Na łamach Portalu Warszawskiego publikujemy demokratycznie (od lewa do prawa) opinie mieszkańców, specjalistów, radnych, blogerów, i innych. Dziś publikujemy opinię Tobiasza Bocheńskiego, wojewody mazowieckiego.
Wczoraj dopchnięto kolanem uchwałę o tzw. Strefie Czystego Transportu w Warszawie.
W Pałacu Kultury działy się dantejskie sceny, gdy władze, radni KO w asyście strażników miejskich próbowali głosować wbrew woli tłumu warszawiaków. Strefa przedstawiana jest przez władze miasta jako zdrowotna konieczność, ekologiczna polityka przyszłości, wymóg europejski, naturalny etap rozwoju Warszawy. Prezydent Trzaskowski grzmiał z Dubaju, że musimy iść ku ekologii bo inaczej planeta spłonie. W całej tej sprawie niesamowicie splatają się ze sobą różne wątki, które łącznie tworzą nieprawdopodobną manipulację.
Polskie prawo dopuszcza możliwość tworzenia strefy tego rodzaju, ale ich nie nakazuje. To samodzielna decyzja samorządu – w tym przypadku Warszawy. Podanie komuś noża i widelca nie oznacza, że musi je sobie od razu wbić w oko. Ani prawo polskie, ani europejskie nie wskazują jak rozległa miałaby być strefa, ani jakie szczegółowe zasady dotyczące ruchu pojazdów mają w niej obowiązywać. To domena samorządu i jego decyzja – w tym przypadku Warszawy.
Podłą manipulację stanowi przedstawianie przeciwników tego konkretnego projektu władz Warszawy, jako wrogów ekologii czy transportu zbiorowego. Fałszem jest pogląd, iż osoba chcąca mieć możliwość przemieszczania się autem po mieście jest jednocześnie wrogiem metra, autobusów czy rowerów. Takie stawianie sprawy jest wbrew zdrowemu rozsądkowi. Zamiast ewolucyjnie wprowadzać strefę: od małego obszaru po coraz większy, Warszawa zastosowała terapię szokową. Wprowadza się ją na wielkim obszarze miasta, bez przygotowania mieszkańców na zmiany, bez prawdziwych konsultacji, bez referendum – generalnie bez rzetelnego i uczciwego namysłu.
Jeżeli ktoś jest studentem z pierwszym, tanim autem, emerytem kochającym swój stary samochód czy po prostu osobą z przyczyn finansowych posiadającą stare auto to nie wjedzie do dużej części miasta. Nie zawiezie dziecka do przedszkola; nie pojedzie do przychodni czy szpitala; nie będzie mógł prowadzić działalności gospodarczej. Jednocześnie skoro Prezydent Warszawy straszy nas spłonięciem planety to dlaczego najnowsze samochody z silnikami V8 czy V10 za milion złotych mogą jeździć po stolicy ile tylko dusza zapragnie? Czy one sprawiają, że Warszawa zielenieje?
Warto postawić pytanie: dlaczego władze miasta odmówiły referendum w tej sprawie? Przecież dotyczy ona wszystkich warszawiaków? Uchwała swą mocą obowiązywania wykracza poza obecną kadencję władz miasta. Przyjęta została tuż przed wyborami samorządowymi. Dlaczego nie odwołać się do głosu mieszkańców? Czego KO się ich boi? Miasto to nie zabawka, lecz wielki organizm społeczny, gospodarczy i kulturalny. Mieszkańcy powinni móc się wypowiedzieć w kwestii tak fundamentalnej.
Zauważcie jakie to symboliczne, że Prezydent miasta, który oskarżany jest o nieobecność w Warszawie był w tak ważnym dla przyszłości miasta dniu na innym kontynencie a nie z mieszkańcami. Gdy wrócił to zapalił światełka na choince; szkoda że nie rozumie że zapalił czerwone światło dla tak wielu warszawiaków na swobodne przemieszczanie się po stolicy.
Zapewniam Was wszystkich, że tak długo jak będzie to w mojej prawnej kompetencji gruntownie zbadam legalność uchwały o strefie tzw. czystego transportu.
za; Tobiasz Bocheński
Portal Warszawski