Projekt Baltic Power, realizowany przez Grupę ORLEN i Northland Power, zainstalował pierwszą z 76 planowanych turbin wiatrowych o mocy 15 MW na polskim Bałtyku – to największe turbiny offshore w Europie. Każda turbina może zasilić miasto wielkości Stalowej Woli lub Krosna. Farma ma pokryć 3% zapotrzebowania Polski na energię do 2026 roku, produkując 4000 GWh rocznie i redukując emisję CO2 o 2,8 mln ton rocznie. Turbiny, produkowane przez Vestas z komponentami ze Szczecina, mają wieże ponad 120 metrów, niektóre z recyklingowanej stali. Instalacja odbywa się za pomocą statku Wind Osprey o długości 160 metrów.
Wady i zalety
Wśród zalet projektu wiatraków na Bałtyk należy wymienić wysoką efektywność energetyczna. Bałtyk ma korzystne warunki wiatrowe (stałe, silne wiatry), co pozwala na wysoką produktywność turbin. Średni współczynnik wykorzystania mocy morskich farm wiatrowych jest wyższy niż lądowych (ok. 40-50% vs. 25-35%). Nowoczesne turbiny, jak Siemens Gamesa SG 14-236 DD (14,4 MW), zapewniają dużą moc jednostkową, co przekłada się na znaczną produkcję energii.
Kolejna zaleta to niski wpływ na środowisko lądowe. Morskie farmy wiatrowe nie zajmują terenów rolniczych ani leśnych, co minimalizuje konflikty z lokalnymi społecznościami i ogranicza ingerencję w ekosystemy lądowe. To również wsparcie dla celów klimatycznych. Projekty takie jak Baltica 2 czy Bałtyk II i III przyczyniają się do redukcji emisji CO2, wspierając transformację energetyczną Polski i unijne cele neutralności klimatycznej do 2050 roku. Inwestycje w morską energetykę wiatrową generują miejsca pracy, zarówno przy budowie, jak i eksploatacji (np. w portach, logistyce, serwisowaniu). Polskie firmy, np. stocznie w Gdyni czy Gdańsku, mogą uczestniczyć w produkcji komponentów, co wspiera lokalną gospodarkę.
I jeszcze bardzo ważne są stabilność dostaw energii. i potencjał Bałtyku. Wiatr na morzu jest bardziej przewidywalny i stabilny niż na lądzie, co zmniejsza wahania w produkcji energii. Ponad to Polska ma dostęp do rozległych obszarów morskich (ok. 30 tys. km²), co daje możliwość budowy farm o dużej skali, np. Baltica 2 i 3 mają łącznie dostarczać ok. 2,5 GW mocy.
Wśród wad należy wymienić wysokie koszty inwestycyjne. Budowa morskich farm wiatrowych jest droższa niż lądowych – koszty obejmują fundamenty, instalację w morzu, podłączenie do sieci i logistykę morską. Szacunkowy koszt 1 MW morskiej farmy to ok. 2-3 mln euro. Tu należy wspomnieć problemy techniczne i niezawodność. Turbiny morskie, np. Siemens Gamesa, miały w ostatnich latach problemy z jakością (głównie w segmencie lądowym, ale budzi to obawy). Usterki mogą prowadzić do kosztownych napraw w trudnych warunkach morskich. Warunki na Bałtyku (sztormy, korozja) wymagają odpornych technologii, co zwiększa ryzyko awarii. Ponad to Budowa farm może zakłócać ekosystemy morskie, np. życie ptaków, ssaków morskich (foki, morświny) czy ryb, poprzez hałas podczas instalacji fundamentów i zmiany w przepływie prądów morskich. No i istnieje ryzyko wycieków substancji chemicznych podczas budowy i eksploatacji.
Niestety, ale Polska nie produkuje własnych turbin wiatrowych, co oznacza zależność od zagranicznych dostawców, takich jak Siemens Gamesa czy Vestas. To ogranicza pełną kontrolę nad kosztami i technologią. Brak wystarczającej liczby portów serwisowych i statków instalacyjnych w Polsce może opóźniać projekty i zwiększać koszty. Podłączenie farm do krajowej sieci elektroenergetycznej wymaga rozbudowy infrastruktury, co jest kosztowne i czasochłonne.
Morskie farmy wiatrowe na Bałtyku mają spory potencjał dla polskiej energetyki, oferując czystą energię, rozwój gospodarczy i wsparcie celów klimatycznych. Jednak wysokie koszty, wyzwania techniczne i potencjalny wpływ na środowisko wymagają starannego zarządzania projektami. Kluczowe będzie zapewnienie niezawodności turbin, rozwój lokalnej infrastruktury i minimalizacja wpływu na ekosystemy morskie.
Portal Warszawski. O krok do przodu