Nie trudno zgodzić się z opinią wyrażoną w sieci, gdyż definiuje ona naturę nietykalnego bożka III RP, który nie odpuszcza bo dotknął go wpis tej treści „Giń człeku i to jak najszybciej dość okradania, dość twojego dorabiania się z naiwności Polaków twoje wille za granicą, twoja willa w Polsce twoje dzieci uczą się za granicą i pensje twoje i twojej żony dość rozlicz się i zmień okulary bo takie noszą LGBT„. Owsiak oskarżył 66 letnią mieszkankę Torunia, Izabelę M., o mowę nienawiści a prokuratura uznała, że wpis kobiety w mediach społecznościowych wyczerpuje znamiona przestępstwa groźby karalnej, nawoływania do popełnienia zbrodni zabójstwa. Za to przestępstwo grozi oskarżonej do lat trzech pozbawienia wolności.
Ale może czas, by to właśnie Jerzy Owsiak przeprosił
Podczas wczorajszej rozprawy w Sądzie Rejonowym w Toruniu (17 października 2025 r.) 66-letnia Izabela M. przeprosiła Jerzego Owsiaka na sali sądowej za swój kontrowersyjny wpis z stycznia 2025 r., w którym napisała m.in. „giń człeku” – co zostało uznane za groźbę karną. Przeprosiny te były częścią propozycji ugody Owsiaka, który zgodził się wycofać z postępowania pod warunkiem publicznego zadośćuczynienia. Jednak zaraz po nich Izabela M. postawiła warunek wzajemności: zażądała przeprosin od Owsiaka za kampanię WOŚP z 2023 r. dotyczącą walki z sepsą, w tym bilbordy z hasłem „Polacy! Pokonajmy to ZŁO!!! WYGRAMY z sepsą”, które uznała za agresywne i o politycznym podtekście (np. „sepsa” w szarym kolorze na ciemnym tle, reszta w jaskrawych barwach). Owsiak zareagował gniewem, przerwał jej i wycofał ofertę ugody, mówiąc m.in. „Nie wierzę w każde pani kolejne słowo”, co oznacza, że sprawa będzie kontynuowana (kolejna rozprawa 24 listopada).
A może już czas najwyższy aby to Owsiak przeprosił wszystkich, że terroryzuje wszystkich Polaków swoją nietykalnością i przeświadczeniem, że stoi ponad prawem? Świetnie ujął to Albert Łyjak.
Są w życiu momenty, kiedy człowiek nie wierzy już własnym oczom. Kiedy patrzy na to, jak w majestacie prawa stawia się przed sądem starszą kobietę — emerytkę — tylko dlatego, że w emocjach napisała w internecie: „Giń, człecze”.
Nie „zabiję”, nie „grożę”, nie „chcę śmierci” — lecz słowa, które w literaturze polskiej niosły od zawsze sens metafory, znużenia złem, zawołania człowieka prostego, który nie może już znieść fałszu i obłudy. A jednak dziś, w XXI wieku, w kraju rzekomo wolnym i demokratycznym, to wystarczy, by urządzić komuś proces. To wystarczy, by człowieka starszego, schorowanego, ciągać po komisariatach, zakładać mu dozory policyjne, odbierać mu spokój.
I wszystko to — w imię ochrony kogo? Człowieka, który od trzydziestu lat żyje z darowizn ludzi dobrej woli.
Jerzy Owsiak, ikona „dobra” w telewizyjnym wydaniu, zbudował wokół siebie imperium pozorów. W jego fundacji wszystko jest „transparentne”, dopóki nikt nie zapyta, gdzie naprawdę płyną pieniądze. Bo nikt nie ma odwagi zapytać, ile z tego systemu zostało dla samego systemu — dla ludzi, którzy z pomagania zrobili sobie zawód i wygodne życie.
Kiedy na ulicach wisiały billboardy z napisem „Pokonajmy to ZŁO! Wygrajmy z sepsą”, wielu ludzi miało wrażenie, że to nie tylko kampania zdrowotna. Zbyt łatwo było odczytać z niej ukryty przekaz polityczny, zwłaszcza w czasie, gdy zbliżały się wybory. Bo przecież wystarczyło zmienić jedno słowo — „sepsa” na „PiS” — i sens pozostawał ten sam.
I dziś ten sam człowiek, który przez lata grał rolę sumienia narodu, staje przeciwko kobiecie w wieku jego matki. Żąda przeprosin. Procesuje się. Używa paragrafów, które w normalnym świecie chronią ludzi przed realnym zagrożeniem. A tu — mają chronić jego ego.
Ale może czas, by to właśnie Jerzy Owsiak przeprosił. Nie tylko tę kobietę, którą postawił przed sądem. Nie tylko za nadmiar pychy i brak pokory. Lecz także za tamte plakaty, za tę kampanię „z sepsą”, w której wielu ludzi dostrzegło nie troskę o zdrowie, lecz cyniczny, polityczny przekaz. Niech przeprosi za to, że pod hasłem ratowania życia wcisnął społeczeństwu kampanię podziału, w której dobro stało się narzędziem propagandy.
Bo jeśli naprawdę wierzymy w wartości cywilizowanego świata — wolność, uczciwość, przyzwoitość — to nie może być tak, że jeden człowiek jest ponad innymi tylko dlatego, że ma poparcie mediów i polityków. Nie może być tak, że słowo „giń” wypowiedziane przez starszą kobietę waży więcej niż lata obłudy wypowiadane przez medialnego proroka.
„Giń człecze” — napisała kobieta.
Nie wiedziała, że w tym jednym zdaniu zawrze całą prawdę o Polsce: o świecie, w którym prosty człowiek odpowiada za słowo, a ci, którzy naprawdę kłamią — nigdy nie muszą za nic przepraszać. Warto też przypomnieć, że zwrot „Giń, człecze” nie ma nic wspólnego z realną groźbą. To archaiczne, literackie wyrażenie, które pojawiało się w dawnych tekstach moralizatorskich i poetyckich — jako forma potępienia zła, przewrotności, fałszu. Znaczyło raczej: „zginął duch człowieczeństwa”, „niech przepadnie to, co niegodne”, niż: „życzę ci śmierci”. W klasycznej polszczyźnie i w piśmiennictwie Słowiańszczyzny „giń” odnosiło się do idei przemiany, końca grzechu, upadku moralnego, a nie do fizycznej likwidacji człowieka.
Tym bardziej więc szokuje, że sąd w demokratycznym państwie w ogóle rozpatruje takie słowa w kategoriach groźby karalnej. Bo jeśli za cytat z literatury można być ciągany po sądach, to znaczy, że nie tylko wolność słowa, ale i sens języka zaczyna umierać.
Na dole wypowiedzi Pani Izabeli M.⤵️⤵️
Portal Warszawski. O krok do przodu