Pierwszy raz całą zimę jeździłem na rowerze. A nie była to łatwa zima – bo śnieg jednak spadł. Z drugiej strony dzięki pandemii część dni pracowałem zdalnie. Darowałem sobie jedynie 11 dni, kiedy musiałem przy okazji przywieźć rzeczy przekraczające możliwości plecaka – pisze na jednej z grup mieszkaniec Warszawy.
Po prostu chciałem sprawdzić czy tak się da
Do pracy mam 1.5km, ale jeździłem także do sklepów a także w ramach obowiązków – do sądów, urzędów, placówek firmy. Ani razu się nie poślizgnąłem, nie wywaliłem. Ścieżki nie były odśnieżone, wiec jeździłem ulicą i chodnikiem – uważam je wogóle za zbędny luksus. Mróz wogóle nie był problemem. Gorzej jak zaczynało wiać i padać – wtedy wyraźnie nie nadawałem się do pokazywania ludziom po tym jak zsiadłem z roweru. Bardzo przeszkadzała noc i fakt, że po 16 było już ciemno – mimo że miałem na sobie odblaski itd to po prostu obawiałem się omywających mnie świateł aut.
Do pracy dostawałem się o WIELE szybciej (na krótkim dystansie nie nowina), nie miałem problemu z parkowaniem, podjeżdżałem pod same drzwi. Rower garażowałem pod okapem budynku. Po sezonie wszystkie części nadawały się do wyrzucenia i za przegląd zapłaciłem jak za przegląd auta.
Wniosek
O ile nie masz dzieci do wożenia po drodze to da się i polecam. Po prostu się opłaca. Opowieści o tym, że „zimą się nie da” i wszystkie śmieszne memy o „panie aktywiso prosimy na rower” są ch..a warte. Serio, nie ma złej pogody na rower. I mówię to jako zapalony WRÓG rowerowego aktywu. Po prostu chciałem sprawdzić czy tak się da. Rower jest alternatywą. Ale tylko alternatywą. I nie można nikogo do niego zmuszać.
za; Maciej K.
Portal Warszawski