Miasto chwali się wyjątkowością miejskiego systemu Veturilo, ale nigdy nie miało odwagi przeprowadzić rzetelnej analizy finansowej i logistycznej. Dlatego też wyręczamy ratusz i ZDM, które to prawdziwe dane ukrywają przed warszawiakami.
W efekcie, aktywnych użytkowników jest znacznie mniej
System Veturilo, mimo ogromnych kosztów poniesionych przez warszawiaków, wydaje się bardziej przykładem nietrafionej inwestycji niż efektywnego rozwiązania transportowego. Przy liczbie 400 tys. zarejestrowanych użytkowników, która na pierwszy rzut oka może wydawać się imponująca, należy pamiętać, że system działa od 2012 roku. W praktyce oznacza to, że wiele z tych kont należy do osób, które skorzystały z rowerów raz lub wcale, albo do turystów, którzy odwiedzili Warszawę na krótko.
Koszt utrzymania systemu – łącznie ponad 277 mln zł – to ogromny wydatek publicznych pieniędzy. Gdy podzielimy tę sumę przez liczbę zarejestrowanych osób, okazuje się, że każde konto kosztowało miasto średnio 692 zł. To kwota, która mogłaby zostać przeznaczona na znacznie bardziej potrzebne cele, takie jak poprawa infrastruktury rowerowej, nowe trasy dla komunikacji miejskiej czy zwiększenie dostępności transportu dla mieszkańców peryferii miasta.
Dodatkowo, realny wpływ Veturilo na transport w mieście jest znikomy. Przejechane w sumie 17 mln km to zaledwie 6% tego, co przejeżdża warszawska komunikacja miejska, i 0,05% dystansu pokonywanego prywatnymi samochodami. W skali całego miasta rowery miejskie nie mają zauważalnego wpływu na zmniejszenie korków, redukcję emisji czy poprawę dostępności transportu. To wszystko każe postawić pytanie, czy wydatki na Veturilo są uzasadnione. Wydaje się, że system stał się bardziej narzędziem do promowania się urzędników niż faktycznym rozwiązaniem problemów komunikacyjnych. Może zamiast pompować miliony w wątpliwy sukces rowerów miejskich, lepiej byłoby zainwestować w bardziej przemyślane projekty, które rzeczywiście odpowiadałyby na potrzeby mieszkańców?
Należy również pamiętać, że miasto co roku wydaje ogromne kwoty na infrastrukturę rowerową, która również kosztuje i trzeba ją utrzymywać. To są zupełnie inne koszty i są one wielokrotnie większe niż te ponoszone na sam system roweru miejskiego. Czyli wcale nie jest tanio a i tak za wszystko musza zapłacić Warszawiacy. Taniej nie będzie, dziś mieszkańcy są zadłużeni na 8 mld zł a w 2024 roku dług miasta wzrósł ponad 3 mld zł. Oczywiście miasto robi wszystko aby te pieniądze ściągnąć od mieszkańców w postaci para podatków, dlatego w SPPN jest mniej miejsc niż potrzeby, ale o tym następnym razem.
🟦 Uczymy samodzielnego myślenia. Możesz nam się odwdzięczyć i tym samym nas wspomóc i postawić nam kawę: https://buycoffee.to/portalwarszawski
Odwdzięczyć się tu: https://patronite.pl/portalwarszawski
Lub skorzystać bezpośrednio z konta o numerze: 61102049000000890231388541
Portal Warszawski. O krok do przodu