84 lata temu, w Wawrze pod Warszawą, Niemcy rozstrzelali 107 mężczyzn

27 grudnia 1939 r. w Wawrze pod Warszawą Niemcy rozstrzelali 106 mężczyzn, wyciągniętych z mieszkań w trakcie nocnej obławy. Zbrodni tej dokonał oddział 31 pułku policji porządkowej w odwecie za zabicie dwóch niemieckich podoficerów, do których w wawerskiej restauracji strzelali kryminaliści.

Rys historyczny

26 grudnia 1939 r. Marian Prasuła i Stanisław Dąbek, dwaj przestępcy zbiegli w czasie działań wojennych z więzienia świętokrzyskiego, dokonali w Otwocku napadu zbrojnego na policjanta, w wyniku którego został on ranny. Obaj bandyci uciekli w kierunku Wawra. Tego samego dnia wieczorem w wawerskiej restauracji Prasuła i Dąbek strzelali do dwóch niemieckich podoficerów, biorących udział wspólnie z polskim policjantem w ich poszukiwaniach. Jeden z nich zginął na miejscu, drugi zmarł w drodze do szpitala.

Jak podaje Jan Bijata, autor książki „Wawer”, kilkanaście minut po strzelaninie na miejsce zdarzenia przybyli niemieccy żołnierze ze stacjonującego w Wawrze 538. batalionu budowlanego, z którego pochodzili obaj zabici. W czasie okrążania lokalu Niemcy prowadzili ostrzał, powodując śmierć przypadkowych przechodniów. Oberleutnant Stephan, dowódca wspomnianego batalionu, po przesłuchaniu świadków, przede wszystkim polskiego policjanta, ustalił kto i w jakich okolicznościach zastrzelił obu żołnierzy. W związku z tym polecił zwolnić zatrzymanego właściciela restauracji Antoniego Bartoszka oraz kilku innych mężczyzn.

 

Około 21.30 meldunek o zastrzeleniu niemieckich podoficerów dotarł do 31. pułku policji porządkowej stacjonującego w Warszawie

Około 21.30 meldunek o zastrzeleniu niemieckich podoficerów dotarł do 31. pułku policji porządkowej stacjonującego w Warszawie (Polizei-Regiment Warschau). Zawierał on dokładne informacje na temat przebiegu zdarzeń i dane sprawców zabójstwa. Na rozkaz ppłk. Maxa Daume – zastępcy dowódcy 31. pułku – do Wawra i sąsiedniego Anina wysłano natychmiast 2. i 3. kompanię VI batalionu policyjnego pod dowództwem majora Friedricha Wilhelma Wenzla, z zadaniem przeprowadzenia specjalnej akcji pacyfikacyjnej. Jej początek tak opisuje Jan Bijata:

„Obydwie kompanie policyjne liczące około 300 ludzi dotarły do Wawra przed godziną 22.30. Samochody zatrzymały się przy stacji kolejki wąskotorowej. Stąd kompanie udały się marszem do komendy placu w Aninie przy ulicy Drugiej Poprzecznej nr 3. Tutaj dowódca batalionu wysłuchał meldunku Oberleutnanta Stephana, po czym wydał rozkaz dowódcom kompanii (…): „Aresztować wszystkich mężczyzn i sprowadzić do komendy placu”.

Około godz. 23.00 Niemcy rozpoczęli akcję. Jeden z ocalałych, mjr Bronisław Janikowski, składając w 1945 r. zeznania przed sędzią śledczym, wspominał:

Około północy obudziło mnie walenie w drzwi. Usłyszałem krzyk po niemiecku, więc wstałem i otworzyłem drzwi. Wpadło kilku żołnierzy, splądrowali dom i zabrali mnie do komendy placu. Na ulicy przed komendą stało już kilkadziesiąt osób w trzech szeregach. Noc była jasna. Pełnia księżyca. Mróz koło 20 st. Co pewien czas brano po kilka osób do domu na przesłuchanie. Szło to bardzo szybko. Po obydwu stronach schodków prowadzących do domu stali żołnierze. Każdy wychodzący z przesłuchania był kopniakiem wyrzucany na schodki, a stojący obok żołnierze bili go kolbami, kopali. Na podwórzu, z boku, a nie razem z nami, stał jakiś człowiek bez czapki i bez butów. Ktoś powiedział mi, że to właściciel kawiarni. (J. Bijata „Wawer”)

W sumie czasie obławy przeprowadzonej na terenie Wawra i Anina Niemcy wyprowadzili z domów około 120 mężczyzn w wieku od 16 do 70 lat. Byli wśród nich, poza stałymi mieszkańcami obu miejscowości, także goście spędzający u rodziny czy przyjaciół święta Bożego Narodzenia.

Około godz. 5 rano sąd doraźny działający pod przewodnictwem mjr Wenzla i w obecności ppłk. Daume zakończył „proces”, skazując na śmierć 114 mężczyzn. Żaden z nich nie miał prawa do obrony. Ograniczono się jedynie do spisania ich danych personalnych. Stanisław Piegat, cudem ocalały z egzekucji, tak opisywał moment ogłoszenia wyroku:

Wyszedł major i podoficer. Major po niemiecku, a oficer po polsku powiedzieli, że za zabicie dwóch żołnierzy niemieckich jesteśmy wszyscy skazani na śmierć. (J. Bijata „Wawer”)

Zeznanie

Wprowadzili nas na nie zabudowany plac, na którym obecnie jest krzyż. Tam ustawiono nas w szeregu, kazano zdjąć kapelusze i uklęknąć. (…) Na dworze było jeszcze ciemno. Oświetlono nas reflektorami samochodowymi. Gdy w pewnym momencie posłyszałem strzały z karabinu maszynowego i zobaczyłem, że mój sąsiad, Wieszczyk, pada naprzód, upadłem i ja twarzą na ziemię. Posłyszałem z obu stron rzężenie. Po chwili zorientowałem się wciągając powietrze głębiej, że nic mnie nie boli. Nie ruszyłem się jednak i leżałem dalej spokojnie. Po chwili usłyszałem, że ktoś idzie, i usłyszałem pojedyncze strzały. Zorientowałem się, że ktoś idzie i dobija strzałami rannych. (…) Nadmieniam, że w tym momencie, kiedy nas wprowadzono na ten plac, to już była sprowadzona następna dziesiątka i ona także uklękła niedaleko od nas. Słyszałem, że następnie strzelano z karabinu maszynowego do nich. I my, i oni – klęczeliśmy twarzą zwróceni w kierunku Zastowa. Co kilka minut słyszałem serie z karabinu maszynowego, pomiędzy zaś seriami pojedyncze strzały. Tak trwało chyba ze dwie godziny. (J. Bijata „Wawer”).

 

Oprócz Stanisława Piegata egzekucję przeżyło jeszcze sześciu innych mężczyzn, którzy zostali ranni, ale których Niemcy nie dobili. Jednemu ze skazanych udało się uciec w drodze na miejsce egzekucji.

Najważniejsi sprawcy zbrodni dokonanej w Wawrze stanęli po wojnie przed sądem. Obaj zostali skazani na karę śmierci: Max Daume przez Najwyższy Trybunał Narodowy w Warszawie w 1947 r., a Friedrich Wilhelm Wenzl przez Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy w 1951 r.

za; wkt/pap

Portal Warszawski

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły