Tak będzie u nas! Rumuński Trzaskowski ma wpuścić emigrantów i wprowadza cenzurę
Wybory prezydenckie w Rumunii w 2024 roku zostały unieważnione przez Sąd Konstytucyjny przed drugą turą z powodu zarzutów o ingerencję zewnętrzną i nieprawidłowości w kampanii Călina Georgescu, który wygrał pierwszą turę. W powtórzonych wyborach w 2025 roku pierwszą turę (4 maja) wygrał George Simion z wynikiem 40,96%. W drugiej turze (18 maja) zwyciężył proeuropejski kandydat Nicușor Dan, zdobywając 53,67% głosów, pokonując Simiona, który otrzymał 46,33%. Ten pierwszy jest merem Bukaresztu, zatem mamy analogiczną sytuację w stosunku do Rafała Trzaskowskiego – Dan też jest proeuropejski, dlatego też zaczyna w eskpresowym tempie zaczyna teraz realizować narzuconą mu politykę.
Tak samo będzie w Polsce
Po siedmiu dniach od wyboru Dana na prezydenta Rumunii zostaje właśnie uruchamiany pakt migracyjny, który został przyjęty w maju 2024 roku. Pełna implementacja planowana jest na połowę 2026 roku. W Rumunii, po zwycięstwie proeuropejskiego Nicușora Dana w wyborach prezydenckich 18 maja 2025 roku, rozpoczęto działania związane z paktem migracyjnym, co wywołało kontrowersje. Agencja UE ds. Azylu (EUAA) od 23 maja 2025 roku aktywnie wspiera Rumunię w 10 miastach (m.in. Bukareszt, Kluż-Napoka, Timișoara), realizując zadania takie jak rejestracja wnioskodawców o ochronę międzynarodową, przeprowadzanie wywiadów azylowych, szkolenie urzędników oraz rozbudowa centrów przyjęć. Działania te są częścią unijnego planu operacyjnego, który ma trwać do 2026 roku i jest realizowany we współpracy z rumuńskimi władzami
Rumuński parlament rozpatrzy również projekt ustawy, która zobowiązywałaby platformy społecznościowe do usuwania nielegalnych treści w ciągu 15 minut od ich publikacji. Propozycja ta znacznie wykracza poza wymogi unijnego Rozporządzenia o Usługach Cyfrowych (DSA) – przewiduje m.in. ograniczenie zasięgu tzw. potencjalnie szkodliwych treści do maksymalnie 150 użytkowników oraz zakaz ich promowania, oraz ograniczenie propagacji treści potencjalnie szkodliwych. Projekt nakłada obowiązek automatycznej klasyfikacji treści przez algorytmy, a w przypadku gdy ponad 30% zgłoszeń użytkowników zostanie uznanych za zasadne przez instytucje państwowe, platformie grozi kara w wysokości 1% rocznego obrotu. Projekt zawiera sporo niejasnych, szerokich i uznaniowych definicji – takie jak „treści potencjalnie szkodliwe” czy „szkodliwe użycie technologii”, „niebezpieczna dezinformacja”, „wprowadzanie w błąd” – które mogą prowadzić do arbitralnych decyzji. Niektórzy obawiają się, że zachodzi ryzyko nadmiernego ograniczania wolności słowa. Jeśli ustawa przejdzie, Rumunia może stać się prekursorem w Unii Europejskiej.
Jako osoba z obszaru technologii muszę zaznaczyć, że automatyczne (algorytmiczne) systemy mogą nie być w stanie trafnie ocenić kontekstu wypowiedzi, przez co błędnie klasyfikują jako szkodliwe żarty, satyrę czy uzasadnioną krytykę polityczną. Prowadzi to do tzw. false positives – błędnego oznaczania treści jako niebezpiecznych. W obawie przed karami platformy społecznościowe mogą działać prewencyjnie i restrykcyjnie, usuwając na wszelki wypadek każdą treść choćby minimalnie ryzykowną, co z kolei prowadzi do efektu mrożącego – użytkownicy zaczną się autocenzurować z obawy przed zablokowaniem. W rezultacie nowe przepisy mogą bardziej zaszkodzić wolności wypowiedzi niż skutecznie przeciwdziałać dezinformacji.