Rzadko nam się zdarza, byśmy chwalili Minister Kultury, ale tym razem należy to zrobić – pani Marta Cienkowska zachowała się jak trzeba. Wszyscy naprawdę odetchnęli z ulgą po dzisiejszej decyzji odwołującej prof. Krzysztofa Ruchniewicza ze stanowiska dyrektora Instytutu Pileckiego. Decyzja ta została uzasadniona „niedopełnieniem obowiązków w zakresie zapewnienia prawidłowego funkcjonowania instytutu, wadliwymi zamierzeniami programowymi, błędną polityką komunikacyjną oraz niewłaściwymi decyzjami zarządczymi” – podkreśliła minister Cienkowska podczas konferencji prasowej. Nowym dyrektorem Instytutu mianowano Karola Madaja, który posiada bogate doświadczenie w instytucjach kultury i pamięci historycznej, m.in. Instytucie Pamięci Narodowej, Muzeum Historii Polski oraz jako dyrektor Muzeum Dom Rodziny Pileckich w Ostrowie Mazowieckiej.
Przed Panią Minister więcej jest trudnych decyzji
Ruchniewicz kierował Instytutem od listopada 2024 r., i przez kilka miesięcy dosłownie sparaliżował działalność prężnego do tej pory Instytutu. Czara się przelała, gdy w sierpniu zwolnił kierowniczkę berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego, Hannę Radziejowską, która wcześniej w poufnej korespondencji do Ministerstwa Kultury sygnalizowała nieprawidłowości w działaniach Ruchniewicza, w tym kontrowersje wokół organizacji seminarium. Ministerstwo potwierdziło, że zgłoszenie Radziejowskiej objęte było ochroną na mocy ustawy o sygnalistach, chociaż władze resortu kwestionowały później ten status. Radziejowska oraz jej zastępca Mateusz Fałkowski, również objęty ochroną sygnalistów, zostali zwolnieni, przy czym Fałkowski o swojej dyscyplinarnej dymisji dowiedział się nie od pracodawcy, a z korespondencji niemieckiej AOK (Allgemeine Ortskrankenkasse) – odpowiednika polskiego NFZ.
Minister Cienkowska podkreśliła, że wszystkie decyzje kadrowe w Instytucie należą do jego dyrektora, natomiast los Radziejowskiej i Fałkowskiego pozostaje w gestii sądu. Dodała również, że wszczęto postępowanie wyjaśniające w Ministerstwie Kultury oraz w Instytucie Pileckiego dotyczące wycieku korespondencji Radziejowskiej, która trafiła do mediów i do samego Ruchniewicza. Tu się zatrzymajmy, bo media jednak dotarły w jaki sposób nastąpił wyciek – źródłem był Piotr Rypson, dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego. Jeśli ta informacja zostanie potwierdzona przez dochodzenie, to Rypson powinien natychmiast stracić stanowisko, zaś w dobrze pojętym interesie własnym Pani Minister powinna złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Karol Madaj, nowy dyrektor Instytutu Pileckiego – powołany dzisiaj w miejsce Ruchniewicza, jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i ma wieloletnie doświadczenie w obszarze edukacji historycznej i pracy muzealnej. Jego nominacja ma wzmocnić statutową i programową działalność Instytutu Pileckiego po okresie kontrowersji i wewnętrznych sporów. Ta nominacja wygląda dobrze i jeśli pan Karol dostanie wsparcie Minister Cienkowskiej, to są szanse na wyjście z ostrego zakrętu na jakim znalazł się Instytut. Jeśli mówimy o wsparciu, to mamy na myśli odwrócenie fatalnej nominacji na stanowisko kierującej oddziałem Instytutu Pileckiego w Berlinie – Joanny Kiliszek. Ta kobieta nigdy nie powinna kierować nawet warzywniakiem, a co dopiero instytucją odpowiedzialną za kontakty o szczególnej wrażliwości, a taką jest filia berlińska.
Przypomnijmy, bo już zajmowaliśmy się panią Kiliszek. Zasłynęła ona stwierdzeniami antypolskimi, odżegnując się od obywatelstwa RP i głosiła: „jestem obywatelką Ludzkości” – ale że Pani Asia jednak lubi złotóweczki, a Ludzkość średnio się śpieszy, by płacić jej pensję, to przypomniała sobie, że obok niemieckiego, ma i polski paszport. Wegschmeißen natychmiast!
Przed Panią Minister więcej jest trudnych decyzji. Nasza redakcja, obok sprawy Ruchniewicza, miesiąc temu wskazywała również dwa pola, które niczym cuchnące trupy zostawiła Cienkowskiej poprzednia minister Hanna Wróblewska. Kluczowa tu jest postać Barbary Engelking, która zasiada w Radach Programowych Państwowych Muzeów Niemieckich Obozów Zagłady Auschwitz oraz Treblinka. Utrzymywanie tego stanu rzeczy, tj. obecność osoby, która głosiła skrajnie rasistowskie i antypolskie (odebranie godności polskim ofiarom obozów poprzez porównanie ich śmierci do śmierci zwierząt) twierdzenia przynosi hańbę polskiej kulturze. Gdyby Marta Cienkowska zdobyła się na odwagę i usunęła Engelking z wszelkich Rad Programowych w których ta zasiada, to odwróciłaby ten obrzydliwy proces, której twarzą była Wróblewska. To pomogłoby wyjść Pani Minister z cienia dawnej zastępczyni, a i przysłużyłoby się sprawie polskiej.
Trochę bez wiary, ale musimy – nie bylibyśmy sobą – upomnieć się również o odwrócenie fatalnej decyzji, która de facto przekreśliła sens istnienia Muzeum w szwajcarskim Rapperswill. Przypomnijmy, że Wróblewska zamiast w muzeum zainwestowała środki w przekształcenie zakupionego wcześniej budynku w restaurację. Swoją drogą, chętnie byśmy poznali wynik finansowy tego działania i biznesplan przedsięwzięcia. Jak i to, kto podsunął Wróblewskiej ten pomysł i kto wziął, jak przypuszczamy, niemałe pieniądze za to. My stawiamy tezę, że chodziło o wyeliminowanie konkurencji dla prowadzonego przez Fundację Grażyny Kulczyk Muzeum w nieodległym Susch. Jeśli tak byłoby w istocie, to świadczyłoby to o istnieniu powiązań finansowo-towarzyskich, które stawiano do tej pory wyżej niż interesy polskiej racji stanu.
Odwagi Pani Marto! Teraz jest Pani czas.
Portal Warszawski. O krok do przodu