Na Kawęczyńskiej czas się cofnął do przaśnych lat 90. – alarmują społecznicy. Chodzi o pstrokate reklamy, którymi szczelnie zaklejono okna trzech sklepów w sąsiadujących ze sobą kamienicach. Ulica jest zabytkiem, a plan zagospodarowania zabrania zasłaniania całych witryn reklamami – tak zaczyna się artykuł w Stołecznej, który jest skutkiem donosu Krzysztofa Michalskiego z PSM Michałów i dla Pragi.
Przeszkadzają im witryny
Czytamy na łamach Stołecznej; – „wszystkie te reklamy pojawiły się w witrynach w ostatnim miesiącu. Wizualną ekspansję rozpoczęła Żabka, więc sąsiadujące z nią sklepiki postanowiły chyba w ten sposób stanąć w szranki konkurencji. Wydaje mi się, że zamiast kolorowych folii w całości zasłaniających wnętrza lepsze wrażenie zrobiłby stylizowany szyld czy wystawiane w sezonie przed lokal skrzynki z dobrej jakości warzywami i owocami. Takie dobre praktyki powinni też najemcom wskazywać urzędnicy – zwraca uwagę Krzysztof Michalski ze stowarzyszenia Porozumienie dla Pragi.
– Witryny sklepów budują wizerunek całej ulicy. Gdy są zasłonięte reklamami, zaczyna przypominać śmietnik, bo każdy może sobie zakleić witrynę czym chce, w dowolnych kolorach. Część firm traktuje swój lokal przy ważnej ulicy jako stojak reklamowy – mówi Jan Mencwel ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.
Ocenia, że w Warszawie stało się to już zjawiskiem nagminnym: – Nie jest tajemnicą, że siedziby banków w czasach bankowości elektronicznej opłaca się utrzymywać ze względu na możliwość oklejenia ich witryn reklamami. Kłania się tutaj brak uchwały krajobrazowej, której Warszawa ciągle nie ma, a dzięki niej można byłoby zmusić firmy do utrzymania estetycznych witryn i poszanowania otoczenia. W przypadku Kawęczyńskiej mamy dodatkowo obchodzenie, a nawet łamanie obowiązującego już prawa.
Układ urbanistyczny ul. Kawęczyńskiej objęty jest ochroną konserwatorską poprzez wpis do rejestru zabytków. – Uregulowane zostały m.in. kwestie eksponowania reklam i szyldów. Plan zakazuje całościowego wyklejania witryn. Niestety, część najemców nie zwraca na nie uwagi, albo po prostu o tych przepisach nie wie i wdraża w życie nawyki estetyką nawiązujące do przaśnych lat 90. Robią to też najemcy lokali miejskich, a miasto nie reaguje – wytyka Krzysztof Michalski.
W przypadku lokali miejskich zajmiemy się doprowadzeniem tej sytuacji do prawidłowego stanu – deklaruje Wojciech Wagner, wicedyrektor miejskiego biura architektury. – Zaklejanie witryn reklamami to plaga, ale obecna już od kilkunastu lat, odkąd upowszechniła się tania technologia druku na folii. W skali miasta to problem do uporządkowania jedynie za pomocą uchwały krajobrazowej – pisze dalej Stołeczna.
Reakcja Kocham Pragę
Do sprawy odniosło się prospołeczne stowarzyszenie Kocham Pragę, które ujawniło nieuczciwe zarządzanie miejskimi pieniędzmi, które miał dostać Krzysztof Michalski na swoje biuro, a który zasłynął też z grzebania w śmieciach, bo szukał dowodów na politycznego oponenta.
Sklep ,,Szyneczka” przy ul. Kawczyńskiej 41 funkcjonuje prawie 40 lat, co dobitnie świadczy o uczciwości w handlu. Nie muszę nikogo przekonywać, jak trudna jest dla małych polskich sklepikarzy konkurencja z dużymi marketami oraz z ,,zieloną” sieciówką. Od wczoraj Pan Hubert, jak napisała GW artykuł na zdjęciu), będzie się musiał zderzyć bezdusznym działaniem – donosem praskich etatowych aktywistów ze stowarzyszenia Porozumienie dla Pragi & PSM ,,Michałów”, które reprezentuje p. Krzysztof Michalski – pisze prezes Kocham Pragę, Jacek Wachowicz.

Pan Hubert w rozmowie ze mną powiedział, że odkąd pamięta witryna sklepowa zawsze była zaklejona przeróżnymi reklamami. Panie Hubercie może Pan na mnie i radnych oraz całe stowarzyszenie Kocham Pragę zawsze liczyć.
Komentarz
Od lat piszemy, że ruchy miejskie są de facto ruchami antymiejskimi i antyspołecznymi. Niestety, ale kiedyś porządna Stołeczna, dziś stała się również nośnikiem antyspołecznych wartości. Zapewne uchwała krajobrazowa jest ważna, i uporządkuje wiele kwestii, ale donoszenia na ciężko uczciwie pracujących ludzi jest dowodem na to, że wszystkich „aktywistów” należy za wszelką cenę rugować z przestrzeni publicznej. Warto dodać, że Michalski jest Społecznym Opiekunem Zabytków, i wykorzystywanie swoich bardzo ograniczonych zresztą prerogatyw, pomyliło mu się z donoszeniem na ciężko pracujących ludzi. Obrzydliwe, to mało powiedziane.
Krzysztof Michalsk i Jan Mencwel, – duet doskonały. Jeden uważający się za króla Pragi, gdzie donosił na praskie dzieci i dziecięcy hałas, drugi samozwańczy król Warszawy, z którego śmieją się już wszyscy. Jeden i drugi z żadnym społecznym poparciem. I to oni są problemem, a nie zaklejone witryny sklepów. Naprawdę mocno dziwi, że Stołeczna nie rozumie, że wspieranie rynsztoku, leni i donosicieli szkodzi Warszawie i warszawiakom. Stołeczna poza tym nie rozumie, że Mecnwel i Michalski szkodzą własnej dzielnicy i brzydko mówiąc sr..ją we własne gniazdo, a to jest niewybaczalne.
Dlaczego aktywiści atakują stare, zasłużone dla mieszkańców sklepy, promując jednocześnie nowych przedsiębiorców, którzy na Pradze otwierają swoje sklepy czy pracownie?! Odpowiedz jest prosta; za nic mają tradycje i ludzi, maja za to swoją wizje Pragi, którą wymyślili samozwańcy i zaburzone jednostki.
Należy mieć nadzieję, że doczekamy dnia kiedy te wszystkie antyspołeczne ruchy znikną z przestrzeni publicznej. Wtedy zniknie masa problemów.
Tu przypominamy dwa artykuły o Michalskim
Wyborcza i „aktyw” jak zwykle kłamią! W tej historii nic nie jest Prawdą!
Dlaczego „aktywiści” (również ekolodzy) z PSM Michałów walczą z praskimi dziećmi?
Portal Warszawski