[TYLKO U NAS] SPPN wprowadzane jest nielegalnie! Doszło do kolejnej KRADZIEŻY tożsamości!
AFERA PODPISOWA z udziałem członków obecnego zarządu rady osiedla Saska Kepa ze „stowarzyszenia od sfałszowanej petycji” czyli Miasto Jest Nasze, to nie jedyna zaplanowana HOHSZTAPLERKA dla przeforsowania SPPN na Saskiej Kępie. Aktywiści w ramach zabiegów o SPPN uciekli się też do pełnej KRADZIEŻY TOŻSAMOŚCI! Kim był tajemniczy „Dee Em”? – czytamy na stronie Nie dla SPPN na Saskiej Kępie.
Po ponad roku jesteśmy znacznie bliżej ujawnienia tożsamości tej osoby
Brzmi to jak scenariusz filmowy albo kiepski żart, ale niestety jest to ponura prawda… W dniu 23.11.2021 r., w trakcie spotkania konsultacyjnego on-line dla podobszaru 1 („stara” Saska Kępa), już po przejściu z prezentacji oraz czatu Youtube-owego na komunikator Zoom doszło do sytuacji, w której ktoś podszył się on pod Radną Dzielnicy, p. Ewę Szydłowską, by chamsko i przestępczo ją dyskredytować. Pani Radna – zgłoszona zawczasu mailowo do udziału – próbowała kilka razy dołączyć do spotkania na Zoomie, jednak za każdym razem była odrzucana podczas logowania, więc w końcu zrezygnowała. Nie mogła więc zareagować od razu na zaistniałą tego wieczoru sytuację…
Następnego dnia przeżyła szok, dowiadując się z forów internetowych o tym, jakoby jednak „brała udział” w tym spotkaniu, wypowiadając się za np. ograniczaniem parkowania, a także obrażając innych mieszkańców-dyskutantów. Fama zdążyła się szybko rozejść, a na sprostowania i wyjaśnianie tej sprawy zszedł co najmniej cały dzień. Jaki był mechanizm kradzieży tożsamości? Otóż jeden z zarejestrowanych uczestników spotkania na Zoomie już po zalogowaniu się musiał w pewnym momencie zmienić sobie opis tak, że dla pozostałych osób był widoczny jako „Ewa Szydłowska – Radna dzielnicy Praga Południe”. Osobnik ten próbował w swoich wpisach wypaczyć, nadszarpnąć wizerunek p. Radnej, znanej od kilku kadencji jako zaangażowanej w sprawy mieszkańców, przy okazji zdecydowanej przeciwniczki SPPN – przedstawić ją jako oszołomkę, osobę nie znającą Saskiej Kępy, działającą na rzecz wyeliminowania samochodów, stawiania słupków, prowadzenia wszędzie i bez względu na koszty dróg rowerowych – czyli rzeczy, których ona normalnie nie firmuje.
Powiadomieni o tym zostali niezwłocznie zarówno Policja, sam ZDM, jak i p. Burmistrz Dzielnicy. Polskie prawo kwalifikuje tego typu czyny poważnie – jako przestępstwo z art. 190a. §2 Kodeksu karnego: „Tej samej karze (tj. karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8) podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek, inne jej dane osobowe lub inne dane, za pomocą których jest ona publicznie identyfikowana, w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.”
Nastąpiła tu ewidentnie kradzież tożsamości oraz naruszenie dobrego imienia i wizerunku Radnej
Przy okazji cała sytuacja podważyła – zresztą jako jeden z entych tego powodów – wiarygodność „konsultacji”. Bo nie dość, że każdy mógł pod dowolnym aliasem i z dowolnej liczby kont pisać komentarze na czacie Youtube, to – jak się okazało – także dowolnie zmieniać sobie opis/ tożsamość na spotkaniu na Zoom-ie, na które teoretycznie należało się i zapisać, i zostać autoryzowanym do uczestnictwa. Co więcej, przestępca – być może zachęcony tym, że nie został zdemaskowany bezpośrednio za pierwszym razem – podjął próbę jeszcze raz, kilka dni później, na spotkaniu on-line dla podobszaru 2 (Saska – Waszyngtona – Międzynarodowa – Trasa Ł). Pojawił się na widoku dobrych kilkanaście minut po rozpoczęciu spotkania na Zoom-ie, jednak tym razem zostało to błyskawicznie wykryte i zgłoszone do moderatorki, po czym w niejasnych okolicznościach podszywacz zniknął jak kamień w wodę.
Jak potoczyła się dalej ta sprawa?
ZDM nie był wylewny, aby przepraszać p. Radną za zaistniałą sytuację – ograniczył się do informacji, że komentarze wpisywane przez oszusta nie będą brane pod uwagę, że zostaną unieważnione. Jak stwierdził też jego dyrektor Puchalski „Podszycie się pod Radną, choć stanowi czyn karalny, NIE JEST przesłanką unieważnienia całego procesu konsultacji społecznych”. Informatycy ZDM-u nie dostarczyli Policji wystarczających danych, by zidentyfikować sprawcę, więc przyszła decyzja o umorzeniu. Ale czy rzeczywiście ustalenie sprawcy było aż takie trudne? Naszym zdaniem nie powinno… Otóż opis na Zoomie to nie jedyny „identyfikator” – przy każdym uczestniku spotkania czy wymiany komentarzy, widoczne są także inicjały: pierwsze litery z jego imienia, nazwiska, pseudo itd. Jak widać na załączonych screenach ze spotkania nr 2 (słaba jakość, ale to zdjęcia ekranu robione na szybko komórką), podszywacz nie był aż tak „sprytny” i zmienił sobie opis, ale inicjały pozostały… Zamiast czegoś w stylu „ES”, miał oznaczenie literowe „DE”. Co więcej, osoba ta zostawiła ślad także w zapisie czatów na Youtube… gdzie pojawiała się jako „Dee Em”. A do tego jeszcze przy pierwszym swoim występie wprost napisała o sobie „radny dzielnicy”… – może nie z głupoty, ale całkowicie celowo i z poczuciem bezkarności?
Pytamy więc!:
Czy naprawdę tak trudno było skojarzyć te fakty „panom informatykom śledczym” z ZDM-u? Sprawdzić adresy e-mail osób, które zarejestrowały się do udziału w Zoomie, porównać ich konta skojarzone z Youtube, adresy IP i ścieżki łączenia? A co, jeśli to nadal jest możliwe? Do kogo w ten sposób dotrzemy? Pani Radna Ewa Szydłowska odchorowała stres związany z kradzieżą tożsamości, a także całym pasmem wściekłych, chamskich ataków na nią ze strony aktywistów praktycznie przez cały okres konsultacji SPPN oraz później, po ich zakończeniu. Był to jeden z „pra-powodów” jej decyzji o rezygnacji z zasiadania w samorządzie mieszkańców Saskiej Kępy:
Sprawa tej rezygnacji będzie rozpatrywana dziś, tj. we wtorek 7 marca, na sesji Rady dzielnicy (start o godz. 15.30, będzie to pkt. 8 porządku dziennego). Dowiedzieliśmy się, że aktywiści nawet w tym dniu nie zamierzają dać p. Radnej spokoju – planują stawić się na Radzie dzielnicy prawdopodobnie nie jako „publiczność”, ale po to, aby po raz kolejny wylewać pomyje.
NIE dla SPPN! NIE dla sztuczek o charakterze przestępczym, NIE dla ordynarnego lobbingu w wykonaniu hałaśliwej grupki cynicznych hejterów! TAK dla Radnych, którzy są z nami mieszkańcami!
Komentarz
Na naszych łamach piszemy od lat, że Miasto Jest Nasze oraz tak zwane ruchy miejskie mają charakter przestępczy. Sam tryb postępowania wobec spraw społecznych wskazuje na ograniczone moralne i etyczne zasoby ludzi zrzeszonych w tych wszystkich organizacjach, które stosują mechanizmy rodem z czasów stalinowskich. Tak samo było na Żoliborzu, kiedy prowadząca tak zwane konsultacje (oczywiście z MJN) zakrzykiwała mieszkańców, którzy mieli zgoła odmienne zdanie na temat haraczu narzucanego przez ratusz i Puchalskiego. Wtedy też doszło do skandalicznej wypowiedzi dyrektora Zarządu Dróg Miejskich, który w towarzystwie patodziennikarza i naczelnego Gazety Żoliborskiej (niejakiego Durlika), powiedział do mieszkańców Warszawy – NIECH PŁACĄ!
Na Ochocie mieszkańcy też zostali oszukani przez samego Lejka, naczelnika ZDMu, który jawnie złamał umowę społeczną, i wprowadził zmiany nieakceptowalne przez ochocian.
Afera podsłuchowa na Saskiej Kępie na czele z Miasto Jest Nasze dowodzi, że mieszkańcy Warszawy są w kleszczach mafii, układu niszczącego nasze miasto. Ale może stać się również powodem do wielkich zmian, które doprowadzą do eliminacji z życia publicznego wszystkich oszustów, mącicieli, kłamców, hejterów podszywających się pod innych, niszczących innym życie, włącznie z urzędnikami i takimi jak Puchalski, który doprowadził do aberacji urząd miejski.
Afera podsłuchowa nie stawia, lecz dowodzi, że wprowadzenie haraczu jakim jest sppn w Warszawie, odbywa się nielegalnie. Ten sam mechanizm, może w mniejszej skali – dłubania przy głosowaniach, jest wszędzie taki sam. A twarzą tego jest Ludwika Ignatowicz, szefowa tzw. konsultacji, która już dawno powinna mieć postawione zarzuty prokuratorskie. Warto też przypatrzeć się dziennikarzom mocno zaangażowanym w ten proceder, z wiadomego tytułu, czy nie mają z tego powodu jakichś dodatkowych korzyści…
To już czas aby weszły odpowiednie służby, ale wcześnie uznać nieważność wszelkich „konsultacji” i stwierdzić, że sppn – haracz nałożony na zmotoryzowanych mieszkańców Warszawy – za nieważny. Powodów i dowodów jest nadto.