Pan Prezydent zaczyna głosić, że wiadome słowo nie wiąże się z uprzedmiotowieniem kobiet. Wulgarna nazwa tylnej części ciała, gdy użyje się jej wobec człowieka, oznacza fajtłapę niezależnie od płci. Okraszanie wspomnianego wulgaryzmu przymiotnikiem „wołowa” jest mile widziane, acz niekonieczne. Zatem wyraz wypowiedziany przez Pana Prezydenta to nie synonim playboya (gdyby chodziło o playboya, Pan Prezydent powiedziałby „playboy”)! Chodzi o osobę otaczającą się fajtłapami!
Następnie
My „autkiści” głośno zaświadczamy, że wielu współpracowników Pana Prezydenta uważamy za lebiegi, melepetów, nieudaczników, fajtłapy, gapy, niedołęgi, niedojdy i ciamajdy. Do wyboru, do koloru. Mamy oczywiście na myśli urzędników od tzw. „zrównoważonego transportu”. Tych wszystkich mądralińskich, którzy próbują przesadzać warszawiaków na rower i do transportu publicznego, ale w rzeczywistości przesadzają tylko z wydawaniem publicznych pieniędzy.
W zamian za tę niewątpliwą przysługę Pan Prezydent kończy z polityką walki z kierowcami i niezwłocznie przestaje być … (no, wiadomo kim), gdyż rzeczonych urzędników od „zrównoważonego transportu”, choćby i dyscyplinarnie, zwalnia.
I wszyscy będą zadowoleni.
za; Motofiction/Motofikcja
Portal Warszawski