Te metody były częścią stalinowskiego systemu terroru, wzorowanego na praktykach sowieckiego NKWD. W Polsce stalinizm charakteryzował się monopolizacją władzy przez PPR/PZPR, cenzurą, propagandą i walką z opozycją, w tym Kościołem i byłymi żołnierzami podziemia. Represje nasiliły się po 1948 r., gdy na czele Kościoła stanął kard. Stefan Wyszyński, a władze zaostrzyły politykę antyreligijną, aresztując ponad 400 księży. Celem było nie tylko eliminacja przeciwników, ale także indoktrynacja społeczeństwa, szczególnie młodzieży, poprzez jednolite programy szkolne i propagandę. To jak w dzisiejszej Warszawie Trzaskowskiego gdzie zaczął się nowy proces indoktrynacji, ale jakby w przyspieszonym tempie. Ale nie ma się co dziwić. Warszawa to najbardziej komusze miasto, w którym najwyższe urzędy, miejskie spółki, firmy deweloperskie, ochroniarskie są obsadzone są przez dzieci lub wnuki byłych komunistycznych oprawców. Pierwszym przykładem niech będzie Aldona Machnowska – Góra, odpowiedzialna za warszawską kulturę, a która jest córką byłego ubeka. Ważnego ubeka, który nadzorował bicie młodego studenta, Przemyka.
Im okrutniejsze tym lepsze
„Żołnierze wyklęci” to mit – mówi na Campus Polska Przyszłości gość zaproszony przez Rafała Trzaskowskiego, naczelny komuchowego szmatławca, Krytyka Polityczna, Sławomir Sierakowski. Tytuł ten promujący dewiację i jawny stalinizm dotowany jest przez Miasto Stołeczne Warszawa, kiedyś przez USAID i UE – czym chwali się sam Sierakowski. Tymczasem największym mitem, którym karmi się młodzież jest ten, że Prezydent Miasto Stołeczne Warszawa jest wierny Armii Krajowej. Sierakowski w towarzystwie Trzaskowskiego pluje na tych, którzy byli ofiarami dziadków czy rodziców Machnowskiej – Góry czy matki samego Trzaskowskiego. Sierakowski pozujący na młodzieniaszka nie chwali się, że na swoich łamach promuje ostre wynaturzenie typu sado macho, ale ma zatem czelność pluć na żołnierzy AK, którzy w styczniu 45 roku nie zgodzili się złożyć broni i podjęli beznadziejną walkę z radziecko – polską żydokomuną, która do dziś zatruwa mózgi, co gorsze, zatruwa kolejne młode pokolenia.
Ojciec Machnowskiej – Góry rzuca rozkaz „pobicia go tak aby nie było śladów” na komisariacie przy ul. Jezuickiej, którego jest szefem. Grzegorz Przemyk, maturzysta, uczeń XVII Liceum Ogólnokształcącego imienia Frycza Modrzewskiego szedł świętować dobre wyniki. Miał pecha, natknął się na milicyjną sukę i komisariat na ul. Jezuickiej, któremu szefował Konstanty Machnowski. O dziwo, po śmierci tego młodego, niewinnego człowieka awansował na stopień majora. Duch tych upiornych wydarzeń cały czas unosi się nad Warszawą, która nigdy nie uwolniła się od ubeckiej przeszłości, a wręcz ją zabetonowała. A Trzaskowski razem z takim Sierakowskim jest duchem opiekuńczym tych potworów.
Najokrutniejsze metody stosowane przez polskich stalinistów w okresie 1944–1956, głównie przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (UB) i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP), obejmowały brutalne tortury fizyczne i psychiczne, których celem było wymuszenie zeznań, łamanie oporu przeciwników politycznych oraz zastraszenie społeczeństwa.
Więźniów bito gumowymi pałami, żelaznymi prętami, drewnianymi linijkami okutymi metalem, kopano w krocze, serce, nerki, głowę czy piszczele. Stosowano miażdżenie palców, wyrywanie włosów, przypalanie rozżarzonymi papierosami okolic ust i oczu, a także płomieniem palców dłoni. Julia Brystiger (tzw. „Krwawa Luna”), wysoka funkcjonariuszka UB, słynęła z sadystycznych metod, takich jak bicie pejczem po genitaliach mężczyzn, przyciskanie ich narządów szufladą czy katowanie więźniów do granic wycieńczenia. Więźniów zmuszano do siedzenia na odwróconym stołku lub nodze stołka z uniesionymi nogami, co powodowało ogromny ból. W więzieniu „Toledo” w Warszawie stosowano zamykanie nagich więźniów w wąskim kanale w murze (60×40 cm, 180 cm długości), co prowadziło do skrajnego cierpienia fizycznego i psychicznego. Dokumentowane są przypadki łamania żeber, kości udowej, szczęki czy wybijania zębów, np. w śledztwach prowadzonych przez Eugeniusza Chimczaka. Funkcjonariusze UB skakali w butach na stopy więźniów, powodując dotkliwe obrażenia.
Tych tortur nie przeżywali żołnierze Armii Krajowej, którzy podjęli walki z komunistycznym okupantem. Komuniści, w tym i żydzi polskiego pochodzenia, mieli ich wymazać z pamięci – nie udało się. Ale ich wyklęto jak wyklina ich śmieciodajny parch Sierakowski.
Zmierzysz się Sierakowski z Panem Zbigniewem Szotem?
Były też i tortury psychiczne, a dokładnie zastraszanie rodzin. Ich ofiarą była mama Pana Zbigniewa Szota, ale przede wszystkim jego mama, o czym mówi w materiale Szymona Szeredy poniżej. Więźniom grożono zabiciem lub torturowaniem członków rodziny, np. przesłuchiwano żony w sąsiednich celach, informując, że zostaną zamordowane, jeśli więzień nie złoży zeznań.
Zbigniew Szot urodził się w 1949 roku w radomskim więzieniu, ubowcy chcąc zmusić matkę do zeznań zadawali na jej oczach mu cierpienia. Pamiątką z tamtych lat jest wyhaftowana potajemnie chusta, która została przemycona jako pieluszka. Matka, Honorata Szot została tam osadzona przez Urząd Bezpieczeństwa z podejrzeniem pomagania żołnierzom podziemia niepodległościowego.
– To był cud od Boga, że się urodziłem, bo według mamy ubowiec z Kozienic skakał po niej kolanami i wrzeszczał:” k…wo, nie urodzisz tego bękarta”. Była też bita i katowana na wiele innych sposobów. A gdy mimo tego przyszedłem na świat, posłużono się mną jako narzędziem do kolejnych tortur.
Mama Zbigniewa Szota siedziała w celi z kilkoma kobietami. Jedna z nich, Jadwiga Garbarczyk- Keller napisała później: „Pod groźbą zabicia dziecka wymuszano na niej zeznania dotyczące wskazania miejsca pobytu byłych żołnierzy Armii Krajowej, z których jeden miał pseudonim „Daszko” i był ojcem Zbigniewa Szota. Wynikiem takich przesłuchań, torturowanej w tym czasie matki, były także liczne obrażenia i okaleczenia małego dziecka dokonywane przez funkcjonariuszy UB. Niejednokrotnie po takich przesłuchaniach Honorata Szot wracała na oddział więzienny z poranionym dzieckiem”.
„Daszko”, to według Zbigniewa Szota Tadeusz Marszal, żołnierz związany przez jakiś czas z legendarnym „Drągalem”. Nigdy nie poznał ojca, długo też nie znał okoliczności jego śmierci. Poznał je dopiero po wielu latach, gdy odwiedził miejscowość Wola Warecka, która teraz nosi nazwę Gośniewice.
– „Daszko” niefortunnie ranił się granatem, przewieziono go i ukryto w domu jednego z gospodarzy – opowiada. – Zdradził go woźnica i w nocy dom został otoczony. Ojciec leżał na sienniku, ale gospodarz widząc zagrożenie kazał mu się schować pod pierzynę w łóżku 16-letniej córki. Początkowo ubowcy nie znaleźli go, ale potem jeden z nich zaczął strzelać w kołdrę. Ojciec został zabity, dziewczynie odstrzelono piętę. W notatce, którą później UB sporządziło napisano, że ojciec zginął w wyniku potyczki. Bzdura, miał zresztą wcześniej pokiereszowana rękę od wybuchu granatu. To było ordynarne zabójstwo. – czytamy ma łamach Echa Dnia.
Honorata Szot pierwszy raz opuściła więzienie 4 października 1949 roku z braku dowodów winy. Na wolność wyszła z kilkumiesięcznym synem. Drugi raz została aresztowana po zabiciu „Daszko”. Razem z nią za kratki trafiło dwóch jej braci. Siedzieli dwa dni.
🟥 NIE ŻAŁUJCIE NAM WSPARCIA, TYM BARDZIEJ, ŻE PILNUJEMY WARSZAWY JAK NALEŻY!
NIE ZAPOMNIJ WESPRZEĆ JEDYNEGO NIEZALEŻNEGO PORTALU, KTÓRY OD LAT WALCZY O NASZE MIASTO, WARSZAWĘ, A KTÓRY JEST POZBAWIONY JAKIEGOKOLWIEK WSPARCIA FINANSOWEGO, A KTÓRY ZAWSZE REAGUJE NA SPOŁECZNE POTRZEBY!
➡️ Możesz nas wesprzeć zapraszając nas na kawę: https://buycoffee.to/portalwarszawski
➡️ Lub dokonać bezpośredniej wpłaty na numer: 90 1240 1226 1111 0010 8864 5699 – dopisek: DAROWIZNA

Portal Warszawski. O krok do przodu