„Parkomaty są dla mnie wynalazkiem zniewalającym” – nic dodać, nic ująć!
Rzecz najważniejsza: dzięki pieniądzom warszawskich kierowców ratusz spłaca długi Warszawy, bądź wydaje na inne dziury budżetowe zgodnie ze swoją gospodarką finansową. Ale mało kto wie, że SPPN przynosi dochód (realny) do budżetu miasta na poziomie 200 mln PLN rocznie. I pewnie nikt nie wie, że cała organizacja i implementacja SPPN generuje także koszty. Sama się przecież nie zrobi, nie zorganizuje i nie utrzyma. I tu dochodzi do kuriozalnej sytuacji. Cały dochód – w tym przypadku 200 milionów rocznie, który przynosi program SPPN, idzie na obsługę owego SPPN. Zatem jeśli ktoś myśli, że dzięki SPPN doczeka się remontu ulicy jest w wielkim błędzie. Ale okazuje się, że coraz więcej osób widzi, że strefa płatnego parkowania to nic innego jak finansowe zniewolenie warszawskich kierowców. A nam możesz się odwdzięczyć za tę walkie – pomóc i wesprzeć nas finansowo, bo jak wiesz ani miasto, ani żaden sponsor nas nie wspiera. Szczegóły poniżej!
Na co idzie kasa?
Dochód z SPPN idzie na przykład umiejscowienie parkometrów, które kosztują, szczególnie ich serwis i utrzymanie. Kolejne koszty to rozszerzanie kolejnych stref. Trzeba KOMUŚ zlecić projekty organizacji ruchu, wdrożyć je, postawić oznakowanie pionowe i wymalować oznakowanie poziome. Aby był utrzymany poziom wpłacalności na konto systemu, musi być dużo parkometrów. Później trzeba zgodnie ze standardami wymalować miejsca pod SPPN, z krawężnikami, zielonymi wysepkami itp. Wszystko to zostanie zapakowane do projektu organizacji ruchu. Później to trzeba zatwierdzić przez szereg biur w ZDM, Policję, Urząd Dzielnicy i Inżyniera Ruchu. Wszystkie te ruchy podnoszą koszty parkowania. Trzeba zatem wprowadzić regulaminy opłat na radzie miasta, a potem trzeba zorganizować cały proces sprzedaży usługi parkingowej w tym; rozliczanie, przyjmowanie pieniędzy i dokumentowanie, plus windykacja należności z tytułu kar.
Ale SPPN zmniejsza również liczbę miejsc parkowania chcąc wyznaczać pod te płatne tj. wyznacza te, które mają być oznaczone znakami parkowanie płatne i koniec parkowania z parkometrami po to aby legalnie pobierać opłaty. Miejsca parkingowe bez SPPN nie mają oznaczenia parking, nie mają konkretnych znaków drogowych i poziomych, często są na chodniku, wzdłuż drogi, ze zmaksymalizowaną liczbą miejsc. Organizując SPPN i dostosowując projektami organizacji ruchu, automatycznie zabierana jest wolna przestrzeń do parkowania samochodów. SPPN bezsprzecznie zmniejsza liczbę miejsc, bo mają ku temu następujace narzędzia; zielone wysepki zielone, wyłączona strefę z ruchu, itp. itp. Kolejne koszty to malowanie, odświeżanie oznakowania poziomego i pionowego (koszty takich usług w roku są ogromne), i nie trzeba tłumaczyć, że wszystko to liczone jest w grubych milionach – farba się ściera, uszkodzone znaki drogowe itp.
Potem trzeba podpisywać umowy na obsługę systemu parkowania (umowy 10 letnie), parkometrów, systemów płatności – firmy zewnętrze biorą kilka milionów zł miesięcznie za obsługę techniczną parkometrów i dzierżawę sprzętu do skanowania tablic rejestracyjnych pojazdów. Miasto Warszawa nie dopracowała się takiego autorskiego systemu. Lepiej dać zarobić swoim kolegom.
Kolejne pieniądze to służby – patrole piesze kontrolujący parkowanie, pracownicy ZDM na etacie kontrolują z czytników tablice rejestracyjnych, szczególnie tam gdzie nie wjadą samochody elektryczne ze skanerem. Kasa idzie też na dziesiątki patroli pieszych. Pieniądze też idą na wielką flotę samochodów elektrycznych i systemy skanowania numerów rejestracyjnych pojazdów. Przecież takie systemy nie są za darmo – miasto za nie płaci milionami złotych miesięcznie, utrzymuje sprzęt w sprawności, czyli; skanery, pojazdy, czytniki, ubezpiecza je za setki tysięcy złotych).
No i finał – wprowadzenie strefy czystego transportu, a co za tym idzie wprowadzenie nowych projektów organizacji ruchu, ustawianie znaków drogowych, planowana kontrola cyfrowa samochodów w strefie pod kątem spełniania norm emisji w ramach strefy.
Podsumowując. To jest kasa dochodowa i trafia na konta dochodów urzędu miasta (ratusza). ZDM nie może sobie remontować dróg z dochodów czy to sppn czy jakichkolwiek. ZDM pieniądze, które pochodzą z haraczu jakim jest SPPN, wydaje na podstawie zatwierdzonego budżetu przez Radę Miasta i ściśle pod ten plan. A wszelkie dochody idą na konto ratusza i to ratusz dysponuje tymi środkami. Dzięki pieniądzom warszawskich kierowców ratusz spłaca długi Warszawy, bądź wydaje na inne dziury budżetowe zgodnie ze swoją gospodarką finansową.
Jak ja nie cierpię miejskich parkomatów
Bardzo celnie sprawę ujął Pan Dawid Mysior, Autor programu „SPRAWKI Okiem Katolika”, redaktor naczelny sprawki.pl.
Jak ja nie cierpię miejskich parkomatów. Po pierwsze – same w sobie są dla mnie wynalazkiem zniewalającym. Po drugie – pytanie mnie o nr rejestracyjny sprawia, że czuję się jak w państwie dystopijno-totalitarnym. Po trzecie – upokarzające jest czekanie w kolejce do tego.
🔷 NIE ZAPOMNIJ WESPRZEĆ JEDYNEGO NIEZALEŻNEGO PORTALU, KTÓRY OD LAT WALCZY O NASZE MIASTO, WARSZAWĘ, A KTÓRY JEST POZBAWIONY JAKIEGOKOLWIEK WSPARCIA FINANSOWEGO!