[OKIEM KRYTYKA SZTUKI] „Kobiety witruwiańskie” Ewy Czwartos poddają w wątpliwość stereotyp patriarchalnej dominacji na arenie sztuki
Kilka dni temu w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie odbył się wernisaż malarstwa młodej krakowskiej malarki, Ewy Czwartos. Wystawa zatytułowana Vitruvian Women jest pokazywana w ramach Project Roomu, corocznej prezentacji 6 indywidualnych wystaw młodych artystów, wyłanianych przez jury w otwartym konkursie. O wystawie pisze Joanna Winnicka – Gburek, Krytyk sztuki.
Poddaje w wątpliwość stereotyp patriarchalnej dominacji na arenie sztuki
Na wystawie zaprezentowano kilka wielkoformatowych obrazów olejnych (200 x 180), czarno – białe rysunki tuszem i dwa krótkie filmy zrealizowane w technice animacji poklatkowej. Mimo, że nieme filmy nie rzucają się w oczy, ukryte przed pierwszym spojrzeniem publiczności, stanowią klucz do zrozumienia idei wystawy, zasygnalizowanej w tytule ekspozycji.
Jeden z filmików przedstawia ożywiony rysunek Człowieka witruwiańskiego. Słynny Homo quadratus Leonarda da Vinci z roku 1490 powstał dzięki studiowaniu przez mistrza, odkrytych na nowo w renesansie, starożytnych tez o harmonijnych proporcjach, zawartych w dziele O architekturze tez dziesięć przez Witruwiusza. Ewa Czwartos z czarnym humorem wpisuje w ramę koła i kwadratu postać kobiecą płynnie skaczącą w rytm odgłosów wydawanych przez piłeczkę odbijającą się o ściany tej bańki. To aerobowe ćwiczenie, aktywujące różne partie mięśni, zalecane jest w celu poprawy ogólnej kondycji fizycznej oraz osiągnięcia idealnych proporcji ciała. Całości pilnują dwie posągowe i zagadkowe figury, pantomimicznymi ruchami ręki nadając rytm ćwiczącej. Wydaje się, że ani nie ma tu szansy na osiągnięcie sukcesu, ani na ucieczkę z pułapki zastawionej przez kanon.
Cztery Gracje dla Rafaela jest obrazem, który również nadaje kierunek interpretacjom pozostałych prac. Ewa Czwartos nawiązuje tu w oczywisty sposób do renesansowych Trzech Gracji boskiego malarza Madonn. Gracje (Charyty) były, zgodnie z mitologią, trzema córkami Zeusa i Eurynome, która swą pięknością budziła miłość w sercach bogów i ludzi. Córki wdały się w matkę. Stały się symbolem sztuki pełnej wdzięku (gratia, łac. wdzięk). Na obrazie postaci gracji są prawie dosłownym przeniesieniem z kompozycji Rafaela. Skąd wzięła się jednak owa tytułowa czwarta gracja, która niezdarnie upuściła czerwone jabłko (piłeczkę)? Tego nie wiemy. Wiemy tylko, że artystka w nawiązaniu do dzieł wielkich mistrzów szuka piękna, ale jasne jest, że zaprasza nas jednocześnie do pewnej gry z konwencją.
Horacjańska fraza Non omnis moriar ( nie wszystek umrę) posłużyła Ewie Czwartos jako tytuł obrazu przedstawiającego pięć kobiet, a właściwie powielającego jedną postać, kierującą sztylet w samobójczym geście. Trudno by było rozszyfrować przesłanie tej pracy, gdyby nie komentarz odautorski. Otóż mamy tu do czynienia z wizerunkiem Lukrecji, która według rzymskiej legendy, zgwałcona, odebrała sobie życie nie mogąc znieść hańby. Horacy mówiąc o nieśmiertelności miał na myśli ten jej rodzaj, który dają pozostawione dla potomnych dzieła sztuki. Jeśli Lukrecja rzeczywiście istniała, przeszła do historii jako tragiczna ofiara przemocy.
Jeśli już jesteśmy przy Horacym, wspomnieć należy o instalacji próbującej oryginalnie wskrzesić zapomnianą już trochę ideę syntezy sztuk. Od sufitu centralnie zwisa ciemna sieć przystrojona bukietami zaschniętych kwiatów. Z umieszczonych w tym samym miejscu głośników płynie kobiecy głos. Podpis informuje, że to znana poetka Joanna Oparek czyta fragment swojego poematu Berlin Porn. Kolejne frazy wybrzmiewają mocno, oskarżycielsko i złowrogo. Sieć rybacka (ale też internetowa) to symbol zniewolenia a całą instalację można interpretować jak epitafium dla skrzywdzonych kobiet. Doceniając pomysł uatrakcyjnienia wystawy przez połączenie obrazu z poetyckim słowem, na wzór Horacjańskiej formuły ut pictura poesis, czuję w tym przypadku dysonans. Wydaje się, że poemat Oparek nie koresponduje z pokazanymi na wystawie pracami Czwartos.
Krakowska malarka nie jest tak radykalna, operuje zupełnie odrębnym językiem i nie chodzi tu oczywiście o inne medium sztuki. Obcy jej też jest surrealistyczny erotyzm, który jest zwykle punktem wyjścia dla poetki poruszającej problemy przemocy i wolności.
Jedną z najważniejszych tez, które poprzez Witruwiusza wpłynęły na estetykę nowożytną, była ta o pięknie natury będącym koniecznym wzorem dla sztuki. Przypadek szczególny i niezastąpiony miało stanowić ciało człowieka. Patrząc na obrazy Ewy Czwartos nie można oprzeć się wrażeniu, że oto ona sama realizuje w przewrotny sposób witruwiańską ideę. Gdy maluje swe kolejne figuralne multiplikacje miękkimi, delikatnymi i linearnymi pociągnięciami pędzla, poszukuje formy najdoskonalszej, co jest zgodne z klasycznymi zasadami sztuki. Natomiast wpisując kobiecą postać w kwadrat, poddaje w wątpliwość stereotyp patriarchalnej dominacji na arenie sztuki. Wszak witruwiański człowiek był mężczyzną.
Ci z Państwa, którzy chcieliby posłuchać tego co sama artystka mówi o swych pracach zaproszeni są na oprowadzanie autorskie już 5 grudnia o godzinie 18 (najbliższy czwartek, wstęp wolny, zbiórka w holu głównym). A jeśli Państwo chcieliby oddać swój głos w plebiscycie publiczności na najlepszą wystawę w ramach projektu, jest to możliwe do 15 grudnia.