[TYLKO U NAS] Wróblewska to duchowa realizatorka niszczycielskiego Kulturkampfu
Źródła antagonizmu polsko-pruskiego przyjdzie zatem szukać nie tylko w kontrastach ustroju i psychiki obu krajów, nie w samych różnicach wyznaniowych i tarciach narodowych. Była nim zasadnicza sprzeczność interesów, powstała na podłożu ukształtowania terytorialnego obu państw. Tu rzuca się od razu w oczy zjawisko, nadające przeciwieństwu polsko-pruskiemu wyjątkowy w dziejach charakter. Wielkie antagonizmy mocarstwowe wynikają ze starcia się obustronnych dążeń zaczepnych. Odnośnie do problemu polsko-pruskiego stwierdza jeden z głównych historyków obozu hakatystycznego, Dietrich Schafer, że Prusy nie mogły sobie życzyć bardziej pokojowo nastrojonego sąsiada“). Cała inicjatywa zaczepna znajdowała się po stronie Prus, wyzyskujących słabość i błędy przeciwnika. W jednym z wcześniejszych testamentów politycznych zalecił Fryderyk II swym następcom obierać dalej Rzpltą jak głowę kapusty „liść po liściu, miasto za miastem”. Inaczej brzmią ostatnie jego wskazania z roku 1782. Stwierdzając, iż dom habsburski intryguje w Polsce przeciw Prusom, pisał: „Jest więc konieczne, byśmy zwrócili uwagę na zwerbowanie sobie w tej Rzpltej stronników, bądź dla pomieszania naszym wrogom szyków, bądź dla stawienia im oporu„. – pisze w swojej znakomitej książce Bismarck a Polska z 1938 roku, Józef Feldman.
Zamiast wstępu
Antypolonizm Otto Bismarcka, skądinąd twórcy współczesnych Niemiec i ich duchowości, nie wziął się znikąd. Do jego wielkiej walki z polską kulturą zaprowadziło go znamienite urodzenie, wychowanie i oparcie się całkowicie na przekonaniu o wyższości germańskiej kultury nad kulturą polską i dalej idąc, nad kulturą Słowian. Jego firmowy Kulturkampf był dziełem jego życia i zwieńczającym jego misję jako Prusaka, który wyeliminował polskiego ducha na terenach, który oni, Prusacy, dumni przodkowie Hohenzollernów, potem niejako Habsurgów, według samego Bismarcka, od wieków użytkowali. I kiedy w końcu doczekał się tytułu kanclerza Rzeszy rozpoczął swoją krwiożerczą walkę przeciwko Polsce, które odczuwamy do dziś. Na tejże polityce nienawiści do Polski, polskiego ducha en general oparł się oczywiście Adolf Hitler.
Dziś nie ma już Bismarcka, nie ma już Hitlera ale są ich duchowi dziedzice, którzy z taką samą werwą i przekonaniem o niższości polskiego ducha realizują jego testament. Z tą różnicą, że Bismarck był konserwatystą ewolucyjnym, a oni są bezdusznymi internacjonalistami bez korzeni, którzy na pewno nie są Polakami. Sokorski, do którego ją wcześniej porównywaliśmy, miał zasady, i nie walił na oślep, ba – dbał o naszych romantyków. Ona zaś, historyk sztuki – co dodatkowo nie nadaje jej zaszczytu – niczym Fryderyk II liść po liściu, którego działania zmaterializował Otto Bismarck – likwiduje polską sztukę i polskiego ducha. Hanna Wróblewska realizuje jego plan i już dziś przez środowisko kultury jest oceniana negatywnie i już w kuluarach nazywana jest likwidatorem polskiej kultury.
Spuścizna Wróblewskiej
Na początku sierpnia 2024 nasza redakcja poinformowała opinię publiczną, że w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego trwa wdrażanie zmian statutowych resortu. W ramach tych zmian zlikwidowany został Departament Restytucji Dóbr Kultury, zaś jego pracownicy zostali rozproszeni pomiędzy inne departamenty. Przypomnijmy, że Departament Restytucji Dóbr Kultury w MKiDN był wyspecjalizowaną komórką, zatrudniającą wysokiej klasy specjalistów, która odpowiadała za odzyskiwanie przez Polskę skradzione przez Niemców w trakcie II Wojny Światowej i rozproszone na całym świecie dzieła sztuki i dobra kultury. Grupa pracowników wykonywała przez lata mrówczą pracę indeksując aukcje światowe i tropiąc skradzione przez Niemców obiekty kultury.
Żeby było straszniej, bo śmieszniej już nie może, decyzja o likwidacji Departamentu zapadła najprawdopodobniej bez konsultacji z istniejącymi w resorcie związkami zawodowymi. Tu hipokryzja „osoby ministerialnej” była szczytowa. Przypomnijmy, jaką rolę odgrywały związki zawodowe w instytucjach kultury, z których pozbywano się dyrektorów od grudnia 2023 roku. Ministerstwo zbierało informacje i skargi związkowców (nie chcemy wprost napisać, że je inspirowało – bo na to dowodów nie mamy) na dyrektorów, instrumentalizując to na późniejszym etapie i tworząc podstawę do skrócenia kadencji i wyrzucenia dyrektorów na bruk. Tak było w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta, podobnie w CSW Zamek Ujazdowski i w innych instytucjach.
Od tego momentu ministerstwo, któremu szefuje polski Bismarck, nie odzyskało ani jednego polskiego obiektu, tym samym zmarnotrawiła wielkie dzieło jej poprzednika, profesora Glińskiego, i jego zespołu. Wszystkie kolejne działania wpisują się dokładnie w układanie się ze spadkobiercami Żelaznego Kanclerza.
Jak dowiedział się Portal Warszawski, warszawskie, bardzo prestiżowe Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski padło ofiarą DNA Hanny Wróblewskiej, która robi czystki w polskiej kulturze. W ciągu niespełna czterech miesięcy zwolniono wszystkich ludzi, którzy byli zatrudnieni przez byłego dyrektora, Piotra Bernatowicza. Tydzień temu zwolniono na przykład jednego z najlepszych historyków sztuki, specjalizującego się w polskiej sztuce współczesnej, Kazimierza Piotrowskiego, autora poważnych decyzji naukowych, kuratora i eseistę. Piotrowski był również autorem i kuratorem bardzo głośnej wystawy„THYMÓS. Sztuka gniewu”, która krytykowała personalnie Tuska za katastrofę w Smoleńsku. – o tym fakcie wspominaliśmy na początku listopada 2024 roku.
– Pracuję tu naprawdę bardzo długo, i czegoś takiego nie widziałem – mówił nam wtedy jeden z pracowników CSW Zamek Ujazdowski. To nawet za Ludwisiak wyglądało to całkowicie inaczej. Ona dopiero po roku zaczęła podejmować jakiekolwiek decyzję personalne, a Bondar nie ma żadnych zahamowań. Takiego tempa nie powstydziliby się komuniści!
Przypomnijmy, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wycofało się również ze współpracy z poznańskiego przedstawienia „Orzeł i krzyż”, a tymczasem organizatorzy wskazywali, że wydarzenie jest ważnym czynnikiem łączącym Wielkopolan. Dowodem na to jest poparcie dla inicjatywy ze strony wielkopolskich polityków różnych opcji. Od 2013 roku w Murowanej Goślinie zobaczyć można największy spektakl historyczny pod gołym niebem w Polsce. W niepowtarzalnej atmosferze widzowie przeżywają każdy kolejny etap historii Polski. Flagowy spektakl Parku Dzieje “Orzeł i Krzyż” został nagrodzony historycznym wydarzeniem roku oraz najlepszym produktem turystycznym Wielkopolski w 2024 roku.
Potem było jeszcze odebranie funduszy festiwalu dzieciom niepełnosprawnym i wiele innych pomniejszych decyzji, które prowadzą do całkowitego wyrugowania z polskiej przestrzeni potrzebę zajmowania się naszą, rodzimą kulturą. Ale to niewielka część jej szkodliwych działań, jedziemy dalej!
🔷 Wspieraj niezależny Portal Warszawski, który od lat walczy z wielowymiarową patologią nie tylko w Warszawie. Jeśli chcesz możesz nam się odwdzięczyć za naszą służbę i zaprosić nas na kawę: https://buycoffee.to/portalwarszawski
Możesz też dokonać wpłaty na numer: 61102049000000890231388541 – dopisek: DAROWIZNA
Czasopisma 2025
Dwa dni temu zaś jako jedyni informowaliśmy o niebywałej skuteczności w likwidowaniu szeroko pojętych czasopism, które od dekad promują szeroko pojętą polskość, w duchu jak najbardziej romantycznym, chrześcijańskim, ale i krytycznym wobec zjawisk, których jesteśmy świadkami. Wróblewska – Bismarck postanowiła odciąć nie tylko Nowego Obywatela, Nową Konfederację czy Kronos od finansowania, ona robi wszystko aby pisma te padły – czyli ma głębokie przekonanie, że do walki klasowej potrzebna jest walka z DNA narodu, który ją wychował. No chyba, że Wróblewska nie jest Polką.
Oddajmy głos Panu doktorowi Adamowi Sosnowskiemu z Uniwersytety Jagiellońskiego, i przytoczmy fragment jego listu, który dostaliśmy drogą mailową. Ten sam list otrzymały wszystkie redakcji w Polsce….
Ministerstwo kultury – kultury oczywiście powinno się wziąć w cudzysłowie – rozdało dziś blisko siedem milionów złotych na wsparcie czasopism ukazujących się w Polsce. Dotacje otrzymały środowiska powiązane z zespołem decydującym o przyznaniu dofinansowania oraz pisma zajadle atakujące Kościół czy wartości patriotyczne. Przyjrzymy się im po kolei.
„Więź”
Rekordzistą pod względem przyznanych pieniędzy jest „Więź”, czasopismo z komunistycznym rodowodem (powstałe w wyniku decyzji Biura Politycznego KC PZPR), które przez niektórych uznawane jest za katolickie, choć nie ma do tego podstaw. Jak podaje hasło Wikipedii dotyczące „Więzi”, już jego współzałożyciel Janusz Zabłocki, działacz polityczny z czasów PRL, agent wpływów partyjnych w środowiskach katolickich, pisał tak: „Więź nie będzie pismem katolickim w ścisłym znaczeniu tego słowa. Nie chcemy się zaliczać do «prasy katolickiej» i być związani z ortodoksją katolicką.”
„Więź” otrzymała łącznie 565 tys. złotych dofinasowania na swoją działalność, czyli głównie na wydawanie kwartalnika. A kwartalnik wcale nie jest taki tani, bo kosztuje 35 złotych, a oprócz tego twórcy „Więzi” śmiało żebrzą o darowizny od swoich czytelników. Co ciekawe, w komisji sterującej programem dotacyjnym ministerstwa kultury, zasiada Marek Radziwon, obecny prezes Polskiego PEN Clubu, a za pierwszej Platformy szef Instytutu Polskiego w… Moskwie. Jak podaje Wikipedia, jest on także współpracownikiem „Więzi”. Tak, dokładnie tej „Więzi”, która od ministerstwa kultury dostała ponad pół miliona złotych.
„Znak”
Niewiele mniej pieniędzy otrzymał także Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, bo 540 tys. złotych. Te trzy wnioski – dwa Więzi oraz jeden Znaku – zostały najwyżej ocenione przez zespół sterujący oraz ministerstwo kultury. Więź, Znak oraz – co zaraz okaże jeszcze niezwykle ważne – Tygodnik Powszechny wywodzą się z tego samego środowiska. Były one blisko związane zarówno pod względem personalnym, jak i ideowym. Czołowi ich twórcy – tacy jak Jerzy Turowicz, Tadeusz Mazowiecki, Józefa Hennelowa, Stefan
Wilkanowicz czy Stanisław Stomma – współpracowali z tymi instytucjami, często pisząc równocześnie do „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku” oraz angażując się w działalność „Więzi”. Znak i Więź dostały zatem ponad 1,1 miliona złotych. A teraz spójrzmy na tzw. zespół sterujący powołany przez ministerstwo kultury. Są w nim:
– Olga Drenda, publikująca w „Tygodniku Powszechnym” oraz w wydawnictwie „Znak”. Za czasów koaliacji 13 grudnia załapała się także z programem do mediów publicznych.
– Beata Chomątowska, publikująca w „Tygodniku Powszechnym” oraz w wydawnictwie „Znak”. Ponadto, jak podaje Wikipedia, jest także współautorką scenariusza wystawy czasowej „Tu Muranów” w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.
– Cezary Łazarewicz, który otrzymał nominację do Hieny Roku za artykuł o relacjach Jarosława i Lecha Kaczyńskiego z ich ojcem Rajmundem pt. „Rajmund Kaczyński. Ojciec braci.” Wytoczył za nominację do Hieny Roku proces Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, który przegrał. Również opublikował jedną książkę w Znaku.
– Marek Radziwon, o nim już mówiliśmy, również połączony z „Więzią.” – Beata Stasińska, publikująca w Tygodniku Powszechnym – Grzegorz Jankowicz, powołany przez Bartłomieja Sienkiewicza szef Instytutu Książki, redaktor Tygodnika Powszechnego, w którym wydał także książkę.
– Ostatnim członkiem zespołu jest prof. Piotr Śliwiński, jako jedyny nie połączony bezpośrednio z krakowskim środowiskiem Więzi, Znaku i Tygodnika Powszechnego.
W zarządzeniu z dnia 3 października 2024 dot. tych programów dotacyjnych jest mowa o tym, że „w przypadku zaistnienia konfliktu interesów, pracownik instytucji zarządzającej oraz członek zespołu sterującego podlegają wyłączeniu z czynności związanych z rozpatrywaniem wniosków”. Kto by został w tej komisji, gdyby wykluczyć bezpośrednio zainteresowanych… Dalej regulamin przewiduje, że konflikt interesów to „sytuacja, w której interes prywatny pracownika instytucji zarządzającej lub innej osoby powołanej przez ministra do realizacji procedur w ramach programu wpływa na bezstronne i obiektywne wykonywanie powierzonych jej czynności.” Najwidoczniej do konfliktu interesów by doszło tylko wtedy, gdyby jakiekolwiek pieniądze przydzielono czasopismom reprezentującym obóz patriotyczny w Polsce. A regulaminami ministerstwo tak samo się przejmuje jak konstytucją czy uchwalonymi przez inny skład parlamentu ustawami – najlepiej na ten temat mówią ostatnie oskarżenia Trybunału Konstytucyjnego sformułowane wobec aktualnego rządu. Zdrada stanu ma różne wymiary, i ten wymiar wielki, i różne drobne formy lekceważenia państwa, nie mówiąc o kompletnym ignorowaniu po prostu zasady przyzwoitości.
Dwutygodnik „Czas kultury” jest dziełem głównie Rafała Grupińskiego,(maż Ewy Grupińskiej – bardzo ważnej osoby w warszawskim ratuszu – od redakcji)współzałożyciela Unii Wolności a potem Platformy Obywatelskiej. (…). W perfidnej lewackiej nowomowie, która stara się zafałszować podłą treść uczonymi sloganami stwierdza się w „Czasie kultury”, że „sprowadzenie niewytłumaczalnych aksjomatów wiary do codziennego absurdu, zestawieniu ich z jedzeniem czy ogródkami działkowymi” obnaż „nonsensu religijnego dogmatu.” Oczywiście, że nie może na tych łamach zabraknąć także szyderstwa z tragedii smoleńskiej.
„Kontakt” 140 tys. zł w roku 2025 na rzadko się ukazujący periodyk „Kontakt” (30 zł za egzemplarz), który pisze m.in. „Chcemy krytycznie przyjrzeć się jego [Jana Pawła II] działalności jako głowy Kościoła, w tym pojawiającym się coraz częściej oskarżenia o zaniedbania w tak newralgicznej sprawie jak nadużycia i przestępstwa seksualne duchownych.”
I inne.
Jest i ona, duchowa siostra Róży Luksemburg
Zespół Wróblewskiej to prawdziwi fachowcy. Absolutną szarą eminencją w MKiDN (co wynika z porozumień, że komuniści biorą to ministerstwo) jest radna Warszawy, wielki wróg szeroko pojętego chrześcijaństwa, kościoła, Polski romantycznej, Armii Krajowej, czyli jednym słowem bolszewik, niejaka Agata Diduszko – Zyglewska, która się bardzo cieszy.
Ależ się cieszę! Dziś ministra Hanna Wróblewska powołała do życia Zespół ds. pola literackiego, a ja z radością będę pełnić funkcję jego przewodniczącej. Powstanie Zespołu przy ministrze kultury to realizacja jednej z rekomendacji listopadowego współKongresu Kultury, a Ministra zaprosiła do niego wspaniałych ekspertów/ki – jak widać na poniższym zdjęciu – to: Magdalena Dębowska Polska Izba Książki, Jacek Dehnel Unia Literacka, Rafał Lisowski Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury, Łukasz Zych Stowarzyszenie Księgarzy Polskich, Jerzy Woźniakiewicz Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, Grzegorz Jankowicz Instytut Książki i Edyta Wiśniowska, wicedyrektorka Departamentu Mecenatu Państwa MKiDN.
W zespole pochylimy się nad kwestiami, które środowisko ludzi związanych z czytelnictwem i piśmiennictwem wskazało podczas współKongresu jako najbardziej palące, jak m. in. reforma systemu wypożyczeń bibliotecznych, skuteczne zatrzymanie piractwa internetowego w kontekście udostępniania książek czy systemowe wsparcie dla pisarzy, tłumaczy, wydawców, bibliotekarek i księgarzy.
Do rozmowy na konkretne tematy doprosimy ekspertki i ekspertów z organizacji branżowych, ministerstw etc. Zamierzamy działać bardzo intensywnie. Podczas dzisiejszej konferencji Ministra ogłosiła także, że już za chwilę zaczynamy intensywne prace nad Narodowym Programem Rozwoju Czytelnictwa 3.0 – przed nami eksperckie prekonsultacje z udziałem kilkudziesięciu organizacji pozarządowych jeszcze w lutym. Ministra ogłosiła także nowy program „Inne Tradycje”, który zostanie uruchomiony w kwietniu. Będzie mu towarzyszył program pomostowy dla humanistycznych czasopism naukowych. Budżet programu to 3,3 mln zł rocznie.
Resume
Maja Kleczewska, wybrana niedawno na nową dyrektorkę stołecznego Teatru Powszechnego, zainicjowała protest wraz z zespołem Teatru Śląskiego, gdzie aktualnie pracuje. Artystka apeluje do premiera Donalda Tuska oraz ministry kultury Hanny Wróblewskiej w sprawie najniższej płacy krajowej – informuje Onet.pl.
„Koleżanki i Koledzy, Drodzy Przyjaciele! Aktorzy etatowi teatrów publicznych! My Aktorzy Teatru Śląskiego oraz Członkowie Oddziału ZASP w Katowicach wzywamy Was do jedności i solidarności, by wystąpić razem przeciwko najniższej płacy krajowej, która jest naszym wynagrodzeniem. Za najniższą krajową nie możemy i nie chcemy już pracować. Nie chcemy mieć emerytur obliczanych od najniższej krajowej” — brzmi petycja w sprawie aktorek i aktorów publicznych teatrów.
Zmiana wysokości wynagrodzeń aktorów etatowych z najniższej krajowej na średnią krajową dla grupy około 1700 osób dla budżetu kraju będzie wydatkiem niemal niezauważalnym, a my odzyskamy godność i szacunek dla siebie i naszej pracy, pracy, która spełnia niezwykle ważną misję w kształtowaniu wrażliwości, światopoglądów i szerokich horyzontów myślowych wśród wszystkich grup wiekowych społeczeństwa polskiego, a w szczególności dzieci i młodzieży, którzy stanowią przyszłość naszego kraju!
Trudno Kleczewską posądzać o miłość do polskich konserwatystów, ale słusznie zripostował zachowanie tak zwanego środowiska Wojciech Korkuć, wybitny plakacista:A gdzie te happeningi, banany i inne pierdolety? Kopara opadła? Gliński nie pasował? Życzę wesołego kwękolenia na nową minister „kultury” bolszewickiej i jej pryncypała! Pinindzy nie ma i nieeee będzie!!!
Dziełem wieńczącym likwidację polskiej tożsamości i jej historii jest fakt, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wypowiedziało umowę na funkcjonowanie Instytutu Dziedzictwa Solidarności z cofnięciem finansowania na historyczną Salę BHP w Gdańsku.
Zamiast komentarza
Polska i kościół polski nie został pokonany. Bismarck tej walki nie wygrał. Polacy w zaborze pruskim pozostali katolikami. Pozostali również przede wszystkim Polakami. Solidarność narodowa pod panowaniem pruskim była rzeczywistością, a nie hasłem. Odrodzenie państwa polskiego w rezultacie geopolitycznej rewolucji w roku 1918 zastało ich w dobrej formie. Choćby Powstanie Wielkopolskie jest tego dobrym przykładem.
Wróblewska, duchowa dziedziczka Żelaznego Kanclerza i Diduszko – Zyglewska są przy Bismarcku za głupie i krótko widzące dlatego poniosą sromotną klęskę. Wróblewska jest już skończona w środowisku historyków sztuki, a za Zyglewską zawsze będzie się ciągnąć opinia czerwonej k..wy…czyli zgodnie z Prawdą.
Skandal❗ Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wypowiedziało umowę na funkcjonowanie Instytutu Dziedzictwa Solidarności z cofnięciem finansowania na historyczną Salę BHP@DudaSolidarnosc: to zamach na prawdziwą polską historię!#SolidarnośćzNawrockimpic.twitter.com/XtKfLBfVHh
🔷 Podoba Ci się artykuł? To możesz wesprzeć niezależny Portal Warszawski, który od lat walczy z wielowymiarową patologią stworzoną i chronioną przez ratusz. Jeśli chcesz możesz nam się odwdzięczyć za naszą służbę i zaprosić nas na kawę: https://buycoffee.to/portalwarszawski
Możesz też dokonać wpłaty na numer: 61102049000000890231388541 – dopisek: DAROWIZNA