Gdy po raz kolejny czytam jakieś długie wywody na temat tego GDZIE pieszy czy rowerzysta ma pierwszeństwo – czy dopiero jak postawi nogę na przejściu, czy jak już jest jednym kołem na przejeździe – włos mi się jeży na głowie i zastanawiam się dlaczego ludzie, którzy tak lubią powoływać się na przepisy, nie czytają podstawowych definicji – pisze niedouczony autor strony Strefa Piesza.
To jest takie proste?
Czytamy dalej: wszystkie istotne informacje o tym jak ustępować pierwszeństwa gdy krzyżują się kierunki ruchu, czy na przejściu dla pieszych, czy na przejeździe rowerowym czy po prostu na skrzyżowaniu, nie są żadną wiedzą tajemną, ani nie są nigdzie ukryte – są umieszczone w jednym zapisie ustawy Prawo o Ruchu Drogowym.
UWAGA:
Art. 2 punkt 23)
ustąpienie pierwszeństwa – powstrzymanie się od ruchu, jeżeli ruch mógłby zmusić innego kierującego do zmiany kierunku lub pasa ruchu albo istotnej zmiany prędkości, a pieszego – do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku;
Czy w przypadku samochodu zbliżającego się do skrzyżowania kierowcy też mają takie problemy z oceną? Czy trzeba zwolnić czy nawet się zatrzymać? A może zdążycie przejechać, bo kierowca jedzie bardzo powoli? Tak samo trzeba postępować z pieszym. Pojęcie ustępowania pierwszeństwa dotyczy przecinania się kierunków ruchu. Tutaj pieszy zbliża się do przejścia – jeśli kierowca wymusza na nim zatrzymanie się lub zwolnienie kroku, tzn. że wymusił na pieszym pierwszeństwo.
To jest takie proste! – jak widać nie dla autora tych bredni.

Pieszy „wchodzący” – zgodne wykładnie: prof. M. Matczaka, glosa mec. W. Matejko i wykład mec. T. Wolfowicza
To typowy albo celowy błąd myślenia. Tu nie ma analogii, bo pierwszeństwa nie ma pieszy zbliżający się (jak pojazd), tylko wchodzący. Dlatego też przypominamy raz jeszcze podstawy.
Interpretacja oczywistego brzmienia przepisów zawartych w art. 13 i 26 Prd do dziś budzi niezrozumiałe kontrowersje. Znamienne jest to, że nie rodziła problemów od czasu ratyfikowania przez Polskę w latach 80. Konwencji Wiedeńskiej o ruchu drogowym, która ma pierwszeństwo przed ustawą krajową. Redaktor Marcin Łobodziński [Łobodziński, Pierwszeństwo…] już w kwietniu 2021 r. sygnalizował problem interpretacyjny, który błyskawicznie rozwiązał prof. dr hab. Marcin Matczak – polski prawnik, radca prawny, profesor nauk społecznych w dyscyplinie nauki prawne, specjalista w zakresie teorii i filozofii prawa, profesor na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, komentator i ekspert ds. konstytucyjnych, specjalista interpretacji prawniczej i sądowego stosowania prawa [Łobodziński, Pierwszeństwo…]. Co ważne, red. Łobodziński stwierdził, że inni pytani przez niego prawnicy odmówili odpowiedzi na pytania jak interpretować pojęcie pieszego „wchodzącego”. Budzi to zdziwienie, albowiem zasady wykładni prawa powinny być dla prawników podstawą, dokładnie tak jak dla inżyniera układ żelazo-węgiel, zaś dla osób badających wypadki drogowe analiza czasowo-przestrzenna. Sam Redaktor dodał, że pieszy staje się wchodzącym zanim znajdzie się na przejściu. Byłoby to stwierdzenie poprawne gdyby red. dodał zwrot „w całości” (znajdzie się na przejściu dla pieszych, dalej pdp). Tym właśnie odróżnia się pieszy znajdujący się na przejściu od wchodzącego na nie – wchodzący jest na nim tylko w części.
Prof. M. Matczak tłumaczy zasady wykładni
„W interpretacji prawa słowa nie zdefiniowane przez prawodawcę tłumaczy się tak, jak są one rozumiane w naszym języku codziennym – wyjaśnia prof. dr hab. Marcin Matczak. – Właściwie wszystkie znaczenia słowa „wchodzić” wiążą się w naszym języku z przekraczaniem jakiejś granicy i wkraczaniem w nową przestrzeń, np. „wchodzić do domu”, ale i „wchodzić w nowy etap życia”. Podobnie jest z „wchodzeniem” na przejście dla pieszych, które dodatkowo w omawianych przepisach jest zestawione ze słowem „przechodzenie” – precyzuje.”
Należy wyjaśnić, że Profesor mówi o prymacie wykładni językowej, potocznej, o ile nie stworzono w ustawie definicji legalnej danego pojęcia – a nie stworzono. Następnie M. Matczak odniósł się do zakazu wykładni homonimicznej i synonimicznej, czyli kolejnych dyrektyw wykładni prawa:
„Inna zasada interpretacji mówi, że dwa różne słowa muszą mieć inne znaczenie – wyjaśnia dalej ekspert. – W efekcie więc „wchodzenie na przejście” to przekraczanie granicy przejścia dla pieszych, ale jeszcze nie przechodzenie. W ten sposób prawodawca chciał rozszerzyć zasadę pierwszeństwa pieszego, aby ta odnosiła się do niego nie tylko wtedy, gdy na przejściu jest, ale także wtedy, gdy przekracza granicę oddzielającą przejście od chodnika czy pobocza drogi.”
Dalej prof. Matczak wspomina o mogących wystąpić trudnościach w analizie konkretnego przypadku i o tym, że można byłoby lepiej zabezpieczyć pieszego, a dla własnego bezpieczeństwa (jako kierującego) przyjąć, że wchodzenie rozpoczyna się nieco wcześniej. Jasno jednak wskazuje, że sądy są obowiązane do właściwej wykładni prawa – takiej jakiej zasady podał wcześniej, której sam oczekuje i się spodziewa (dop. red.).
„Oczywiście czasami trudne może być stwierdzenie, kiedy „wchodzenie” się zaczyna – potwierdza moje wątpliwości prof. Marcin Matczak. (wtr. M. Łobodziński) – Dla bezpieczeństwa fizycznego przechodnia i dla swojego bezpieczeństwa prawnego lepiej założyć, że „wchodzenie” zaczyna się w momencie zbliżenia się pieszego do granicy przejścia, nawet jeśli jeszcze jej nie przekracza. Gdyby – nie daj Boże – doszło do kolizji, zasady odpowiedzialności kierowcy powodują jednak, że sądy będą najprawdopodobniej przyjmować ścisłe rozumienie „wchodzenia”, a więc przekraczania granicy między chodnikiem a przejściem – dodaje.„
Czy wcześniejsze uznanie pierwszeństwa pieszego, także przecież przez samego pieszego jeśli będzie o tym przekonany, jest zasadne, to można dyskutować, albowiem badania amerykańskie z lat 70. jasno wskazały, że rozszerzanie pierwszeństwa skutkuje brakiem zachowania szczególnej ostrożności przez znaczną liczbę pieszych, co prowadzi do wejść bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd i ok. 100% wzrost liczby wypadków [Kusio i in., Sugerowane…]. Piesi niestety zaczynają traktować przejście jak przedłużenie chodnika. Nawet zwykła obserwacja ruchu drogowego po zmianach prawa wskazuje, że gro pieszych stało się zdecydowanie mniej ostrożnych, zaś kierujący reagujący zapobiegawczo i, w sensie prawnym, nadmiarowo „ratują” wiele niebezpiecznych sytuacji. Ciekawy jest fakt, że ustawodawca dość szybko, w kolejnych zmianach, wprowadził tzw. przejścia sugerowane, na których piesi ani wchodząc, ani przekraczając je, w ogóle pierwszeństwa nie mają. W teorii mają one wypierać nadmiar przejść dla pieszych – na wzór rozwiązań niemieckich. Zagadnienie to szerzej opisano w pracy [Krzemień, Znaczenie…] zaś cały przebieg procesu legislacyjnego i wielokrotnie wyrażane stanowisko autorów (Ministerstwo Infrastruktury) uchwalonego projektu w pracy [Krzemień, Pierwszeństwo…]. Brak tej wiedzy, o niebezpiecznych zachowaniach pieszych przekonanych o fikcyjnym pierwszeństwie na chodniku, prawnikowi, który był pytany niejako ad hoc, oczywiście można „wybaczyć” zwłaszcza, że prof. wypowiadał się przed wejściem w życie zmiany ustawy. Trudno jednak przemilczeć późniejsze opracowania naukowe [Stefański, Obowiązki…], [Małecki, Pierwszeństwo…], które winny być poprzedzone dogłębną analizą zagadnienia, a przede wszystkim uwzględniać wspomniane dyrektywy wykładni, które zakazują interpretacji rozszerzającej i prawotwórczej przepisów o represyjnym charakterze – jeśli dojdzie do zdarzenia drogowego lub wykroczenia.
Więcej TUTAJ
za; strefabrd.pl
Portal Warszawski