[LEKTURA OBOWIĄZKOWA] Po 80 latach nadal europejska lewica odwołuje się do manifestu włoskich komunistów z czasów, kiedy ruch komunistyczny w całej Europie był niemalże zdalnie sterowany przez Stalina

Po 80 latach nadal europejska lewica odwołuje się do manifestu włoskich komunistów z czasów, kiedy ruch komunistyczny w całej Europie był niemalże zdalnie sterowany przez Stalina” – powiedział w Studiu PAP, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, poseł Radek Fogiel, czytamy ma profilu Wojciecha Muchy, dziennikarza.

WYJAŚNIAM FOGLA, WĘGLARCZYKA I KOMUNISTÓW, CZYLI CO NAM PRZYWIAŁY WIATRY Z VENTOTENE

Fogiel miał na myśli „Manifest z Ventotene” autorstwa Altiero Spinellego i Ernesto Rossiego. To na Manifest powołuje się wprost grupa eurodeputowanych która przygotowała projekty zmian poszerzających kompetencje Unii Europejskiej i osłabiających rolę państw członkowskich.

Postanowiłem zajrzeć do tego tekstu. Wnioski z lektury są bardzo niepokojące i pozwalam sobie je przedstawić w poniższym, nie najkrótszym tekście. Okazuje się, że Fogiel ma rację i myli się jednocześnie. I oba te fakty powinny stawiać nas na baczność.

Ventotene to malutka wysepka wchodząca w skład położonego na Morzu Tyrreńskim pomiędzy Rzymem a Neapolem archipelagu Wysp Poncjańskich. Jej nazwę można luźno przetłumaczyć jako „tu, gdzie wieje”. Wyspa od czasów starożytnych służyła jako miejsce zesłań ludzi, którzy zaszli za skórę władzy (np. Julia, jedyna córka Oktawiana Augusta i żona cesarza Tyberiusza została zesłana na wyspę pod zarzutem niemoralnego prowadzenia się).

Było więc Ventotene miejscem odosobnienia, więzieniem, wreszcie placem eksperymentów, jak wtedy, gdy w XVIII wieku z rozkazu rządzących Neapolem Burbonów zesłano tu prostytutki i przestępców, którzy mieli się resocjalizować przez kontakt z naturą. To prawda, jest tam pięknie, mimo to eksperyment z jakichś powodów się nie powiódł. Oprócz zsyłania tam różnorakiego elementu wyspa długo nie była zamieszkała. Winne były wiatry, ale także fakt, że z racji odległości od stałego lądu stanowiła łatwy cel dla pirackich statków.

To było jednak dawno

Od tamtego czasu piraci nie błąkają się już po morzu Tyrreńskim, a Ventotene stało się osadą słynącą min. z uprawy soczewicy, której walory smakowe są podobno porównywalne jedynie z kanapkami twitterowicza @Matuszczakoski.  To także, jak mówią na Wilanowie „ciekawa destynacja na weekend break”.

I na tejże wyspie w 1941 roku dwójka osadzonych przez Mussoliniego w odosobnieniu komunistów – Altiero Spinelli i Ernesto Rossi spisała na bibułkach o tytoniu Manifest, który Pan Fogiel przywołał, a który (tu Fogiel ma rację) istotnie przebrzmiewa przez obecne pomysły kierownictwa Unii Europejskiej, Róży Marii Barbary Gräfin Von Thun Und Hohenstein i Bartosza Węglarczyka. Dla porządku warto zaznaczyć, że obydwaj komuniści – Spinelli i Rossi – nie byli ani wybitnymi postaciami swojego ruchu, ani ich Manifest nie jest czymś, co można uznać za rzecz wybitną intelektualnie. Wiatr z Ventotene niestety zawiał nie w tę stronę co trzeba i razem ze Spinnelim, uznawanym dziś kłamliwie za „ojca Unii”, patronem piętnastopiętrowego gmachu Parlamentu Europejskiego w Brukseli przywiał na kontynent tę komunistyczną czytankę.

O czym ona traktuje?

Otóż obaj autorzy już w 1941 roku domagają się powstania europejskiego Superpaństwa. Tworu, który miałoby wyrosnąć na truchłach państw narodowych. Państw, które trockiści (to dlatego Fogiel się myli – obaj odcinali się od Stalina) Spinelli i Rossi uważają za największe zło. Taka federacja miałaby posiadać wspólną walutę, wspólne siły zbrojne i nie posiadać w obrębie swojego obszaru żadnych granic. Dodajmy do tego wspólną politykę zagraniczną. Brzmi znajomo? Brzmi. Dlaczego jednak Spinelli i Rossi uważali, podobnie jak część dzisiejszych eurokratów uważali, że państwa narodowe i idea ich suwerenności to przyczyna wszelkiego zła?

Cóż, zdaniem wyraźnie przewianych na Ventotene komunistów nawet zaprowadzenie w poszczególnych krajach demokracji nie sprawia, że stają się wolne od chęci rywalizacji między sobą, Taka rywalizacja, taki egoizm narodowy z kolei nieuchronnie prowadzi, a jakże, do faszyzmu. Potem jest już z górki, bo z tego faszyzmu wyłania się najsilniejszy faszystowski hegemon. No i wojna gotowa. Gotowa, bo inne kraje muszą się bronić, oczywiście uprzednio się (chcąc nie chcąc) faszyzując. „Wystarczy, że jeden naród uczyni krok w kierunku totalitaryzmu, aby inne poszły jego śladami, motywowane wolą przetrwania” – czytamy w Manifeście.

Autorzy Manifestu są uznawani za federalistów radykalnych, co oznacza, że optują za powołaniem federacji europejskiej poprzez przyjęcie wspólnej konstytucji w zasadzie z dnia na dzień. Państwa narodowe miałyby po prostu zgodzić się na to, że przestają istnieć.

Oczywiście nim to się stanie, trzeba narody przekonać, że powinny zgodzić się na nieistnienie. Jak? Rzecz nie jest łatwa do wytłumaczenia „masom” toteż przekonanie do tego odważnego planu ma odbyć się za pomocą „propagandy partii rewolucyjnej”, a owo propagandowe zadanie spoczywa „na barkach wszystkich sił: oświeconych klas pracujących, świadomej warstwy intelektualistów, przedsiębiorców gotowych podjąć nowe inicjatywy i wszystkich, którym poczucie godności nie pozwala na służalcze zginanie pleców” (przed władzami własnego narodu – wm). Tak, też się uśmiecham, niejako w odpowiedzi na szczery do bólu uśmiech dzisiejszych przywódców Europejskiej Partii Ludowej i ich oświeconych pomocników wdrażających właśnie plan podobny.

Owa propaganda. jak wskazują Odosobnieni z Ventotene, jest konieczna, ponieważ masy (to o Was) są nieświadome swoich realnych potrzeb, a ich jedyne doświadczenie polityczne to działalność na polu narodowym, a przecież nie o to chodzi, by jako naród się rozwijać i sobie spokojnie żyć ze swoimi w sąsiedztwie innych narodów. No co Wy!

Tego jednak masy (czyli Wy) nie rozumieją. I dlatego trzeba stawiać przede wszystkim na tych, którzy „zdobycie władzy na arenie narodowej uznają narzędzie realizacji wspólnoty międzynarodowej”. Trzeba więc wykorzystywać „wszelkie spontanicznie tworzące się organy ludowe (…) tygle, w których mieszają się masy rewolucyjne pragnące przywództwa a nie plebiscytów”. Tygle takie znamy, bo o ile nie traci już na znaczeniu wszelki sojusz robotniczo-chłopski, to kolejne obszary rzekomo wykluczonych są znakomitym rezerwuarem poszukujących „nowego” przywództwa. To ich należy przekonać, że „tylko w wolnej i zjednoczonej Europie mogą znaleźć ratunek”.

W pisanym w 1941 r. Manifeście znajdujemy również passus dotyczący tego, że „trzeba pokonać dążenie do gospodarczej samowystarczalności poszczególnych krajów”

W tym kontekście dość ciekawie wyglądają np. polskie boje o tzw. środki z Krajowego Planu Odbudowy, których przyznanie uzależnia się już niemal wprost od tego, czy rząd w Warszawie będzie gotów do pogłębionej integracji/federalizacji.

– Tusk jedzie tam jako ten, co „uratował Europę” i naprawdę może im powiedzieć: „ja wam przyprowadziłem Polskę z powrotem do rodziny, a wy mi kasy nie chcecie dać?” – powiedział „Newsweekowi” jeden z posłów KO (26 października 2023).

Warto również zauważyć, że ta propagandowa praca odnosi pewne skutki. Część Polaków wydaje się być już urobiona do tego, by bardziej nie cierpieć swojego rządu za rzekome „niedostosowanie się” niż Unię takie Polski traktowanie. Unia wydaje się działać zresztą zgodnie z wytycznymi Manifestu, bo przecież gdyby rząd PiS dostał pieniądze z KPO, mógłby wykorzystać je do odbudowy i umocnienia państwa narodowego i swojej w niej władzy. A nie po to Unia daje pieniądze, by umacniać tendencje, które uważa za reakcyjne i dążące do faszyzmu.

Finansowanie państwa, które jest antydemokratyczne, niepraworządne i gotowe sprzedać swoją przyszłość za zachowanie autorytarnej doraźnej władzy, jest działaniem wbrew europejskim wartościom, wbrew demokracji, wbrew własnym obywatelom. Albo więc państwa narodowe znikną, albo zniknie wspólnota europejska – Prof. Magdalena Środa, Gazeta Wyborcza, 15 grudnia 2020 r.

Co ważne, w Manifeście możemy także odczytać także inne zalecenia, które jako żywo przypominają politykę UE wobec Polski. I tak zdaniem Spinellego i Rossiego nie znajduje uzasadnienia np. zasada „powstrzymywania się od ingerencji w sprawy wewnętrzne innych państw”. Co więcej, wprost wskazują oni, że „wewnętrzna konstytucja pojedynczego państwa stanowi żywotną kwestie dla pozostałych państw europejskich”. Co to oznacza – wiemy. Że można dążyć do jej zmiany tak, by np. nie stanowiła prawa nadrzędnego wobec prawa UE. Tak, to wszystko o nas i teraz, choć spisane w 1941 r.

Co dalej? Cóż, jeśli Manifest zostanie wzięty naprawdę dosłownie, to już niebawem:

„Zostaną wydane pierwsze zarządzenia, dotyczące nowego porządku, nieuformowane jeszcze masy otrzymają pierwsze struktury społeczne. Dyktatura partii rewolucyjnej stworzy nowe państwo, a wokół niego – nową, prawdziwą demokrację”. (cyt. z Manifestu).

Trudno nie odnieść wrażenia, że ten lekko zmodyfikowany (o różnych wersjach tego planu możecie posłuchać u @Bekartsmekart) plan z Ventotene jest wdrażany, czego dowodem ostatnie głosowania nad odebraniem państwom narodowym prawa weta. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie. Po co?

Po co to wszystko? Pytanie wydaje się tym bardziej zasadne, że czas zweryfikował negatywnie motyw przewodni Manifestu: Państwa narodowe nie dążą nieuchronnie do faszyzmu, co więcej możliwa jest ich pokojowa kooperacja i wpływanie na potencjalnych hegemonów w taki sposób, by ograniczać ich zapędy. Niestety wiarygodnej odpowiedzi na to pytanie nie znajdujemy ani w samym tekście, ani w wypowiedziach tych, którzy dziś w sposób siłowy, przekupstwem, oszustwem i propagandą chcą odbierać poszczególnym państwom narodowym, członkom Unii Europejskiej kompetencje. Tych, którzy niemal oficjalnie przyznają, że chcą doprowadzić do federalizacji Unii Europejskiej inspirując się min. modelem proponowanym przez Spinellego i Rossiego.

Po co (jeśli Manifest traktować dosłownie, a nie ma ku temu przeciwskazań) – partia rewolucyjna „od pierwszych kroków, mocną ręką, budować będzie warunki dla życia w wolności, dla rzeczywistego uczestnictwa wszystkich obywateli w życiu państwa?” Przecież nam tu żyje się wcale nieźle, a jeśli mamy jakieś problemy to chcemy rozwiązywać je po swojemu. Ano oczywiście po to, żeby „runęły wszelkie stare konserwatywne instytucje społeczne”, by „stawić opór silom konserwatywnym: zwierzchnikom fundamentalnych instytucji państw narodowych, najwyższym kadrom sił zbrojnych, kręgom kapitalizmu monopolistycznego, właścicielom ziemskim i hierarchii kościelnej”, bo to akurat jest w Manifeście powiedziane wprost.

Oczywiście to nie koniec

Trzeba także, podążając wytycznymi z Ventotene: znieść konkordat, ustanowić centralne stanowisko polityczne piastowane przez „ludzi o wspólnej wizji przyszłości’ i „staranie zaplanowaną metodyczną propagandą docierać wszędzie tam, gdzie „ludzie są krzywdzeni przez obecny reżim”. Czy o to i dziś chodzi? Można się zastanawiać. Ileż jednak razy słyszeliśmy ostatnio tę narzekaninę, że oto „państwa narodowe to przeżytek” a „patriotyzm jest jak rasizm”. Cytatów o „obecnym reżimie w Warszawie” zna każdy z nas co najmniej dwa tuziny.

Ale jest coś jeszcze. Oprócz walki z reżimem i „konserwatywnymi instytucjami” autorzy Manifestu wspominają jeszcze o jednym, najważniejszym wytrychu, mającym otworzyć serca mas ludowych. Bezpieczeństwie. Stopienie się państw narodowych w jeden organizm, pozbawienie każdego z nich suwerenności gospodarczej i ustanowienie wspólnych pieniędzy, sił zbrojnych i zniesienie granic zapewni bezpieczeństwo powszechne. Nikt na takie Państwo nie zdołałby przecież napaść, a przykład Europy posłuży do budowy rządu światowego – dowodzą dość nieudolnie Spinelli i Rossi.

Oczywiście wyłączaj przy tym ze swoich rozważań wszelkie inne ewentualne zagrożenia – wojen „domowych”, nacjonalizmu, separatyzmu, konieczności wprowadzenia centralnie sterowanej gospodarki, niemożliwości realizowania zasady sprawiedliwości społecznej, chęci dominacji przez silniejszych i bogatszych, tych o większym potencjale, czy wreszcie niemożliwości zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego inaczej niż powszechnym terrorem, kontrolą, lub stanem wyjątkowym.

Na podobne pytanie nie ma odpowiedzi i dziś, a mimo to kretynizmy podobne do tych z Ventotene pisane są z pełną powagą

„W interesie Polski leży, by UE realnie to zbiorowe bezpieczeństwo budowała. Nie chodzi tu o tworzenie armii, ale o tworzenie wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, o wspólne działanie w zakresie polityki handlowej, monetarnej, kulturalnej i każdej innej”.

(Bartosz Węglarczyk, „Stany Zjednoczone Europy to konieczność”. Onet, 20 października 2023)

Zostawmy nieszczęsnego rednacza Onetu, choć faktem jest, że taki sposób myślenia o integracji zdaje się być nie tyle dominujący, co jedyny.

Co jest jednak ważniejsze od Węglarczyka, to to, że w pisanym w 1941 r. Manifeście czytamy, że powojenne okoliczności, takie jak rozchwianie społeczne, destrukcja gospodarki, wędrówki ludów itp. są doskonałą okazją do realizacji planu zniesienia granic, unifikacji i szeregu innych działań na rzecz budowy federacji. Zwracano wówczas nawet uwagę, że wielu ludzi nie przejmuje się zbytnio tym, kto zapewnia im dobrobyt, a więc i bezpieczeństwo. To wciąż na szczęście nieprawda, ale praca propagandowa na masach ludowych trwa.

Co jednak z tymi, którzy się obawiają i ni będą chcieli dać się urobić? Wreszcie co wtedy, gdy i ludowi i masom przestałoby się podobać w tej „nowej rzeczywistości”? Cóż, „nie należy się obawiać, że reżim rewolucyjny stanie się nowym despotyzmem” – czytamy w Manifeście. I choć nie brzmi to przekonująco, innej odpowiedzi nie ma. Jest za to wezwanie:

Dziś jest czas zrzucenia starych ciężarów, przygotowania na nadejście nowej rzeczywistości, jakże przekraczającej nasze wyobrażenia”.
(cytat z Manifestu, a jak z Węglarczyka, Środy i Róży Thun).

O tak, to na pewno. I tylko uciec nie będzie gdzie z tej Nowej Rzeczywistości.

Pierwotny plan autorów Manifestu zakładał jego prędkie wprowadzenie tuż po II wojnie światowej. Niestety ówczesne tępe masy i ich krótkowzroczni przywódcy woleli skupić się na odbudowie swoich skostniałych państw narodowych. Dziś trudno nie odnieść wrażenia, że tego błędu nie chce się dać nam popełnić ponownie. Tworzenie Federacji Europejskiej ma nastąpić w ramach Odbudowy po traumie pandemii i po zakończeniu rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Wątek ukraiński nie jest tu bez znaczenia, mówi się całkiem głośno, że federalizacja miałaby się dokonać z jednoczesnym akcesem do niej także tego kraju, w jakiejkolwiek kondycji by się po trwającej wojnie nie znajdował. Ukrainie już dziś przedstawia się jedynie dwie alternatywy – wejście w skład unii Europejskiej albo powrót do rosyjskiej strefy wpływów. Tak, wykorzystuje się sytuację wojennej zawieruchy do przyspieszenia wprowadzenia w życie tego diabolicznego, odwlekanego z taktycznych i politycznych przyczyn projektu. To przede wszystkim dlatego rozważania nad fantazjami z Ventotene nie są niestety jedynie rozrywką intelektualną z gatunku political fiction. Ten plan, plan federalizacji UE i przekształcenia jej w Superpaństwo jest już prowadzony. O tym były te wybory i o tym będą kolejne.

„Państwa (…) zachowają autonomię, pozwalającą na obranie takiego kształtu życia politycznego, jaki zgodny jest ze specyfiką danego ludu (sic!) – czytamy w Manifeście. O tak, sprowadzony do roli ludu naród na pewno posiadałby poważną autonomię. Może mógłby nawet przez kilka dekad mówić w swoim języku i decydować o wyborze sołtysów.

O tym, czy Polacy powinni godzić się na to, by przeformatowano ich z narodu w lud, powinni zdecydować oni sami i to jeszcze nim na całego ruszy „machina uświadamiająca masom ich potrzeby”.

[FOT: W 2016 r. Na wyspie Ventotene doszło do spotkania Angeli Merkel, Francois Hollande’a i Matteo Renziego. Refleksyjne spotkanie dotyczyło przyszłości Unii Europejskiej po Brexicie. W trakcie uroczystości złożono kwiaty na znajdującym się na wyspie nagrobku Altiero Spinellego.]

Przy pisaniu tekstu korzystałem z: „Altiero Spinelli – Ernesto Rossi, Manifest z Ventotene wraz z przedmową E. Colorniego Tekst – Tłumaczenie – Komentarz”. Redakcja naukowa: dr Tymoteusz Zych. Autorzy prof. dr hab. Jacek Bartyzel, dr Filip Ludwin, Bartosz Zalewski, Konrad Dyda (link w kolejnym twicie). Przepraszam za brak ewentualnych przypisów i ewentualne błędy.

za; Wojciech Mucha

 

.

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły