[FELIETON] Carlos Moreno – twórca i jego utopia 15 minutowych miast na przykładach

To polityczny paradoks, ale faktem jest, że władze Warszawy, wywodzące się z liberalnego środowiska politycznego czerpią pełnymi garściami z utopijnych lewicowych idei zniewolenia społecznego. Widać to wyraźnie w działaniach i deklaracjach R. Trzaskowskiego oraz jego ludzi, co Portal Warszawski wielokrotnie udowadniał w publikowanych na jego łamach tekstach. Burmistrzowie poszczególnych dzielnic chcąc się przypodobać prezydentowi Warszawy również żeglują w kierunku bezsensownych lewicowych idei. To z kolei przekłada się na podobne działania „czynników społecznych” czyli np. Rad Osiedli. Dobrym tego przykładem jest warszawski Ursynów.

Historia pewnej lewicowej utopii

Koncepcja tzw. miasta piętnastominutowego (15-Minute City concept) została stworzona m.in. przez lewicowego urbanistę Carlosa Moreno w 2002 roku i rozkwitła podczas pandemii SARS-COV2, skwapliwie podchwycona przez panią mer Paryża. Koncepcja ta zakłada w ramach inżynierii społecznej równomierne zasiedlanie nowotworzonych przestrzeni miejskich przez przedstawicieli mniejszości seksualnych, muzułmanów, emigrantów oraz cudzoziemców i ich integrację przez urbanistykę (tworzenie miejsc do wspólnego, „społecznego” spędzania wolnego czasu – skąd my to znamy?). Ma to w założeniu przeciwdziałać tworzeniu się miejskich gett. Ciekawe tylko, co na to powiedzą np. muzułmanie?

Z drugiej jednak strony kładzie się w tej koncepcji silny nacisk na to aby ograniczać ruch samochodowy (zwężanie ulic, ograniczanie miejsc parkingowych) na rzecz pieszych oraz hulajnóg i rowerów (budowa ścieżek rowerowych kosztem dróg). W założeniu mieszkaniec takiego habitatu ma wszędzie dotrzeć, do każdego celu typu różnorakie sklepy i miejsca użyteczności publicznej typu kino, teatr, muzeum, w ciągu 15. minut, pieszo lub na hulajnodze. Koncepcja ta walczyła ostro o rząd dusz z koncepcją – uwaga, uwaga – miasta 20. minutowego (sic!) i zwyciężyła. Już widzę oczami wyobraźni starszych ludzi, emerytów, pomykających chyżo na hulajnogach do teatru!

Pod lewicową utopijną ideę miasta 15. minutowego podczepił się prędko R. Trzaskowski wraz ze swoimi ludźmi z Ratusza

W sensie politycznym jest to bardzo zabawne. Jakim sposobem, ktoś kto deklaruje, że jest liberałem dał się wpuścić w lewacki kanał ideologiczny? Myślę, że przyczyn tego stanu rzeczy może być kilka. Jedną z nich mogła być narcystyczna chęć włodarza Warszawy bycia europejskim prymusem, znalezienia się w „awangardzie europejskich przemian”. Drugą – jego socjotechnika sprawowania władzy, owe bratanie się z warszawskimi lewackimi aktywistami, środowiskami mniejszości seksualnych, „wykluczonych” itp. To jego trybut na ich rzecz. Konieczny, aby sprawować władzę, by na niego głosowano.

Pan R. Trzaskowski nie jest intelektualistą, co wielokrotnie był udowodnił m. in. podczas swoich publicznych wystąpień. Nie wygląda na człowieka żywo zainteresowanego problemami architektury i urbanistyki. Nie można go więc podejrzewać o nadmierne czytanie książek, zwłaszcza z wymienionych dziedzin, czy artykułów w czasopismach poświęconych tymże zagadnieniom architektury i urbanistyki. To może być kolejna przyczyna ostrego skrętu w lewo w dziedzinie organizacji warszawskiej przestrzeni miejskiej i komunikacji ekipy PO oraz jej akolitów w radzie miejskiej, magistracie i w poszczególnych urzędach dzielnic. Być może w przekonaniu tych ludzi owe chore idee urbanistyczne mają neutralny ideologicznie i nowoczesny charakter? W takim przypadku występują oni w roli lewicowych pożytecznych idiotów. Ale, kto by się tym przejmował. A jak to miło być nowoczesnym! Jak to poprawia humor i samoocenę! I zagranica nas pochwali. A tak to przecież lubimy (ciepłe europejskie posady już na nas czekają)! I jakie to proste jednocześnie! Nie trzeba mozolnie analizować przestrzeni miejskiej oraz komunikacji. Nie trzeba się natężać, wysilać, zmuszać swoje szare komórki do pracy. Przecież wszystko jest wiadome. Podłączamy się pod europejską awangardę. Będzie europejsko, nowocześnie i eko. Dobrze, dzisiaj likwidujemy miejsca parkingowe na ulicy xyz, instalujemy słupki w kwartale mno, zwężamy ulice bebacką i cebacką oraz stawiamy gazony w kwadracie abcd. „Zielone płuca” Warszawy, nareszcie. Bezwysiłkowe, bezstresowe, łatwe urzędowanie. Teraz tylko wystarczy spokojnie w urzędzie czekać na comiesięczne grube przelewy bankowe na nasze konto. A w międzyczasie można polecieć służbowo samolotem (ślad weglowy? oj tam, oj tam!) tu i ówdzie. Żyć nie umierać!

Sądząc po sytuacji, zmianach i projektach zagospodarowania przestrzennego takie właśnie myślenie prezentują urzędnicy Urzędu Dzielnicy Ursynów, z burmistrzem Robertem Kempą oraz jego czterema (sic!) zastępcami na czele.

Wystarczy przytoczyć takie „inwestycje” jak zwężenie ul. Cynamonowej na rzecz dwóch (sic!) niebezpiecznych w użytkowaniu ścieżek rowerowych, niszczenie tkanki miejskiej na placu przed kościołem pw. Św. Rodziny przy ul. Wiolinowej, wbrew wyraźnemu, a nawet gwałtownemu sprzeciwowi mieszkańców triumfalistyczne plany zmiany krajobrazu Parku Wynalazców, czyli tzw. Psiej Górki itp. Przykłady można byłoby mnożyć.

Niestety na tak bezmyślnym i łatwym sposobie zarządzania dzielnicą wzorują się także ciała społeczne, które miały być ex definitione głosem np. wszystkich członków danej spółdzielni mieszkaniowej, a nim nie są

Interesującym zagadnieniem jest dlaczego tak się dzieje?

Tu też przyczyn może być kilka. Jedną z nich jest to, że duża część osób działających w takich ciałach społecznych pro publico bono, przepraszam, ale trzeba to powiedzieć, nie należy do intelektualnej elity. Nie patrzą na problemy swojego otoczenia holistycznie, a jedynie wyrywkowo. Skupiają się na rzeczach drobnych, które nie maja wielkiego znaczenia w poprawie jakości życia w danej przestrzeni miejskiej. Trudno też wymagać od krawcowej, pielęgniarki i elektryka, z całym szacunkiem dla tych zawodów i ludzi w nich pracujących, aby właściwie patrzyli na sprawy architektury i urbanistyki. Dużo łatwiej jest zatroszczyć się o kawałek terenu, na którym jest trawa, a której to trawy nie powinno tam być (bo np. zgodnie z planami architektonicznymi w tym miejscu powinien być szeroki chodnik lub fragment drogi dla ruchu kołowego) i składać wniosek, zgodnie z tendencjami eko, o ogrodzenie palikami tego poletka, niż domagać się poszerzenia ciągów komunikacyjnych. Dużo prościej jest występować z wnioskami o ograniczenia, o wbijanie palików niepozwalających na przejazd lub parkowanie samochodów, niż myśleć nad tym skąd wziąć pieniądze na poszerzenie drogi, położenie chodnika, czy wybudowania parkingu.

Przykro to powiedzieć, ale w takim środowisku „jednooki jest królem”. I statystycznie rzec biorąc zawsze w takiej społeczności znajdzie się jakiś jeden lub kilku miłośników lewackich utopijnych teorii. Wtedy przy pomocy różnych socjotechnik bardzo łatwo mogą sobie oni owinąć dookoła palca społeczników tam działających, którzy w takich przypadkach występują w roli pożytecznych idiotów.

Oddzielną sprawą jest, przy braku jasnych mechanizmów odwołujących przedstawicieli, oderwanie owych pierwotnych społeczników od swego elektoratu, stopniowe coraz większe smakowanie władzy i nieuniknione w tej sytuacji bąbelki w głowie. To prosta droga do myślenia „osiedle to my” lub w niektórych skrajnych przypadkach „osiedle to ja”.

Dobrym przykładem dużych problemów parkingowo-komunikacyjnych oraz proponowanych niewłaściwych rozwiązań jest Osiedle nr 4 SM „Na Skraju” i Rada Osiedla tej społeczności. Wspomniane Osiedle mieści się między ulicami Indiry Gandhi, Cynamonową, Filipiny Płaskowickiej i Jana Rosoła.

SYTUACJA PARKINGOWO-KOMUNIKACYJNA OSIEDLA NR 4

Obecnie sytuacja parkingowo-komunikacyjna na Osiedlu 4. SM „Na Skraju” jest niezwykle trudna, co bardzo obniża wszystkim mieszkańcom tegoż Osiedla jakość życia. Ludzie parkują swe samochody kilka centymetrów od kamieni, czy słupków, narażając je na zniszczenie. Wieczorem praktycznie nie ma jakichkolwiek miejsc, gdzie można byłoby zaparkować samochód. Piesi z kolei czują się bardzo niepewnie z uwagi na prawie ocierające się o nich samochody w ruchu. Jest też problem z samochodami dostawczymi.

W związku z powyższą sytuacją od dłuższego czasu kiełkował pomysł ogrodzenia Osiedla nr 4 ośmioma szlabanami. Miałoby to w założeniu pomysłodawców zwiększyć dostępność miejsc parkingowych i znacznie ograniczyć ruch kołowy wewnątrz Osiedla. Pomysł od razu budził wątpliwości, czy jego realizacja przyniesie pożądany skutek? Z postawieniem szlabanów wiąże się też cały szereg niedogodności (np. utrudniony dostęp taksówek, kurierów, koszty konserwacji szlabanów itp.). W tej sytuacji Rada Osiedla nr 4, mając m. in. na uwadze przekształcenia własnościowe (podział na własności jednobudynkowe) postanowiła rozstrzygnąć problem zwracając się do członków SM przy pomocy ankiety. Większość osób biorących w niej udział wypowiedziała się PRZECIWKO INSTALACJI SZLABANÓW na Osiedlu nr 4.

Wydawałoby się, że sprawa jest więc oczywista i szlabany na Osiedlu 4. nie będą instalowane, zgodnie z wolą większości członków SM biorących udział w ankiecie. Zaś wysiłki Rady Osiedla dotyczące poprawy obecnej sytuacji parkingowo-komunikacyjnej będą zmierzały w kierunku innych rozwiązań – stopniowego powiększania liczby miejsc parkingowych i działań zmierzających do pozyskania funduszy na poszerzanie istniejących ciągów komunikacyjnych, w tym odizolowanie ruchu kołowego od ruchu pieszych np. przez budowanie wzdłuż wspomnianych ciągów chodników z prawdziwego zdarzenia.

Niestety, tak się nie stało. Bowiem zaraz po ogłoszeniu wyników ankiety rozpoczęły się w Radzie Osiedla nr 4 próby jej podważenia.

Dociera towarzyszu Strzałkowski?

Jeżeli ktoś nie chce poruszać się dalej niż 15 minut pieszo, voila! Może to robić już dziś! Nie ma nakazu bywania dalej, ani posiadania potrzeb bywania dalej. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby po prostu nie chodził dalej. Niech pracuje, kupuje i mieszka w swoim 15 minutowym promieniu.

Inni natomiast będą jeździć samochodem, bywać dalej, ponieważ nie chcą mieszkać w gettcie. Nie każdemu pasuje sklep w okolicy, praca w okolicy, szkoła w okolicy, ani nawet okoliczni sąsiedzi – zwłaszcza Ci namolni którzy próbują zakazać jeżdżenia poza osiedle..dociera towarzyszu Strzałkowski?

 

Niewłaściwe postawy „Cancel Culture”

Nie zważając na wyniki ankiety większość członków Rady Osiedla nr 4 próbuje cały czas forsować instalację szlabanów. Nie tak dawno jedna z członkiń tejże Rady Osiedla napisała w swym e-mailu do pozostałych członków Rady symptomatyczne zdanie: „Przypominam, że różnica głosów była kosmetyczna, a frekwencja marna…

Trudno się zgodzić z takim twierdzeniem. Warto przypomnieć, że na Osiedlu nr 4 mieszka ok. 1500. członków Spółdzielni. Ankieta była niestety tak skonstruowana, że wykluczała członków współwłaścicieli (np. współmałżonków) i mogło w niej wziąć udział jedynie 50% członków Spółdzielni (niedemokratyczna zasada – jedna ankieta – jedno mieszkanie). Daje to liczbę ok. 750 głosujących. W głosowaniu brało udział 412. członków Spółdzielni. Jest to frekwencja na poziomie 54,93 %! Jak wiadomo w demokracji to bardzo dobry wynik.

Za stawianiem szlabanów opowiedziało się 200 osób, a za ich niestawianiem 212 osób. Różnica wyniosła więc 12 osób. Zakładając, że współmałżonkowie lub inni współczłonkowie Spółdzielni wypowiedzieliby się tak samo daje to już 24 osoby. Niezależnie jednak od tego, to nawet gdyby przeważył na „nie” tylko jeden głos, to ten głos należy uszanować. Mówienie o „kosmetycznej różnicy głosów” świadczy albo o kompletnym niezrozumieniu zasad demokracji, albo o braku szacunku dla innych, albo o ideologicznym zaślepieniu. Demokracja tak nie działa, że głosowanie było ważne i istotne, gdy wygrywa opcja, za którą my się opowiadamy, a jest nieważne i wyniki nieistotne, gdy wygrywa opcja przeciwna (skąd my to znamy?).

Pragnę zauważyć, że w Radzie Domu i Radzie Osiedla nie można na siłę forsować własnych poglądów, a słuchać opinii członków Spółdzielni, których się REPREZENTUJE. Nie reprezentuje się w Radzie Osiedla siebie, tylko Ich. Rady Osiedli pomyślane są bowiem jako sejmiki przedstawicieli wszystkich członków Spółdzielni z danego regionu (osiedla).

Trudno oprzeć się wrażeniu podczas ciągle powracającej w Radzie Osiedla nr 4, bezprzedmiotowej w świetle wyników ankiety, dyskusji o szlabanach, że silnie wybrzmiewają w niej postawy tak teraz propagowanej i będącej w ostrym natarciu kolejnej lewackiej ideologii „cancel culture”, czyli ostracystycznej kultury unieważniania. Warto przypomnieć, że właśnie na tej zasadzie „cancel culture” kilku profesorów w USA straciło pracę na uczelniach (system uniwersytecki kontraktowy).

 Jest to bardzo niebezpieczna tendencja, zwłaszcza jeśli szerzy się ona w takich ciałach społecznych jak Rada Osiedla. Pamiętajmy, że Rady Osiedli to coś w rodzaju sejmików PRZEDSTAWICIELI wszystkich członków SM poszczególnych Osiedli.

Odnosząc się do ostatnich dyskusji dotyczących problemu miejsc parkingowych i problemów komunikacyjnych (ruchu pieszych i ruchu kołowego) Osiedla nr 4 SM ”Na Skraju” oraz ciągle podnoszonej przez Radę tegoż Osiedla sprawy ewentualnych szlabanów, a także do inicjatywy tworzenia nagonki na kierowców, którzy nieprawidłowo parkują (m. in. na trawnikach) należy na problem spojrzeć z architektonicznego, urbanistycznego punktu widzenia.

Rys historyczny

Należy też odnieść się do historii i okoliczności powstawania rzeczonego Osiedla, bo one determinują jego teraźniejszość i przyszłość.

Przy tej okazji trzeba sięgnąć do prac, artykułów i opracowań omawiających procesy projektowania Ursynowa, a potem realizację owych projektów – budowy nowej dzielnicy Warszawy. Mam tu na uwadze takie publikacje omawiające te problemy jak:

– T. Barucki, Architektura polska, Warszawa, 1985,

– P. T. Schaffer, Diariusz lat 1976-80, Warszawa, 1981,

– B. a., Zespół osiedli Ursynów w Warszawie, „Architektura”, R. XXIX, 1975, nr 1-2, s. 22-71,

– L. Chmielewski, Przewodnik warszawski, Warszawa 1987,

– J. Nowicki, Pasmo Ursynów-Natolin, „Kronika Warszawy”, R. 6., 1975, nr 4/24, s. 5-23

Warto też sięgnąć do lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej – książki Mariusza Prządka „Sekrety Ursynowa” (Dom Wydawniczy Księży Młyn, Łódź 2021, wydanie pierwsze).

Proces projektowania zabudowy Ursynowa rozpoczął się już w pierwszej połowie lat 70. Pierwszych siedem budynków przekazano do użytku w stanie surowym 7 lipca 1976 r. W roku 1979 pierwsi lokatorzy zamieszkali na Ursynowie Południowym (dwa osiedla: „Imielin” i „Na Skraju”), a dwa lata później na Natolinie (trzy osiedla: „Wyżyny”, Wolica” i „Moczydło”). Oprócz wspomnianych, do Natolina należą także oczywiście Kabaty. Na zachód od Natolina rozciągają się tereny, gdzie miał powstać WOWR (Wielofunkcyjny Ośrodek Wypoczynkowo-Rozrywkowy) dla całego Ursynowa.

Ursynów projektowany był przez kilku architektów (L. Borkowski, M. Budzyński, A. Fabierkiewicz, J. Nowicki) wraz z zespołami. Omawianą w niniejszym artykule część Ursynowa projektował A. Fabierkiewicz z zespołem, który to architekt zaprojektował również później kościół p. w. Św. Tomasza przy ul. Dereniowej 12. Z racji opóźnionego przenikania wówczas do Polski nurtów architektonicznych (postmodernizm opóźniony o 10 lat) Ursynów ma w założeniach przestrzennych cechy architektury postmodernistycznej – miasta ogrodu, która to tradycja miasta ogrodu ma długą historię (można tu np. wspomnieć bardzo znany barceloński Park Güell zaprojektowany przez Antonio Gaudiego). Warto dodać, iż idea miasta ogrodu nigdzie się nie sprawdziła w praktyce!

 



 

Tak więc założenia przestrzenne były postmodernistyczne (miasto konstruowane jakby na zasadzie wywiniętej rękawiczki – np. witryny sklepów skierowane do wewnątrz przestrzeni mieszkalnej, zaś rampy towarowe sklepów od strony głównych ulic). Natomiast realizacja budowy mieszkań, z racji technologii wielkiej płyty – modernistyczna. Projektowano i wizualizowano jednak bardzo bogatą sieć obiektów handlowych i usługowych (sklepów, pralni, przedszkoli, przychodni, szkół itp.). Jednak w trakcie budowy z pierwotnego projektu z uwagi na niedostateczne środki finansowe musiano usunąć większość obiektów handlowych. Wiele zaplanowanych wtedy szkół nie powstało do dziś, a te, którym udało się na mapie Ursynowa pojawić, zbudowano z wieloletnim opóźnieniem. Metro, mające być nieodłącznym elementem całego projektu, uruchomiono dopiero w 1995 roku.

Dodam, że oczywiście identycznie rzecz miała się z drogami wewnątrzosiedlowymi, czyli w ówczesnej nomenklaturze „ciągami pieszo-jezdnymi”, w których, należy to podkreślić, stosowano zasadę ŚCISŁEJ SEGREGACJI RUCHU KOŁOWEGO I PIESZEGO (szerokie ulice wraz z chodnikami), oraz z bogatą infrastrukturą parkingową (liczne parkingi, w tym wielopoziomowe, a nawet parking podziemny).

Jeśli chodzi omawianą w niniejszym artykule część Ursynowa, to oprócz parkingu wielopoziomowego, między domami zaprojektowano szereg mniejszych parkingów jednopoziomowych, tak jak np. między domami Szolc-Rogozińskiego 12 i 14. Również naprzeciwko domów Szolc-Rogozińskiego 7 i 9 (w tzw. zatoczce, gdzie obecnie stoi tylko śmietnik) od strony ul. Cynamonowej zaprojektowano duży plac parkingowy. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w tym czasie motoryzacja w Polsce była nieporównywalnie mniej rozwinięta, a widywało się na ulicach głównie Maluchy, duże Fiaty 125 p. i od 1978 roku Polonezy.

Gdy brakuje pewnych dóbr (miejsca parkingowe), gdy są problemy z ciągami komunikacyjnymi (niemalże ocierające się o pieszych samochody na asfaltowych ścieżkach wykluczających wyminięcie się dwóch pojazdów), gdy należy zapewnić taki ruch samochodów i pieszych, aby był on bezpieczny i wygodny i by np. zapewniał nam dostawy towarów do sieci sklepów, które chcemy mieć na danym Osiedlu, to należy podjąć działania zmierzające do powiększenia, do przyrostu tych dóbr. Tylko tak można polepszyć jakość życia mieszkańców naszego Osiedla. Innego wyjścia nie ma.

I można to zrobić. Dobrym przykładem takich działań jest „enerdowski Ursynów”, czyli dzielnica Marzahn we wschodniej części Berlina, miasta tak bardzo zideologizowanego, co i rusz szarpanego różnymi lewicowymi utopiami. A jednak pomimo tego tam się udało. Czy jesteśmy gorsi od Niemców?

Gdy w drugiej połowie lat 80. nocowałam w mieszkaniu mojej niemieckiej znajomej w dzielnicy Marzahn, to widok jaki za każdym razem widziałam przez okno po przebudzeniu się powodował u mnie swoiste déjà vu. Wszystko do złudzenia przypominało Ursynów. Łącznie z wąskimi, wijącymi się między domami, asfaltowymi ścieżkami i samochodami parkującymi gdzie popadnie, na wcisk. Jednak od tamtej pory wschodnio – berliński Marzahn bardzo się zmienił. Pozyskano środki finansowe, nie wiem, czy z UE, czy z niemieckiego budżetu centralnego, landowego (samorządowego), czy z budżetu miasta Berlin i środki te zainwestowano w strukturę dzielnicy. Teraz to zupełnie inna przestrzeń, w której można przyjemnie mieszkać, jadąc spokojnie, bezpiecznie, wewnątrzosiedlową ulicą bez ocierania się o idącą matkę z wózkiem, prawie bez trosk o miejsce parkingowe.

Żeby się przekonać jak zmienił się, jak obecnie wygląda „enerdowski Ursynów”, wystarczy w Google Maps wpisać „Berlin, Marzahn”

Dla lepszego unaocznienia obecnego wyglądu tej berlińskiej dzielnicy można na mapę nałożyć zdjęcia satelitarne (wybieramy opcję „Satelita”).

Warto nadmienić, że w przeciwieństwie do planowanego i nie zrealizowanego na terenach na zachód od Natolina i Osiedla Moczydło ursynowskiego Wielofunkcyjnego Ośrodka Wypoczynkowo-Rozrywkowego (WOWR-u) we wschodniej części Marzahnu zrealizowano ośrodek wypoczynkowy dla mieszkańców tej dzielnicy – Ogród Świata (Garten der Welt). Znajdują się tam m. in. użytkowe pawilony budowane w różnych historycznych stylach z różnych krajów, np. buddyjska pagoda, czy starożytny grecko-rzymski amfiteatr, w którym odbywają się latem spektakle pod gołym niebem.

Można mieć lepsze warunki życia nawet w blokowisku? Można!

Trzeba tylko zgodnie rzeczywiście działać na rzecz polepszenia tychże warunków. Wszak Ursynów to sztandarowa inwestycja mieszkaniowa PRL-u, więc nie można nas zostawiać z tym całym komunikacyjno-parkingowym pasztetem samych. Trzeba szukać pieniędzy na zmianę infrastruktury. Może trzeba szukać środków w centralnym budżecie Państwa, może w budżecie stolicy, a może w budżecie dzielnicy? Należy opłacić stworzenie planów urbanistycznych i potem krok po kroku, krok po kroku, starać się je realizować. To naprawdę jedyna droga do polepszenia naszych warunków życia. Jeśli nic się nie będzie robiło w tej materii, to będzie coraz gorzej.


Berlin, Osiedle Marzahn, fot. Google Maps


Żadne grodzenie szlabanami takiej przestrzeni jak Osiedle nr 4 SM „Na Skraju” nic nie pomoże. Jeśli na przykład jest mało miejsc parkingowych i ograniczymy dostęp samochodów do Osiedla, to czy sytuacja się polepszy? Nie. Proszę wieczorem przejść się po wspomnianym ursynowskim Osiedlu nr 4 SM „Na Skraju”. Można przypuszczać, że dziewięćdziesiąt pięć procent osób parkujących o tej porze (na noc) samochody na tym terenie to mieszkańcy tegoż Osiedla. Raczej trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś rano, jadąc do pracy szedł kilometry do swojego samochodu. A miejsc już nie ma. Samochodów zaś, niezależnie od bieżącej sytuacji gospodarczej i różnych krótkookresowych wahnięć, w dłużej perspektywie będzie przybywało. To naturalne prawo technicznego rozwoju cywilizacji i żadne bezsensowne dyrektywy UE tego nie powstrzymają. Idąc tropem „myślenia szlabanowego” za moment okaże się, że wśród tych, którzy będą mieli prawo wjechać samochodem na teren Osiedla znowu trzeba będzie zrobić selekcję (zasada jeden samochód na jedno mieszkanie??), komu pozwolić na wjazd, a komu nie? Powstanie klasa równych i równiejszych. A potem kolejne ograniczenia, kolejna selekcja. Przecież ci z nas, którzy trochę dłużej żyli na tym świecie, pamiętają jak to było z dostępem do ograniczonych dóbr w PRL-u. Historia nas nauczyła, że takie koncesjonowanie, ograniczanie, do niczego dobrego nie prowadzi.

Nie dajmy się manipulować ludziom wyznającym lewicowe idee, zwolennikom różnych teorii inżynierii społecznych. Czas występować w obronie zdrowego rozsądku.

StaBoz, Portal Warszawski

 

 

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły