– W określonych sytuacjach sprawdza się charakter człowieka. Wieniawa-Długoszowski, będąc oficerem I Brygady nigdy nie wahał się w podejmowaniu walki – mówił o Wieniawie prof. Ludwik Malinowski. – Zawsze był człowiekiem ogromnej odwagi. Nigdy do tyłu, zawsze do przodu.
Rys biograficzny
Wieniawa urodził się 22 lipca 1881. Studiował medycynę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Choć ukończył studia z wyróżnieniem, bardziej niż kitel i stetoskop pociągały go piórko i pędzel, udał się więc do stolicy artystów – Paryża, gdzie szybko wsiąknął w życie bohemy. Stamtąd wyrwało go dopiero spotkanie z Józefem Piłsudskim, który rozpalił w Wieniawie ducha żołnierza tak, że już w 1914 nosił mundur I Kompanii Kadrowej.
Odwagę Wieniawy docenił sam Piłsudski, czyniąc go swoim głównym adiutantem i swoim bliskim przyjacielem. Marszałek powiedział mu po latach znajomości, że wypytywał o niego generała Krzemińskiego, chciał się dowiedzieć, czy Wieniawa nie zrobił kiedyś jakiegoś świństwa. Generał Krzemiński odpowiedzieć miał Piłsudskiemu: „Panie Marszałku, głupstw na pewno bez liku, ale świństwa nigdy żadnego”.
Od 1938 roku Wieniawa pełnił funkcję ambasadora w Rzymie
o Wieniawę na swojego następcę wyznaczył prezydent Ignacy Mościcki. Tej nominacji nie przyjął rząd Sikorskiego, nie zaakceptowali jej też Francuzi. Wieniawa sam zrzekł się stanowiska.
– Według różnych relacji Sikorski obiecywał, że generał Wieniawa-Długoszowski powróci do wojska. Przecież była wojna. Tak doświadczonego oficera i dyplomaty nie należało zaprzepaszczać. Niestety, żadne obietnice nie zostały dotrzymane – mówił prof. Ludwik Malinowski w audycji dla Polskiego Radia.
Ciekawa anegdota pochodzi z 1934 roku, gdy Wieniawa-Długoszowski reprezentować miał Polskę na pogrzebie króla Jugosławii Aleksandra. Wówczas to, z niejasnych przyczyn, spóźnił się miał na uroczystość. Po powrocie do kraju dostał rozkaz zameldowania się u Marszałka, którego incydent ten doprowadził do wściekłości. Wieniawa stanął do raportu w smokingu, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Piłsudskiego. Gdy nie panując nad sobą ryknął w stronę stojącego na baczność Wieniawy: „Co to ma znaczyć?!”, ten najzwyczajniej w świecie odpowiedział: „Komendancie, melduję posłusznie, iż wiem, żem ciężko przewinił i powinienem dostać po pysku. A ponieważ bardzo szanuję swój mundur, przybyłem jako cywil. Polski generał nie może dostać po mordzie w mundurze!” Kary nie było, Piłsudski dał się kolejny raz rozbroić swemu ulubieńcowi.
Wieniawie powierzono w 1942 roku przedstawicielstwo dyplomatyczne na mało znaczącej Kubie. Był to cios dla generalskiego honoru i prawdopodobnie z tego powodu odebrał sobie życie.
Razem z Wieniawą umarła część przedwojennego świata ułanów, szwoleżerów, kawiarni i kabaretów. On sam chyba najlepsze wystawił sobie epitafium, pisząc w wierszu „Ułańska jesień„:
„Lecz gdyby kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by raz drugi żyć,
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu wojować, kochać się i… pić”
za; Polskie Radio
Portal Warszawski
zdj. ZBiAM