Niebywałe! Nie działa strona „Zawołani po imieniu”. Panie Ruchniewicz, czy pana gra jest w ogóle tego warta?

Przygotowując ten materiał chcieliśmy skorzystać ze strony „Zawołani po imieniu”.  Okazało się, że strona już nie działa a jedynie co można przeczytać, to że nowa strona jest w przygotowaniu. To dość krótkowzroczne podejście obecnego dyrektora Krzysztofa Ruchniewicza, do którego chyba wciąż nie do dociera, kto został prezydentem Polski. Problem jest głębszy, bo Ruchniewicz usuwa dawną narrację projektu Prof. Magdaleny Gawin i chce mu zapewne nadać bardziej gazetowyborczy charakter. Panie Ruchniewicz, warto? Nie lepiej od razu zmienić nazwę programu na „Zawołani szmalcownicy”?

Ruchniewicz, związany z niemieckimi środowiskami naukowym czuje się niezręcznie wobec krytyki Instytutu w Niemczech

Ale to jest problem dotyczący wszystkich przejętych instytucji przez koalicję rządzącą. Instytut Narutowicza staje się platformą wizji Grossa i Grabowskiego już w tej chwili, zatem Ruchniewicz jedynie realizuje dzieło germanizacji, które jest mu bliskie. Tu wykorzystujemy opis Jana Pawlickiego, który wskazuje na poważny konflikt pomiędzy J. Fairweather’em a Krzysztofem Ruchniewiczem. Ale należy sobie zadać jasno pytanie – komu służy Ruchniewicz?

Jack Fairweather to autor książki The Volunteer: The True Story of the Resistance Hero Who Infiltrated Auschwitz (pol. Ochotnik. Prawdziwa historia tajnej misji Witolda Pileckiego). Urodził się w 1978 roku. Pracował jako korespondent wojenny, m.in. dla brytyjskiego dziennika „Daily Telegraph” w Bagdadzie i dla „Washington Post” w Afganistanie. Jego książka o Witoldzie Pileckim, polskim rotmistrzu, który dobrowolnie dał się uwięzić w Auschwitz, by zorganizować ruch oporu i informować świat o zbrodniach nazistowskich, zyskała międzynarodowe uznanie. Fairweather poświęcił pięć lat na badania do tej biografii, która została opublikowana w 2019 roku w USA i Wielkiej Brytanii, a w 2020 roku w Polsce. Książka zdobyła pozytywne recenzje, m.in. w magazynie „Kirkus”, i przyczyniła się do popularyzacji historii Pileckiego na świecie. I dziś to ten człowiek stawia pod ścianę Ruchniewicza, rzekomo polskiego historyka, który za publiczne pieniądze, sprzeniewierzając nazwisko Rotmistrza i pierwsze co robi to eliminuje doskonały projekt „Zawołani po imieniu”. Ruchniewicza zapewne boli fakt, że Polacy tracili życie w imię ratowania żydowskich istnień.

Projekt „Zawołani po imieniu” to inicjatywa Instytutu Pileckiego, rozpoczęta w 2019 roku z inspiracji wiceminister kultury Magdaleny Gawin, mająca na celu upamiętnienie Polaków zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej za niesienie pomocy Żydom. Program koncentruje się na przywracaniu pamięci o tych bohaterach, których historie często pozostawały nieznane, przechowywane jedynie we wspomnieniach rodzin.

Spór między Jackiem Fairweatherem a Krzysztofem Ruchniewiczem, o którym poniżej Jan Pawlicki, dotyczy wizji działalności Instytutu Pileckiego, państwowej instytucji badawczej zajmującej się historią Polski w kontekście totalitaryzmów XX wieku. Fairweather, autor książki o Witoldzie Pileckim, krytykuje Ruchniewicza, nowego dyrektora Instytutu (od listopada 2024), za odejście od misji popularyzacji historii Polski na rzecz wąsko rozumianego podejścia akademickiego, które – jak twierdzi – ogranicza historię do elitarnych kręgów naukowych. Fairweather podkreśla, że Instytut Pileckiego został powołany w 2017 roku, by szeroko popularyzować wojenną i powojenną historię Polski, szczególnie w kontekście ofiar nazistowskich i sowieckich zbrodni. Uważa, że historia Polski, po latach komunistycznej cenzury, powinna być dostępna dla szerokiej publiczności, a nie tylko dla akademików.

Ruchniewicz, według Fairweathera, chce, by Instytut skupił się na badaniach naukowych i publikacjach akademickich, co odpowiada podejściu niektórych niemieckich historyków, którzy preferują historię „pisaną przez naukowców dla naukowców”. Fairweather widzi w tym zaniedbanie misji Instytutu i ograniczenie jego wpływu i sugeruje również, że Ruchniewicz, związany z niemieckimi środowiskami naukowymi (m.in. przez wieloletnie kierowanie Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta we Wrocławiu), czuje się niezręcznie wobec krytyki Instytutu w Niemczech. Niektórzy niemieccy historycy postrzegają działania Instytutu, zwłaszcza w Berlinie, jako zbyt polityczne lub nacjonalistyczne, co może wpływać na decyzje Ruchniewicza o ograniczeniu popularyzatorskich projektów.

Lepiej od razu zmienić nazwę programu na „Zawołani szmalcownicy”

Wygląda na to, że Krzysztof Ruchniewicz, obecny dyrektor Instytutu Pileckiego postanowił całkowicie „zaorać” pierwotną i wspaniałą misję instytutu, który jest dziełem Magdaleny Gawin. Jak informuje Jan Pawlicki, Ruchniewicz łże jak pies (cóż za zaskoczenie), przypisując sobie cudze zasługi i dezinformując na temat misji Instytutu. Na oficjalnej stronie nakazał dokonać korekt nie mających NIC wspólnego z tym, co jest zapisane w ustawie z dnia 9 listopada 2017 r. o Instytucie Solidarności i Męstwa imienia Witolda Pileckiego.

Fairweather słusznie zwrócił uwagę, że Ruchniewicz „czuje się niezręcznie wobec reakcji na dotychczasowy profil Instytutu zwłaszcza w niemieckich kręgach akademickich, z którymi jest ściśle powiązany” i chce, by historia była pisana „przez naukowców dla naukowców”. Oznacza to odejście od popularyzowania i edukacji na rzecz dyskutowania we własnym gronie badaczy – z uwzględnieniem głównie niemieckiej, „europejskiej” perspektywy. Bo polska perspektywa to w tej optyce jedynie nacjonalizm i upolitycznienie. Ruchniewicz replikuje, że to właśnie nakazuje mu ustawa o Instytucie Pileckiego. Kłamie: w ustawie wyraźnie wymieniono, poza prowadzeniem badań, także popularyzowanie ich wyników. Więc nie, nie „tyle mówi nam ustawa”. Mówi znacznie więcej, o czym poniżej.

Ruchniewicz broni się, że jednak edukuje i popularyzuje, bo zrealizował film „Odyseja polska” o żołnierzach 2 Korpusu (którzy po wojnie ułożyli sobie życie we Włoszech) i otwiera Dom Pamięci Obławy Augustowskiej. Żaden z tych projektów nie jest jego inicjatywą: to jedynie domknięcie spraw rozpoczętych przez profesor Gawin.

Ruchniewicz reinterpretuje misję Instytutu Pileckiego w duchu, który w żaden sposób nie wynika z ustawy. Na oficjalnej stronie Instytutu kazał zmienić zakładkę „o Instytucie”, dodając tam bełkot o „wspieraniu funkcjonowania społeczeństw obywatelskich”. Niczego takiego w ustawie nie ma! Mało tego: dyrektor Instytutu Pileckiego przeorał koncepcję programu „Zawołani po imieniu” w kierunku wizji prof. Grabowskiego – teraz będziemy, a jakże, skupiać się na polskim antysemityzmie okresu międzywojennego i zapewne też na wydumanym współudziale w Holocauście. Tak przy okazji: w upamiętnieniach ZAWSZE uwzględniani byli zarówno ratowani Żydzi jak i ratujący ich Polacy – którzy bardzo często WSPÓLNIE ponieśli śmierć z rąk Niemców.

Panie Ruchniewicz, po co się krygować? Lepiej od razu zmienić nazwę programu na „Zawołani szmalcownicy”.

 



🔷 NIE ZAPOMNIJ WESPRZEĆ JEDYNEGO NIEZALEŻNEGO PORTALU, KTÓRY OD LAT WALCZY O NASZE MIASTO, WARSZAWĘ. Możesz nas wesprzeć zapraszając nas na kawę: https://buycoffee.to/portalwarszawski

Lub dokonać bezpośredniej wpłaty na numer: 61102049000000890231388541 – dopisek: DAROWIZNA


Portal Warszawski. O krok do przodu

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły