O fatalnej sytuacji w schronisku Na Paluchu piszemy od kilku miesięcy. Przez te miesiące prezydent Rafał Trzaskowski nie zrobił nic, tym bardziej że on jako jedyny posiada wszelkie prerogatywy aby tę sytuację zmienić.
Długo milczeliśmy
Ale nie dlatego, że w Schronisku na Paluchu nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie – dzieje się coraz więcej – na niekorzyść zwierząt. Od wprowadzenia zmian przez Panią Dyrektor Pinkiewicz minęło już wystarczająco dużo czasu, żeby podsumować ich konsekwencje. Kolejny raz sprawa dotyczy kotów. Wprowadzony zakaz wejścia do szpitala przez kocich wolontariuszy i odebranie dostępu do informacji o zdrowiu kotów, a co za tym idzie – brak promowania kotów chorych, pilnie potrzebujących domu (chociażby w wyniku depresji klatkowej) – odbił się w liczbach, które przyprawiają o dreszcze. Jedynie we wrześniu zmarło 39 kotów – czytamy na stronie SOS Paluch.
To statystycznie o 44,4% więcej niż w wrześniu ubiegłego roku. Oznacza to, że codziennie w schronisku w tym miesiącu umierały jeden lub dwa koty. Dlaczego liczby są aż tak duże. Między innymi dlatego, że w poprzednich latach każdy kot – niezależnie od stanu zdrowia czy wieku był promowany. To adoptujący podejmował decyzję czy chce adoptować kota, którego szanse na przeżycie nie są jednoznaczne. Po adopcji działy się cuda. Większość kotów w dramatycznym stanie fizycznym lub psychicznym dzięki zaangażowaniu swoich nowych właścicieli, zdrowiała w domu. Opieka domowa, brak klatki i wszechogarniającego stresu pomagały w ich walce o zdrowie. O życie.
Jako koci wolontariusze o tej “magii” domowych warunków wiemy od lat. Od momentu wprowadzenia „dobrych” zmian przez Panią Dyrektor Pinkiewicz – takie koty straciły szansę bycia zauważonymi. Nie mają zdjęć, nie są pokazywane wśród schroniskowych postów. Stają się niewidoczne dla wszystkich, także dla potencjalnych adoptujących – bohaterów, którzy wielokrotnie świadomie stawiali sobie za cel ratować właśnie te najsłabsze i najbardziej potrzebujące zwierzęta.
To koty „niewidzialne”. Chciałoby się zapytać dlaczego tak się dzieje ale Pani Dyrektor Pinkiewicz sama zadeklarowała, że nie chce promować chorych kotów w obawie o zdrowie psychiczne adoptujących. Jednak jak pokazuje nasze, wieloletnie wolontariackie doświadczenie niesłusznie. Rzetelnie poinformowani o stanie zdrowia kota adoptujący, wielokrotnie podejmowali świadomą walkę o zdrowie “nierokujących” kotów i zabierali je do swoich domów.
Pani Dyrektor Pinkiewicz nieustannie gorąco zapewnia, że działa dla zwierząt i jest miłośniczką kotów. Jednak statystyki są nieubłagane. Od początku roku, kolejne wprowadzane w życie pomysły Pani Dyrektor Pinkiewicz wcale nie pomogły potrzebującym kotom opuścić schroniska. Koty swoje życie zakończyły w szpitalnych klatkach bez szans na bycie zauważonymi przez potencjalnych adoptujących. Niekochane. Bezbronne. Niejednokrotnie nawet – bezimienne. Anonimowe.
Od stycznia do września 2024 r. w sumie życie straciło 129 kotów. W tym samym czasie w 2023 w schronisku umarło 83. To oznacza, że w tym roku śmiertelność kotów była o 55% wyższa. Statystyki to suche liczby. Jednak za każdą liczbą idą konkretne futrzaste życia – kot Odolanek, koteczka Piastówka, kocurek Amrit i wiele innych, które są już tylko imionami w pamiątkowych wpisach wolontariuszy. One nie musiały umrzeć. Ich historie nie musiały skończyć się cierpieniem w schroniskowej klatce i samotną śmiercią. Im została odebrana szansa na dom. Na życie.
Wiemy już, że niestety pomysły Pani Dyrektor Pinkiewicz, które realizuje przy pełnym wsparciu Miasta Stołecznego Warszawy, kierują Schronisko na Paluchu w stronę niechlubnych schroniskowych mordowni. Wiemy i nie będziemy o tym milczeć. Będziemy krzyczeć w imieniu tych kotów, którym się nie udało przeżyć i w obronie tych, które ciągle czekają na dom.

Portal Warszawski. O krok do przodu