„Dziś linia 172. Podjeżdżam na przystanek Mangalia, a tam dwie osoby – młoda pani siedząca na ławce i pan koło 60-tki… leżący obok ławki i próbujący się podnieść. O co kaman?
Zatrzymuję autobus, włączam awaryjne, zaciągam ręczny i wychodzę. Leżący dostrzega mnie od razu i wyciąga ręce. Pytam, czy pomóc mu wstać. Odpowiada, że jakbym mógł.
Tęgi mężczyzna, więc sam nie daję rady go podnieść. Proszę więc młodego chłopaka, który akurat w tym momencie przychodzi na przystanek, o pomoc. Wtedy też zrywa się kobieta, która wcześniej udawała, że nie widzi leżącego.
Pan siada na ławce. Pytam, czy coś go boli, czy wezwać pomoc. Odpowiada, że nie trzeba. Dodaje troszkę niemrawym językiem, że siedział i jakoś tak się przewrócił. Upewniam się raz jeszcze, czy nie potrzebuje pogotowia. W tym czasie wybiega kierowca autobusu, który stanął za mną, i podaje butelkę wody mężczyźnie.
Ja jeszcze obserwuję chwilę, czy wszystko ok. Pan nie jest pijany, nie widać żeby cokolwiek go bolało, siedzi spokojnie. No cóż, to odjeżdżam. Mężczyzna jeszcze dziękuje na pożegnanie.
I tylko szkoda tej znieczulicy. I to nawet nie był żaden bezdomny, ani jakiś dziwny człowiek. Zwyczajny schludnie ubrany mężczyzna, który potrzebował pomocy.
No nic. Wpiszę w kartę zajście podkreślając, że pan odmówił wezwania karetki. I co… jadę dalej szukać przygód.
Szerokości!”
za; BUSdziennik