Redakcja Onetu posiłkuje się „mądrościami” Łukasza Zboralskiego, rzekomego eksperta do spraw bezpieczeństwa. Pomimo regularnego demaskowania jego bardzo niebezpiecznych bredni, sam Zboralski nie ustaje. Tym razem dokonał obrzydliwej zemsty na inżynierze Piotrze Krzemieniu. To bardzo głęboko niemoralny i niebezpieczny precedens, że wydawałoby się poważna redakcja, promuje jego osobliwe, i kłamliwe teorie…
Co można przeczytać?
Obrońcy Krystiana O., który zabił pieszego na pasach w stolicy, próbowali udowodnić, że ofiara sama była trochę winna temu, że zginęła. Posługują się opinią sporządzoną przez biegłego sądowego Piotra Krzemienia. Próbowali ją przedkładać także teraz, przed sądem rozpatrującym apelację. Portal brd24.pl dotarł do treści tego opracowania. To wstrząsający dokument. Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpoczął niedawno rozpatrywanie apelacji w sprawie Krystiana O., który w 2019 r. pędząc przerabianym BMW, zabił na przejściu dla pieszych ojca przechodzącej tamtędy rodziny. Obrońcy skazanego na blisko osiem lat więzienia kierowcy utrzymywali, że ofiara wypadku sama była trochę winna temu, że została przejechana na pasach. Sąd Apelacyjny w Warszawie nie dopuścił jednak prywatnej opinii biegłego, którą zamówiła rodzina Krystiana O. Nie zgodził się też na przesłuchanie autora tej opinii jako świadka. Wcześniej tę opinię odrzucił też Sąd Okręgowy w Warszawie. To „Opinia nr PZ 2021/03/04” sporządzona 28 lipca 2021 r. przez Biuro Badania Wypadków Drogowych dr. inż. Piotra Krzemienia z Koszalina. To były pracownik Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie.
Krzemień przekonuje w swojej opinii, że Pierzchała „do obliczeń prędkości przyjął jednak nieprawidłowo współczynnik tarcia wynikający z prób drogowych, co zawyżyło prędkość początkową pojazdu (…)”. Wytyka, że biegły nie uwzględnił m.in. przyczepności ślizgowej przy dużych prędkościach hamowania i destrukcji termicznej opon. Zaraz jednak sam dodaje, że sam nie ma podstaw, by obliczyć to inaczej: „trudno określić jej stopień, ale wiadomo, że przyczepność na pewno spada (w literaturze są wykresy tych spadków, ale destrukcji nie opisano dokładnie)”. Piotr Krzemień nie pokazuje więc w swej kontropinii poprawnych wyliczeń uwzględniających rzekome braki, które wytyka biegłemu sądowemu. Uznaje, że najlepszym rozwiązaniem jest… obliczenie prędkości BMW na podstawie zapisów z kamer. Choć poprzedni biegły wskazał przed sądem, że nagrania z monitoringów są fragmentaryczne (głównie zarejestrowały moment wypadku) i mogą pozwolić na obliczenie jedynie średniej prędkości na określonym odcinku po rozpoczęciu hamowania.
Piotr Krzemień w konkluzji zrzuca jednak część winy ze sprawcy na jego ofiarę. „(…) w chwili zbliżania się do lewego pasa ruchu niewątpliwie pokrzywdzony miał możliwość zawczasu rozpoznania dużej prędkości samochodu, a jeśli nie miał wady słuchu, to należy przyjąć, za zeznaniami świadków, że dodatkowo mógł usłyszeć zbliżający się ryk silnika i układu wydechowego. Wobec wymogu zastosowania szczególnej ostrożności podczas przekraczania przejścia dla pieszych oraz zasady dostosowania zaufania (w tej sytuacji jego ograniczenia), trzeba uznać, iż powinności tej pokrzywdzony nie spełnił. Zaniechanie wejścia na lewy pas ruchu było możliwe do zrealizowania bez nagłych ruchów i zapobiegłyby wypadkowi. Tym samym należy stwierdzić, że pokrzywdzony przyczynił się do powstania wypadku” – więcej o bredniach Zboralskiego tu: https://www.onet.pl/motoryzacja/brd24pl/jak-w-sadzie-probowano
Ignorancja Zboralskiego…
Obliczenie prędkości pojazdu z zapisu monitoringu jest jedną z najlepszych i najdokładniejszych metod, natomiast ze śladów hamowania, na których doszło do dużej termicznej destrukcji opon, budzi wątpliwości co do przyjęcia współczynnika przyczepności (może on się zmieniać w znacznym zakresie). Nieprawdą jest, że z opinii nie wynika w jaki sposób obliczono prędkość początkową pojazdu oraz tę z chwili potrącenia. Została ona obliczona profesjonalnym oprogramowaniem PC-Crash po uwzględnieniu danych z monitoringu, miejsca początku hamowania kierującego oraz zarzucania pojazdu po potrąceniu – mówi Portalowi Warszawskiemu Piotr Krzemień – Poprzedni opiniujący w ogóle nie analizował zapisu monitoringu, co należy znać za brak. Ja zajmuję się naukowo publikowaniem metod obliczania prędkości z monitoringu więc, to wykonałem zgodnie z zasadami postępowania w tego typu zdarzeniach. Natomiast co do braku zachowania szczególnej ostrożności przez pokrzywdzonego, to nie mam żadnych wątpliwości, albowiem obowiązek ten wynika z PoRD, a nie moich przekonań. Obowiązkiem każdego opiniującego jest zbadanie czy każdy z uczestników zdarzenia miał możliwość uniknięcia wypadku i to właśnie w mojej opinii zostało wykonane. Za pomocą obliczeń symulacyjnych widoku z pozycji pieszego wykazano, że od odpowiedniej chwili miał możliwość dostrzeżenia pędzącego pojazdu – myli się więc brd24, że tego nie wykazano. Poprzedni opiniujący tę kwestię niesłusznie pominął. Bada się to nie tylko w odniesieniu uczestnika, który zagrożenie wywołał, ale także w przypadku pokrzywdzonych. Opinia wskazała na przyczynę zdarzenia po stronie kierowcy i przyczynienie się pokrzywdzonego, który mimo, że miał możliwość uniknięcia potrącenia, nie zachował ostrożności podczas przekraczania pdp i wszedł bezpośrednio przed rozpędzony pojazd. Nie zastosował się więc do art. 3 i 4 PoRD. Zaś opinia biegłego upadła – w sprawie będzie opiniowała kolejna osoba. Postępowanie Ł. Zboralskiego z brd24 odbieram jako hejt na niezależnych ekspertów i nie jestem pierwszą ani zapewne ostatnią pomawianą osobą.
Co do zarzutów z wcześniejszej publikacji brd24 (https://www.brd24.pl/spoleczenstwo/wraca-sprawa-wypadku-na-ul-sokratesa-w-warszawie-sad-powola-nowego-bieglego/?fbclid=IwAR3gAvhQPazBw5mT-97YT21uCZmt_jp2t4wR61MxrHKQbqVVsWCzqL2B-xs), to mogę powiedzieć, że nie miało z mojej strony miejsce wartościowanie zeznań świadków jak podobno napisał sąd, gdyż wyłoniłem jedynie sprzeczności pomiędzy tymi zeznaniami a faktami udokumentowanymi zapisem monitoringu, co jest normalne w opiniach rekonstrukcyjnych, zaś o prawdomówności rozstrzygnie sąd – kontynuuje Piotr Krzemień. Natomiast uczciwie wykazane niepewności obliczeń dziennikarz i sąd odbierają jako sprzeczności wewnętrzne, co jest niestety błędem i bolączką wynikającą ze specyfiki rozumienia przez laików opiniowania wypadków (odbywają się nawet konferencje naukowe temu poświęcone).
Prawnicy często myślą, że im dokładniejszy wynik tym lepsza opinia, co jest nieprawdą, albowiem przeważnie jest tak, że jeśli nie ma dyskusji niepewności, które należy rozpatrywać na korzyść oskarżonego, to opinia jest słaba i opisuje wartość bardzo mało prawdopodobną (wystąpienie jednego konkretnego wyniku w dopuszczalnym zbiorze rozwiązań dąży do zera). W rekonstrukcji oraz we wnioskach nie było żadnych sprzeczności. Można dodać, że sam fakt uczestniczenia przez biegłego A. Pierzchałę w oględzinach nie czyni go świadkiem i jeśli sąd faktycznie użył takiej argumentacji, to nie miał racji (zakaz dowodowy nie występuje). Ani orzecznictwo, ani przepisy nie zabraniają biegłym którzy później będą opiniować, udziału w oględzinach miejsca wypadku. Wręcz przeciwnie, jest to atut postępowania. Decyzję sądu odbieram więc jako wytrych zastosowany pod naciskiem mediów i opinii publicznej, który świadczy o tym, że sąd faktycznie ma wątpliwości co do opinii biegłego, ale nie chce budzić negatywnych reakcji społeczeństwa.
Zresztą cały wypadek widać jak na dłoni, z 3 kamer, więc ani zeznania świadków, ani fakt wykonywania oględzin przez biegłego nie mają najmniejszego znaczenia dla ustaleń faktycznych. Film dostępny w Internecie nakręcony z autobusu to 3 zapis, z którego bardzo ciężko coś policzyć z uwagi na chwilowe przesłanianie widoczności przez inne pojazdy. Do rozwiązania była kwestia obliczeniowa, co uczyniono z powodzeniem na dwóch niezależnych odcinkach ruchu pojazdu. Kamera nr 1 obejmowała długi odcinek zbliżania się do przejścia, natomiast kamera nr 2 odcinek tuż przed nim, przejście, oraz odcinek za nim, w kierunku miejsca zatrzymania samochodu.
Wywieranie nacisku przez media poprzez hejtowanie ekspertów i biegłych tworzy bardzo niebezpieczne zjawisko zastraszania. Trudno się więc spodziewać aby powołany biegły wydawał opinię bez nacisku, skoro będzie wiedział co go spotka od Ł. Zboralskiego. Takie karygodne postępowanie mediów wyklucza niezależność biegłych – ripostuje Krzemień.
Apelujemy do redakcji Onet , aby przestała promować samozwańczego „eksperta” nie mającego żadnego pojęcia o bezpieczeństwie drogowym. Jest przede wszystkim zwykłym agresorem, i delikatnie pisząc, hejterem. My jako redakcja Portalu Warszawskiego, sami tego doświadczyliśmy!
Portal Warszawski