[OPINIA] „Dlaczego nie płaczę po ministrze Kotuli?”

Na łamach Portalu Warszawskiego publikujemy demokratycznie (od lewa do prawa) opinie mieszkańców, specjalistów, radnych, blogerów, i innych. Dziś publikujemy opinię Krystyny Romanowskiej.

Dlaczego nie płaczę po ministrze Kotuli?

Bo jeśli ktoś przez półtora roku ma wszystkie narzędzia, dostęp do mediów, pełne polityczne wsparcie – i nie dowozi nic – to znaczy, że nie przyszedł pracować, tylko głosić ideologię.

Zapamiętuję ją głównie z dwóch spektakli. Pierwszy: Campus Polska 2024. Kotula ogłasza, że prawa chłopców i mężczyzn będą jednym z trzech priorytetów polskiej prezydencji w UE. Dlaczego? Bo – cytując ją – to „najbardziej dyskryminowana grupa społeczna”. I co gorsza – wygląda na to, że naprawdę w to wierzy. Wchodzi w narrację o rzekomo prześladowanych facetach oburzonych tym, że świat już nie kręci się wyłącznie wokół nich. Drugi spektakl: oficjalna skarga do KRRiT na program TVP Info, w którym Łukasz Sakowski i dr Magdalena Grzyb rozmawiają o rywalizacji w kobiecym boksie olimpijskim i o interseksualnoście Imane Khelif. Tak – w tej sprawie idą urzędowe pisma. I tak – uznaje się to za sprawę wagi państwowej.

Kotula to ministra, która z pojęcia równości robi gruby marker do zaznaczania „swoich”. Zamiast pracować dla kobiet – broni środowisk z dobrym PR-em i zerowym kontaktem z codziennością Polek.

Miała w nosie:

– Kobiety w małych miastach, które nie mają dostępu do ginekologa.
–  Matki samotnie wychowujące dzieci, które od lat nie widzą złotówki alimentów.
–  Kobiety w przemocowych związkach, które nie mają gdzie uciec.

One dają mało lajków, hasztagów i tęczy. A co naprawdę ją porusza:

– promocja postulatów skrajnie progresywnych środowisk,
– kontrolowanie języka, żeby „nikt nikogo nie uraził”
– walka o „prawa kobiet w seksbiznesie”, czyli legalizacja prostytucji, czyli robienie dobrze sutenerom

 Dorobek legislacyjny? Żaden.

– Związki partnerskie – nieuchwalone.
– Prawa reprodukcyjne – tylko konferencje i zapowiedzi.
– Alimenty? Nawet nie ruszone.

A w perspektywie? Projekt ustawy o samoidentyfikacji płci. Serio. Szał i wypas. Entuzjastka kontrowersyjnej renty wdowiej – tylko dla tych, które „wytrwały z mężem”. A co z kobietami, które odeszły od przemocy, były porzucone, rozwiodły się, żyły samotnie? Dla nich nie przewidziano nic – to się nazywa solidarność selektywna.

Urząd Kotuli działał jak przedłużenie NGO-sów, a nie instytucja państwowa. I nie – to nie zarzut konserwatywny. To głos kobiet, które miały prawo oczekiwać, że ktoś wreszcie zacznie je reprezentować. A dostały salonik, obsesję na punkcie języka i szklankę pustych deklaracji. Kobiety i dziewczynki w Polsce zasługują na coś więcej niż ideologiczny teatr. Stój, Katarzyno – cieszę się, że ktoś Cię wreszcie zatrzymał.

Równość to nie performance – to konkret, którego zabrakło. Na koniec, na plus: skuteczniejsze rozpropagowanie różowych skrzyneczek. Prosty, konkretny gest, który realnie pomógł dziewczynom i kobietom w codziennych sytuacjach. Chociaż, jak wiadomo , to nie jest autorski pomysł.

Szkoda tylko, że cała reszta to była wielka, ideologiczna wydmuszka.

 

 

Portal Warszawski. O krok do przodu

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły