Sz. Twardoch – „Dla nas to zawsze byli i będą nasi chłopcy. Dla was nie muszą, ale to jest nasza historia”

Wystawa „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy” w Muzeum Gdańska, otwarta 12 lipca 2025 roku, prezentuje losy Pomorzan przymusowo wcielonych do Wehrmachtu podczas II wojny światowej. Przygotowana we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej i Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, opiera się na pamiątkach rodzinnych i zbiorach muzealnych. Podzielona na trzy części („W Rzeszy”, „Ślady”, „Głos”), ukazuje złożone historie ludzi postawionych w sytuacji bez wyboru, często pod groźbą represji wobec nich i ich rodzin. Tytuł nawiązuje do luksemburskiego określenia „Ons Jongen” i podkreśla bliskość tych osób – synów, braci, ojców – z pomorskich społeczności. Wystawa ta budzi wielkie emocje, a przez zdecydowaną część Polaków jest kwestionowana jako niemiecka wystawa za polskie pieniądze.

To jest nasza historia, innej nie mamy, póki żyje o nich pamięć

Ekspozycja wywołała kontrowersje, szczególnie wśród polityków prawicy, m.in. prezydenta Andrzeja Dudy, wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza i posła Mariusza Błaszczaka, którzy uznali tytuł za „prowokacyjny” i „relatywizujący historię”. Krytycy, często bez zapoznania się z wystawą, zarzucają jej promowanie „niemieckiej narracji” i pomijanie heroizmu Polaków walczących z Niemcami. Obrońcy, w tym Ministerstwo Kultury, podkreślają, że wystawa przywraca pamięć o ofiarach przymusowej germanizacji i wcielenia do Wehrmachtu, z których wielu dezerterowało, by dołączyć do Polskich Sił Zbrojnych. Zwiedzający chwalą ekspozycję za podjęcie trudnego, przemilczanego tematu i ukazanie złożoności historii Pomorza.

Głos w tej sprawie zabrał Szczepan Twardoch, który temat zna doskonale i staje po stronie wystawy. Szczepan Twardoch jest Ślązakiem urodzonym w Żernicy, który mocno podkreśla swoją śląską tożsamość. W swoich książkach, takich jak Morfina, Drach czy Król, często porusza tematy związane z historią i kulturą Śląska, eksplorując złożoność regionalnej tożsamości, konfliktów narodowościowych i historycznych. Twardoch, choć pisze po polsku, identyfikuje się jako Ślązak, a nie Polak, co wielokrotnie wyrażał w wywiadach i esejach, np. w Balladzie o pewnej panience. Jego twórczość i postawa budzą zarówno uznanie, jak i kontrowersje, szczególnie w kontekście debat o śląskiej autonomii i historii regionu. Mieszka w Pilchowicach na Górnym Śląsku.

„Mój dziadek Oskar Twardoch po raz pierwszy powołany do Wehrmachtu został 10 czerwca 1941 roku. Skierowano go na przeszkolenie do Salzwedel, po czym zwolniono do cywila 10 sierpnia tego samego roku, na podstawie rozkazu OKW, w którym ze służby wojskowej zwalnia się mężczyzn pracujących w przemyśle o znaczeniu strategicznym — dziadek był górnikiem strzałowym.

Ponownie powołano go do w sierpniu 1944 roku, na kilka miesięcy przed wkroczeniem do Przyszowic wojsk radzieckich. W Przyszowicach została jego ciężarna żona, teściowa, szwagierka i wszyscy inni i w styczniu 1945 wszystkich ich dotknęło to, co dotyka ludzi gdy gdzieś przychodzi Rosja, czy jest to warszawska Praga w 1794, Przyszowice w 1945 czy Bucza w 2022. Oskar w tym czasie służył w wojskach fortecznych 88. korpusu, w randze grenadiera (czyli szeregowego) — miał szczęście, trafił na zachód. Do amerykańskiej niewoli dostał się w styczniu 1945, do domu wrócił w 1946. Nie mam jego zdjęcia w mundurze — moja babcia zniszczyła wszystkie materialne pamiątki służby Oskara jeszcze zanim weszli Rosjanie, a mundur i soldbuch spaliła gdy wrócił z niewoli. Długo się nie nacieszyła mężem — zginął górniczą śmiercią, w 1951 roku, w wyniku ran odniesionych w wypadku na kopalni Makoszowy.

Mój drugi dziadek, Jorg Draga, zdołał przez całą wojnę unikać powołania — również ze względu na zatrudnienie w przemyśle strategicznym. Powołano go dopiero w styczniu 1945 roku do Volkssturmu, z którego zdezerterował, po czym został jednak złapany i zamknięty wraz z innymi w areszcie w Gleiwitz, w kolejce do rozstrzelania — uniknął go, bo kolejka była długa, a kilkanaście godzin przed wejściem Ruskich jakiś stary feldfebel Austriak pilnujący więźniów uznał, że jednak szkoda chłopaków złożyć w ofierze umierającej bestii i wypuścił wszystkich, po czym sam też uciekł.

Jorg jest pierwszy z prawej na tym zdjęciu z czerwca 1943 roku, z wesela brata mojej prababci Valeski, a więc jego ujka, Richata. Richat na zdjęciu jeszcze jako szeregowiec – chociaż już odznaczony, na mundurze nosi Krzyż Żelazny II klasy, Odznakę Szturmową Piechoty i czarną Odznakę za Rany. Służył od lata 1939 roku do samego końca, w kampanii wrześniowej, potem we Francji i od 1941 głównie na froncie wschodnim i w końcu chyba we Włoszech. Potem z żoną do śmierci mieszkali w Żernicy. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych czasem woziłem do nich Jorga, służąc mu za szofera. Były to raczej nudne wizyty, bo paru wstępnych grzecznościach po śląsku dalej już Richat z żoną rozmawiali z Jorgiem po niemiecku i szeptem, a ja siedziałem w pokoju obok, kawą z fusami popijałem kołocz i niewiele z tych dobiegających zza drzwi szeptów rozumiałem. Wiedziałem, że szepczą o wojnie.

Dla nas to zawsze byli i będą nasi chłopcy. Dla was nie muszą, ale to jest nasza historia, innej nie mamy, póki żyje o nich pamięć. O tych moich pamięć pożyje trochę dłużej, w moich powieściach. Do cudzej, waszej pamięci nie będziemy się zapisywać — z szacunku tak samo dla naszej, jak i dla waszej właśnie.

Każdy należy do swojej i każdy ma do swojej prawo”.

 

 

 

Portal Warszawski. O krok do przodu

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły