W końcu! Odsłonięto właśnie pomnik Jana Rodowicza „Anody”!

Zabrany  24 grudnia 1948 roku do gmachu Bezpieczeństwa Publicznego przy Koszykowej róg al. Ujazdowskich, zostaje 7.01.1949 r. zamęczony w śledztwie. Prokuratura i UB oficjalnie ogłosiły, że przyczyną śmierci „Anody” był skok samobójczy z okna IV piętra budynku UB. 12.01.1949 r. ekipa funkcjonariuszy UB przywiozła ciężarówką zawinięte w koc ciało „Anody” do Zakładu Pogrzebowego.

Pomnik Jana Rodowicza „Anody”autorstwa Joanny Rodowicz

Z udziałem prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr. Jarosława Szarka, wiceprezesa dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka min.Ziobro, rodziny Jana Rodowicza, przed Ministerstwem Sprawiedliwości odsłonięto pomnik Jana Rodowicza „Anody”autorstwa Joanny Rodowicz. Wykonanie pomnika sfinansował IPN.

 

 

Rys historyczny

Jan Rodowicz był żołnierzem AK, harcerzem Szarych Szeregów, Powstańcem Warszawskim oraz studentem architektury Politechniki Warszawskiej. Należał do pierwszego pokolenia, które urodziło się w wolnej II Rzeczypospolitej Polskiej. Dorastał w domu, w którym były pielęgnowane rodzinne tradycje patriotyczne oraz pamięć o walkach o niepodległość. Dlatego też został członkiem 23. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Bolesława Chrobrego tzw. „Pomarańczarni”, do której należeli również Tadeusz Zawadzki, Alek Dawidowski i Jan Bytnar — bohaterowie książki „Kamienie na szaniec”.

Po przełożeniu ciała do trumny, polecili je wywieźć natychmiast na powązkowski Cmentarz Komunalny i pochować jako NN („nieznane”). Rodzina o śmierci Janka została powiadomiona dopiero 1.03.1949 r. i 16 marca, na własną rękę przeprowadziła ekshumację. Udało się to dzięki pomocy grabarzy – pracowników Zakładu Pogrzebowego, z którymi wcześniej „Anoda” współpracował przy ekshumacjach i pogrzebach żołnierzy, łączniczek i sanitariuszek baonu „Zośka”. Trumnę przeniesiono do rodzinnego grobu Rodowiczów na Starych Powązkach (kw. 228-I-12), gdzie spoczął obok swojego starszego brata Zygmunta, porucznika AK pseudonim „Zero”, poległego w czasie Powstania Warszawskiego. Do brytyjskiej bluzy wojskowej, w której chodził na co dzień i zginął, matką przypięła jego odznaczenia, z których był bardzo dumny.

 

 

W 1968 r. matka por. „Anody” – Zofia Rodowicz, we wspomnieniach o Synu napisała, że została w sekrecie poinformowana przez dyrektora Szpitala Dzieciątka Jezus, dr Konrada Okolskiego (ojca „Kuby” – przyjaciela „Anody”), który przekazał jej w wielkiej tajemnicy opinię prof. Grzywo-Dąbrowskiego, ówczesnego kierownika Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie przy ul. Oczki 6, w którym była dokonana sekcja zwłok Janka. Z relacji tej wynikało, że Janek nie popełnił samobójstwa lecz został w czasie śledztwa zamordowany. „Miał wgniecioną klatkę piersiową, o czym w protokóle nie wspominano”. Protokół opiewał, że przyczyną śmierci był krwotok z tętnicy głównej, spowodowany skokiem z okna. Profesor nie chciał tego protokółu podpisać i miał w związku z tym poważne przykrości. W 1991 r. na wniosek rodziny przekonanej, że Janek został zamordowany, ówczesny Minister Sprawiedliwości Wiesław Chrzanowski polecił wznowić śledztwo. Wiosną 1995 r. szczątki Janka zostały ekshumowane i zbadane w Zakładzie Medycyny Sądowej w Warszawie. Nie udało się ustalić przyczyny śmierci i prokurator Stefan Szustakiewicz umorzył dalsze postępowanie. Ponowny pogrzeb porucznika Jana Rodowicza „Anody” odbył się 24.05.1995 r. Jego ordery, decyzją stryjecznego brata, trafiły do Muzeum Wojska Polskiego.

 

za; www.1944.pl/

Portal Warszawski

 
 
 
 

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły