Niemiecki senat ponad 30 lat wspierał pedofilski „Eksperyment Kentlera”. Opiekunowie otrzymywali nawet zasiłki wychowawcze

W 2017 roku Niemiec o imieniu Marco natknął się na artykuł w berlińskiej gazecie z fotografią profesora, którego pamiętał z dzieciństwa. Pierwszą rzeczą, która przyciągnęła jego uwagę, były usta mężczyzny. Były cienkie, niemal niewidoczne, cecha, która zawsze budziła w nim odrazę. Z zaskoczeniem przeczytał, że profesor, Helmut Kentler był jednym z najbardziej wpływowych seksuologów w Niemczech. Artykuł opisywał nowy raport badawczy, który badał tak zwany „eksperyment Kentlera”. Od końca lat 60. Kentler umieszczał zaniedbane dzieci w domach zastępczych prowadzonych przez pedofilów. Eksperyment ten był autoryzowany i finansowany przez berliński Senat. W raporcie przedłożonym Senatowi w 1988 roku Kentler opisał go jako „pełny sukces” – tak zaczyna się artykuł pod tytułem The German Experiment That Placed Foster Children with Pedophiles opublikowany w The New Yorker w lipcu 2019 roku. 

Gdy odebrała telefon, przedstawił się jako „osoba poszkodowana”

To dobry moment aby zadać sobie pytanie, czy Niemcy mają prawo być liderem w jakimkolwiek obszarze, bo w dyspucie publicznej najważniejsze są argumenty. Tu mamy historię, która była nawet opłacana przez niemieckich podatników.

Marco wychowywał się w rodzinie zastępczej, a jego opiekun zastępczy często zabierał go do domu Kentlera. Teraz miał trzydzieści cztery lata, roczną córkę, a jej posiłki i drzemki wyznaczały rytm jego dni. Po przeczytaniu artykułu powiedział: „Po prostu odsunąłem to na bok. Nie zareagowałem emocjonalnie. Zrobiłem to, co robię codziennie: nic, naprawdę. Siedziałem przed komputerem”.

Marco wygląda jak gwiazda filmowa – jest opalony, ma wyraźną szczękę, gęste ciemne włosy i długą, symetryczną twarz. Jako dorosły płakał tylko raz. „Gdyby ktoś umarł na moich oczach, oczywiście chciałbym mu pomóc, ale nie wpłynęłoby to na mnie emocjonalnie” – powiedział mi. „Mam mur, a emocje po prostu się o niego rozbijają”. Mieszkał ze swoją dziewczyną, fryzjerką, ale nigdy nie rozmawiali o jego dzieciństwie. Był bezrobotny. Kiedyś próbował pracować jako listonosz, ale po kilku dniach zrezygnował, ponieważ za każdym razem, gdy obcy wyrażał mimikę przypominającą jego zastępczego ojca, inżyniera o imieniu Fritz Henkel, miał wrażenie, że tak naprawdę nie żyje, że jego serce przestało bić, a kolory zniknęły ze świata. Kiedy próbował mówić, czuł, jakby jego głos nie należał do niego. 

Kilka miesięcy po przeczytaniu artykułu Marco odszukał numer Teresy Nentwig, młodej politolożki z Instytutu Badań nad Demokracją Uniwersytetu w Getyndze, która była autorką raportu na temat Kentlera. Czuł jednocześnie ciekawość i wstyd. Gdy odebrała telefon, przedstawił się jako „osoba poszkodowana”. Powiedział jej, że jego zastępczy ojciec rozmawiał z Kentlerem przez telefon co tydzień. W sposób, którego Marco nigdy nie rozumiał, Kentler, psycholog i profesor pedagogiki społecznej na Uniwersytecie w Hanowerze, wydawał się głęboko zaangażowany w jego wychowanie

Nentwig zakładała, że eksperyment Kentlera zakończył się w latach siedemdziesiątych. Jednak Marco powiedział jej, że mieszkał w domu zastępczym aż do 2003 roku, kiedy miał dwadzieścia jeden lat. „Byłam całkowicie zszokowana” – powiedziała. Pamięta, jak Marco kilka razy powtarzał: „Jesteś pierwszą osobą, której to mówię – to pierwszy raz, kiedy opowiadam moją historię”. Jako dziecko przyjmował za oczywiste, że sposób, w jaki był traktowany, był normalny. „Takie rzeczy się zdarzają” – powtarzał sobie. „Świat jest taki: albo jesz, albo cię zjedzą”. Ale teraz, jak powiedział, „zdałem sobie sprawę, że państwo patrzyło”. Kilka tygodni później Marco zadzwonił do jednego ze swoich braci zastępczych, którego nazywa Svenem. Mieszkali razem w domu Henkla przez trzynaście lat. Lubił Svena, ale czuł z nim niewielką więź. Nigdy nie przeprowadzili prawdziwej rozmowy. Powiedział Svenowi, że dowiedział się, że byli częścią eksperymentu. Ale Sven wydawał się niezdolny do przetworzenia tej informacji. „Po tylu latach oduczyliśmy się myśleć” – powiedział Marco.

Zepsuty Zachód

Ludzie milczą, bo fakt, że w Niemczech oddawano dzieci pedofilom w ramach eksperymentu, jest tak przerażający, że aż ciężko uwierzyć, że to prawda. Zauważyłam, że ludzie odsuwają wtedy ten temat od siebie myśląc: „to musi być fake, to musi być fake”. Tak samo jak z masą innych rzeczy, które naukowcy robili i robią nadal dzieciom w imię postępunapisała Kaya Szulczewska. Okazuje się, że nie jest tak źle i w polskiej prasie pojawiło się sporo publikacji na ten temat. Warto przy okazji wspomnieć, że problem jest o wiele poważniejszy. Taka sama cisza panowała przez całe dekady w Anglii.

Skandal w Rotherham był również ukrywany a angielskie elity robiły wszystko aby nikt się o tym nie dowiedział. Przypomnijmy, że dotyczy on masowego wykorzystywania seksualnego dzieci, głównie dziewczynek, przez zorganizowane gangi, w większości składające się z mężczyzn pochodzenia pakistańskiego, w mieście Rotherham w hrabstwie South Yorkshire. Raport prof. Alexis Jay z 2014 roku ujawnił, że w latach 1997–2013 ofiarą przemocy seksualnej padło około 1400 dzieci, głównie białych dziewczynek z ubogich lub zmarginalizowanych środowisk, w tym podopiecznych domów dziecka. Ofiary, często w wieku od 11 lat, były poddawane gwałtom, handlu ludźmi, zastraszaniu, a nawet groźbom spalenia (np. polewano je benzyną). Sprawcy wykorzystywali podatność dzieci, oferując im narkotyki, alkohol lub prezenty, co określano jako „grooming”. Kluczowym problemem była bezczynność lokalnych władz, policji i służb socjalnych, które przez lata ignorowały doniesienia o przestępstwach. Raporty z 2002 i 2006 roku wskazywały na działalność gangów, ale były „wstrzymywane” z obawy przed posądzeniem o rasizm, ponieważ sprawcy pochodzili głównie z mniejszości etnicznych. Urzędnicy i policja bali się poruszać kwestię etniczności sprawców, co prowadziło do bagatelizowania problemu i braku reakcji. W niektórych przypadkach to ofiary były aresztowane (np. za posiadanie narkotyków), a nie sprawcy.

Po publikacji raportu Jay w 2014 roku afera wywołała ogólnokrajowy szok. Skazano kilkudziesięciu sprawców, w tym w 2016 roku ośmiu mężczyzn na kary od 5 do 19 lat więzienia. W 2024 roku kolejne osoby zostały skazane, np. David Saynor otrzymał 24 lata więzienia za wykorzystywanie dzieci z domów dziecka. Skandal ujawnił systemowe problemy w ochronie dzieci, w tym brak współpracy między instytucjami, niedostateczne szkolenia i priorytetowanie reputacji miasta nad bezpieczeństwem ofiar. W 2025 roku temat powrócił w debacie publicznej, m.in. za sprawą Elona Muska, który oskarżył Partię Pracy i premiera Keira Starmera o zaniedbania w walce z gangami pedofilskimi.

„Eksperyment Kentlera” to szokujący proceder, który miał miejsce w Berlinie Zachodnim od końca lat 60. XX wieku do około 2003 roku. Został zainicjowany przez niemieckiego psychologa i seksuologa Helmuta Kentlera, który przekonywał, że umieszczanie zaniedbanych dzieci, głównie bezdomnych lub pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych, w domach pedofilów może przynieść korzyści obu stronom. Kentler twierdził, że pedofile będą troskliwymi opiekunami, a kontakty seksualne między dziećmi a dorosłymi nie są szkodliwe, a nawet mogą wspierać społeczną integrację młodzieży.

W ramach tego „eksperymentu” dzieci w wieku 13–15 lat, często określane jako „trudna młodzież” (w tym osoby z problemami społecznymi lub niepełnosprawnościami), były celowo przekazywane pod opiekę mężczyzn, którzy mieli skłonności pedofilskie, a niektórzy z nich byli wcześniej skazani za przestępstwa seksualne. Proceder ten był wspierany przez berliński Senat oraz urzędy ds. dzieci i młodzieży (Jugendamty), które akceptowały i finansowały te działania. Kentler osobiście nadzorował proces, utrzymywał kontakt z opiekunami i dziećmi, a nawet opisywał wyniki eksperymentu jako „sukces” w swoich publikacjach, m.in. w książce „Leihväter” (1989).

Skandal został nagłośniony dopiero w 2015 roku, a szczegółowe raporty na ten temat opublikowano w 2016 i 2020 roku przez Uniwersytet w Getyndze i Hildesheim. Badania wykazały, że proceder trwał przez trzy dekady i dotyczył nie tylko Berlina, ale także innych części Niemiec. Ustalono, że istniała sieć powiązań między instytucjami edukacyjnymi, urzędami i prominentnymi osobami, które umożliwiały i chroniły te działania. Ofiary, które ujawniły swoje historie, mówiły o traumatycznych doświadczeniach, jednak Kentler nigdy nie poniósł konsekwencji prawnych, ponieważ przestępstwa uległy przedawnieniu przed jego śmiercią w 2008 roku. Ofiary nie otrzymały również odszkodowań.

„Eksperyment Kentlera” jest dziś uznawany za jedno z najpoważniejszych przestępstw z udziałem państwa w powojennych Niemczech, wywołując debatę na temat moralności, odpowiedzialności instytucji i wpływu rewolucji seksualnej lat 60. na relatywizację pedofilii. Co najbardziej szokuje to fakt, że „eksperyment Kentlera” był finansowany przez berliński Senat. Raporty i badania, w tym te przeprowadzone przez Uniwersytet w Hildesheim oraz Teresę Nentwig z Uniwersytetu w Getyndze, potwierdzają, że od końca lat 60. XX wieku do około 2003 roku władze Berlina Zachodniego, w tym Senat oraz urzędy ds. dzieci i młodzieży (Jugendamty), autoryzowały i wspierały finansowo projekt Helmuta Kentlera. W ramach tego procederu przekazywano dzieci, głównie bezdomne lub z trudnych rodzin, pod opiekę pedofilów, a opiekunowie ci otrzymywali nawet zasiłki wychowawcze. Kentler przekonał urzędników Senatu, że takie działania umożliwią społeczną integrację dzieci, a proceder był zatwierdzony i wspierany przez instytucje państwowe. Berlińska senator ds. młodzieży i dzieci, Sandra Scheeres, określiła później ten eksperyment jako „przestępstwo z udziałem państwa”.

Helmut Kentler nigdy nie poniósł kary za swój eksperyment. Zmarł w 2008 roku, a informacje o jego procederze ujawnił raport Uniwersytetu w Hildesheim w 2020 roku. Czyny związane z eksperymentem uległy przedawnieniu, zanim ofiary zgłosiły sprawę….

 

za: The New Yorker

 


🔷 WSPIERAJ Portal Warszawski, niezależne medium, które prawdziwie służy warszawiakom i Warszawie. Możesz nam się odwdzięczyć i i postawić nam kawę: https://buycoffee.to/portalwarszawski

Lub skorzystać bezpośrednio z konta o numerze: 61102049000000890231388541

 


 

Portal Warszawski. O krok do przodu

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły