Znalezione w sieci, ale zjawiskowo opisywane staje się niestety plagą. Oddajmy głos mieszkańcowi Warszawy.
„To jest ścieżka i tu jeżdżą rowery”
Właśnie przed chwila byłem świadkiem jak najpierw rowerzysta wiozący dziecko w przyczepce wjechał w tłum ludzi przechodzących przez prawidłowo oznaczone przejście na ścieżce rowerowej. Potem w ten sam tłum ludzi wjechała jego żona/partnerka. Ludzie próbowali zwracać im uwagę, że ale rowerzysta stwierdził, że „to jest ścieżka i tu jeżdżą rowery”. Podobnej zachowania widzę na co dzień i to są efekty pobłażania tzw. aktywistom rowerowym. Oni stają się z każdym dniem coraz bardziej bezczelni i naprawdę myślą, że są jakimiś świętymi krowami, którym wszyscy mają wszędzie ustępować.
Zdjęcie poglądowe, nie przedstawia zaistniałej sytuacji, tylko rodzaj „zaprzęgu”.
Komentarz
To już chyba jakaś gremialna choroba i obsesja. Wystarczy wyjść w taki dzień jak dziś, słoneczną niedzielę, aby przekonać się, że rowerzyści stają się poważnym problem. To efekt wyjątkowego pobłażania im, a w Warszawie robienia z nich rasy Panów, dokładnie tak, rasy Panów.
To oni są w tej chwili uprzywilejowanymi uczestnikami ruchu drogowego, to dla nich ZDM razem z Miastem niszczy Warszawą, i to oni są również najbardziej agresywni, nie liczącymi się z nikim i z niczym. Niektórzy na „bezczela” robią fałszywe badania (Gubański na Mokotowie), później dostają awans w ratuszu i mówią nam jak mają żyć.
Ale to wina również zmotoryzowanych, bo im na to pozwalają. Tzn, zatrzymują się przed przejściem aby przepuścić rowerzystę. Przed przejściem nie muszą. Rowerzysta nie ma prawa przejeżdżać przez przejście dla pieszych. Przez przejazd dla rowerów tylko wtedy gdy na przejeździe będą przed samochodem, w innym przypadku też nie mają pierwszeństwa. Przepisy są nieubłagane.
Portal Warszawski