Rowerzysta jako wyższa forma rozwoju człowieka vol. 2137?
Rowerzysta jako wyższa forma rozwoju człowieka vol. 2137, czyli pozdrowienia z Wałbrzycha.Miałem dziś wolne popołudnie po zajęciach, więc poszedłem połazić. Natrafiłem na Takie Dziwne Coś, przy którym zacząłem się zastanawiać, co miał poeta na myśli i dlaczego tak bardzo nie lubi pieszych – zaczyna swój wpis nasz czytelnik.
Jest sobie droga na peryferiach miasta
Przy drodze jest ciąg pieszo-rowerowy, rozdzielający się w pewnym momencie na drogę dla rowerów i chodnik dla pieszych (też rozdzielony, ale o tym później). O ile DDR prowadzi normalnie, prosto, tak jak jezdnia, to chodnik „meandruje” intensywnie, przy czym każdy z zakrętów poprowadzony jest dość „brutalnie”, pod kątem prostym.
W lewo. W prawo. W prawo. W lewo. W lewo. W prawo. W prawo. W lewo. Krótko mówiąc, dwa "objazdy" nie wiadomo czego, z zakrętami pod kątem prostym.Chyba, że jedziesz rowerem. Wtedy prosto.
O co tu chodzi? Dlaczego? Droga wprawdzie jest nachylona, ale stosunkowo łagodnie; nie na tyle, żeby uzasadniało to takie zygzaki. Po co to? Czy ma to jakiś cel, poza pokazaniem „piechocie” przesłania „wsiadaj na rower albo zrobimy ci na złość”? Sama część dla pieszych jest przedzielona wzdłuż na dwie części, na tyle wąskie, że trudno byłoby się z kimś minąć bez kontaktu fizycznego. Kolejne pytanie: po co? Czy część otoczona pochwytami jest przeznaczona dla „wózkersów”? Jeśli tak, to po pierwsze: dlaczego nie jest to oznakowane, a po drugie: czy takie zakręty pod kątem prostym są na pewno ułatwieniem dla wózkowiczów?
Rowerzystę widziałem na tej trasie jednego. Jechał jezdnią, cóż za zaskoczenie; żałuję tylko, że nie zdążyłem na jego widok wyciągnąć aparatu.
Widok na "meandry" z drugiej strony.
Czyżby „wiedza” Puchalskiego rozlewała się po Polsce?