nie było mnie obok w tym momencie, niestety.
Ale byliśmy później, Tadek w prawie nic nie będąc w stanie powiedział „Monika” i potem karetka, OIT, czekanie na jakąkolwiek dobrą wiadomość. Ta wiadomość była. Tadek przeżył, po skrajnym niedotlenieniu, z uszkodzeniem istoty białej mózgu. Potem już na „normalnym” oddziale. W ciągu paru dni w szpitalu powiedział najpiękniejsze słowa, które w życiu słyszałam, powoli zaczynał z powrotem potrafić czytać, powiedział, że dobrze, że został odratowany, okazywał niesamowitą wdzięczność za to, że byłam obok. Trochę mu się w głowie mieszało, nie wszystkich poznawał, nie mógł poruszać lewą ręką i nogą, z początku też prawą ręką, ale z dnia na dzień odzyskiwał moce. Już był w stanie sobie w łóżku umyć zęby, mówił.

Potem, niestety „szpital”, lekarze rozpoczęli fatalne pasmo niedorzecznych decyzji. Po kilku tygodniach Tadek zaczynał tracić władze na swoim ciałem, przestał mówić, dzień czy 2 później jeść, gasł w oczach, widać było, że „odejdzie” jeśli nie zostanie natychmiast umieszczony na intensywniej terapii. Ale nie widziano takiej potrzeby. Pomimo stanowczych zadań najbliższych, taką decyzję lekarze podjęli , kiedy była już rozwinięta potężna sepsa z zapaleniem płuc. Tadek stał „warzywem”. Choć cały czas nie traciłam nadziei, że to przeżyje i będzie lepiej, że będziemy znowu rozmawiać. Do tego doszła sepsa z gronkowcem złocistym, wg lekarki miał nie przeżyć, wg mnie miał to przeżyć. I dał radę. Ale spustoszenia, jakie zrobiły te tygodnie w szpitalu w jego organizmie były jeszcze potężniejsze niż samobójczy zastrzyk.

Dopuszczono też do powstania okropnej martwicy a z niej powstała przeraźliwa odleżyna. Pewnie mało kto z Was wie jak to może wyglądać. Ja nie wiedziałam, długo tego nie widziałam, bo na czas jakichkolwiek zabiegów przy Tadku kazano mi kategorycznie wychodzić. Gdzie prawa pacjenta? (tylko na kartce na ścianie). Ta odleżyna stała się dziurą tak wielką, że przy poruszaniu Tadzia nogą było widać na wierzchu przesuwające się ścięgna, mięśnie. A odmówiono 2 opcji nowoczesnego leczenia odleżyn, w ogóle nie rozpatrywano operacji.

\W każdym razie pół roku w szpitalach. Dużo starań podejmowałam i ja i inne najbliższe osoby, które często odwiedzały Tadzia. Robiłyśmy ci mogłyśmy, by w ciągu tych 2 godzin dziennie Tadzia możliwości przywracać, umilić mu jak to tylko możliwe ten krótki czas, no i rehabilitować jak się da. Bo rehabilitacja neurologiczna dla osób ze świeżym uszkodzeniem mózgu nie została Tadziowi udzielona. NFZ finansuje 3-4 miesięczna rehabilitację po kilka godzin dziennie w szpitalu dla osób w takim stanie, ale Tadziowi tego odmówiono. Pomimo, że do kolejnych uszkodzeń mózgu, które umożliwiły mu po trzech tygodniach całkowicie mówienie, poruszanie się, doszło podczas hospitalizacji.

Tadek choć już w życiu nie powiedział więcej żadnego słowa, powolutku odzyskiwał możliwości. Dużo ćwiczeń buzi, cierpliwe staranie, by móc przełknął, niesamowity kontakt emocjonalny, jego igromne zaangażowanie, pomimo tak małych możliwości dały efekty. Tadek zaczynał się komunikować (niewerbalne) , dawał mi seriami najsłodsze na świecie buziaczki, czasem był już w stanie intencjonalnie trochę poruszyć rękami, dmuchał w słomkę. Pomimo, że jeszcze 2 miesiące wcześniej nie był w stanie często otworzyć oczy, potem na nas spojrzeć. Te „małe” kroki to były milowe kroki. Kto Tadzia znał, ten wie, jak potężnym mózgiem był, jak ogromną i obszerną miał wiedzę, lubił myśleć, dla rozgrywki oglądał numberphile itd., jak dobrym był programistą, jak potrafił ugryźć umysłowe zagwozdki. Stąd też uważam, że miał tych sprawach neuronów w potęgę i dużą szansę na to, że jego mózg da radę w pewnym stopniu się zregenerować. Wiedziałam, że pomimo dziwnej władczej pewności lekarki prowadzącej, Anny Bocheńskiej, Tadek będzie potrafił jeść i mówić. To był cel, nad którym bardzo pracowałam. Krok po kroku, Tadek zaczął jeść. Choć karmienie go zostało nam zabronione. Pewne rzeczy mogłyśmy robić, ale nie miałam wpływu na to jak bardzo schudł w szpitalu pomimo żywienia przez PEG, na to że niepotrzebnie ma stosowane cewniki wewnętrzne na mocz, z czego toczyły się infekcje, na to, że nie stosowano dostępnych nowszych metod leczenia odleżyn, które mogą radykalnie pomóc. Prosiłam o to by podejść inaczej, nic więcej nie mogłam. Było to biciem głową w beton. Jako żona nie mogłam żadnej woli wiążącej wyrażać bez pełnomocnictwa od Tadzia, a w takim stanie Tadzio nie mógł udzielić pełnomocnictwa , które by było uznane przez notariusza. Tylko w przypadku absurdalnej formy (przewidzianej dla osób chorych psychicznie, uzależnionych itp.) ubezwłasnowolnienia Tadzia mogłabym cokolwiek prawie wiążącego dla dobra Tadzia robić. Kiedy to zrozumiałam złożyłam wniosek o ubezwłasnowolnienie w sądzie.

POKRÓTCE

Wbrew jakiejkolwiek zgodzie, wyraźnie wbrew woli Tadzia, pomimo moich ostrych sprzeciwów pani Bochyńska wraz z ordynator z I Kliniki Neurologii szpitala przy Sobieskiego 9 podjęły nieodwołalną decyzję, absurdalnie prawnie możliwą (pomimo złożonego 3 miesiące wcześniej przeze mnie w sądzie wniosku i ubezwłasnowolnienie Męża, co pozwoliłoby zastępczo za Tadzia werbalnie, wiążąco wyrazić brak zgody) O WYSŁANIU Tadzia do hospicjum, w którym nie było opieki lekarskiej, stłoczenie osób niepozwalające na zastrzeżone prawem minimalne warunki, gdzie nie było żadnego reżimu przeciwzakażeniowego. A Tadek z tak strasznymi odleżynami, niedożywiony, wymagający sterylnych warunków, został najpierw wypakowany w karetkę, przed jej przyjazdem 3 godziny wcześniej odłączona Tadka od odżywiania i nawadniania, nie zabezpieczono go w wystarczającym stopniu przed zimnem (mnie i takiej decyzji poinformowano tak późno jak się tylko dało i nie było możliwe nic sterylnego dla Tadzia ciepłego zdążyć wyszukiwać). Efektem takiej decyzji, po podróży, niewłaściwym podaniu już w hospicjum pożywienia przez rurkę, przepisaniu leków w niebezpiecznej dawce, była ogromna gorączka jeszcze tej samej doby, niewydolność nerek, brak jakiejkolwiek diagnozy podjętej w hospicjum, dopiero na moje żądanie następnego dnia Tadek otrzymał antybiotyk (na który miał już odporne bakterie), a do szpitala został zabrany dopiero kiedy ja podjęłam decyzję o natychmiastowym wezwaniu karetki. Ale było już trochę za późno, dusił się, straszne zapalenie płuc, uszkodzone nerki. Była kolejna walka, pomimo saturacji poniżej 80 nie chciano mu zastosować wspomaganej wentylacji, był traktowany. Od wejścia do hospicjum był traktowany jak człowiek, który ma umrzeć, zostało to nam nawet powiedziane. Szpital w Warszawie skazał Tadzia na śmierć.

2 grudnia o 23:57 minie rok od kiedy przeżył swoją ostatnią chwilę. Tak wielkie życie, tyle możliwości, tyle historii, a na końcu delikatny organizm, który je niesie, całkowicie zależny od właścicieli licencji lekarskiej. A ich wyobraźnia ci do tego, jak ważne to było życie, nie funkcjonowała. Tadzio był dla pani Bochyńskiej kimś, kto przeszkadzał, z irytacją wyliczyła mi dni, które mój kochany Tadzinek był na „jej” oddziale.

Proszę, swoją obecnością zaznaczcie że mną Tadzia istnienie, niezgodę na takie traktowanie osób w minimalnym stanie świadomości, intencję za Tadzia dobro, wyślijmy wspólnie miłość do niego, i jakiegokolwiek dobre intencje. To jest człowieczeństwo , którego tak bardzo potrzeba w każdej relacji, w pracy z drugim człowiekiem, w stosunku do samego siebie.

Podzielcie się też z innymi, udostępniajcie i zapraszajcie. Będzie to legalne zgromadzenie, zgłoszone oficjalnie, ja jestem organizatorem, będę miała identyfikator.

Moje serce.

 

 

 

Monika z rodziną

Portal Warszawski

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły