[In Memoria] Rzeź Woli jako zbrodnia ludobójstwa nie ulega przedawnieniu. Odpowiedzialność za nią spada na państwo niemieckie – ówczesną Trzecią Rzeszę, a obecnie na jej następców prawnych, tj. Republikę Federalną Niemiec

5 sierpnia 1944 roku, wojska niemieckie przystąpiły do generalnego szturmu na Wolę, pierwszą warszawską dzielnicę na swej drodze. Wobec miażdżącej przewagi nieprzyjaciela, dysponującego czołgami, artylerią, pociągiem pancernym i lotnictwem, powstańcy byli zmuszeni do wycofania się z części dzielnicy w kierunku wschodnim, w kierunku dzielnic centralnych. To największa zbrodnia wojenna niemieckiej armii, która nigdy nie doczekała się sądu, a jej sprawcy pozostają bezkarni. Kilkadziesiąt tysięcy bezbronnych kobiet i mężczyzn, starców i dzieci zostało w ciągu kilku dni zamordowanych z zimną krwią. Nie w obozach zagłady przez przestępcze załogi obozowe, lecz przez regularne oddziały armii niemieckiej na warszawskich ulicach i podwórkach. Zbrodnia ta o niespotykanej skali w czasie całej II Wojny Światowej nie może zostać zapomniana, a jej ofiary zbezczeszczone przez bierność państwa polskiego i zaniechanie ścigania sprawców. Rzeź Woli jako zbrodnia ludobójstwa nie ulega przedawnieniu. Odpowiedzialność za nią spada nie tylko na bezpośrednich morderców w niemieckich mundurach, lecz w pierwszym rzędzie na rozkazodawców zbrodni, a więc na państwo niemieckie – ówczesną Trzecią Rzeszę, a obecnie na jej następców prawnych, tj. Republikę Federalną Niemiec.

Rys historyczny

Nazwa „rzeź” przyjęła się od samego początku, dlatego nie ma, co walczyć z nią. Słusznie zwrócił uwagę na to prof. Dariusz Gawin, który wskazuje, że słowo „rzeź” sugeruje spontaniczną, niekontrolowaną przemoc. Na przykład, gdy w średniowieczu Wikingowie zdobywali wieś i mordowali każdego, kto podszedł im pod miecz. Natomiast na Woli mieliśmy do czynienia z zimnym, przemysłowym mordowaniem. Coś w stylu holokaustu. Największa eksterminacja miała miejsce w tych częściach Woli, gdzie nie toczyły się walki. Musimy pamiętać, że oddziały powstańcze zdobyły tylko wschodnią część Woli, położoną bliżej Śródmieścia, gdzie wysoka i gęsta zabudowa umożliwiała im skuteczną obronę przed wojskiem niemieckich. Zachodnią część Woli stanowiły obszary luźno zabudowane z przerwami na pola. Tam nie toczyły się żadne walki, a ludzie siedzieli zamknięci w swoich domach. Mordowano ich godzina po godzinie, ulica, po ulicy, dom, po domu, aż do momentu, gdy mordercy doszli do linii frontu, ponieważ tam Powstańczy zaczynali do nich strzelać. – Piotr Gursztyn.

Na rozkaz Himmlera przybyły na przedmieścia Woli oddziały niemieckiej „odsieczy” pod dowództwem SS – Gruppenführera Heinza Reinefartha, oraz brygada kryminalistów i zawodowych przestępców niemieckich podkomendnych SS – Oberführera Oskara Dirlewangera. Pod osłoną czołgów i wozów pancernych rozpoczął się gwałtowny szturm miasta od zachodu, którego głównym traktem do Śródmieścia była ulica Wolska. Na zdobytym przez Niemców terenie 5 sierpnia rozpoczęła się bezprzykładna masakra ludności cywilnej. Walec śmierci toczył się od zachodnich rubieży Woli wzdłuż ulic Wolskiej i Górczewskiej. Szwadrony śmierci zaopatrywane były ze specjalnych wozów pancernych w amunicję i zapasowe lufy do karabinów maszynowych.

Wspomina Jerzy Janowski, który w sierpniu 1944 r. miał 12 lat:

W Warszawie trwało powstanie. Było piękne lato. Wczesny ciepły ranek 5 sierpnia 1944r. nie zapowiadał wyroku na naszą dzielnicę. Był to piąty dzień Powstania Warszawskiego. Wola płonęła, unosiły się kłęby dymu i swąd palonych ciał, panował strach i przygnębienie. Niemcy ściągali posiłki w ludziach i w sprzęcie z tzw. kraju Warty – Poznania. Słychać było bez przerwy kanonady karabinów maszynowych i pojedyncze strzały oraz detonacje granatów. Na rozkaz Himmlera przybyły na przedmieścia Woli oddziały niemieckiej „odsieczy” pod dowództwem SS – Gruppenführera Heinza Reinefartha, oraz brygada kryminalistów i zawodowych przestępców niemieckich podkomendnych SS – Oberführera Oskara Dirlewangera. Pod osłoną czołgów i wozów pancernych rozpoczął się gwałtowny szturm miasta od zachodu, którego głównym traktem do Śródmieścia była ulica Wolska.

Pod domem, w którym mieszkaliśmy na Woli przy ulicy Sowińskiego pojawiła się grupa szturmowa żołnierzy w mundurach niemieckich obwieszonych taśmami amunicji i granatami. Były to oddziały niemieckie i ich kolaboracyjni sprzymierzeńcy: Rosjanie i Ukraińcy. Widok był przerażający. Strach paraliżował poruszanie się i zapierał dech. Kilkunastu żołnierzy wbiegło do budynku i plądrowało mieszkania, grabiąc, co się dało. Lęku, jaki nas ogarniał nie da się opisać. Nagle padły strzały i dwujęzyczne okrzyki: „raus”, „wychodzitie skorej”, „schnell”. Wszyscy mieszkańcy naszej kamienicy rzucili się do wyjścia i tu znów padły komendy: „hände hoch”, „ruki wierch”, „pod stienku. Pod ścianą domu od ulicy uformowany został szpaler ludzi stojących przodem do ściany z podniesionymi rękoma. W tym szpalerze złożonym z sąsiadów stała nasza mama z dwójką młodszych dzieci (10 i 12 lat). W odległości kilku metrów od nas stał Oddział Szturmowy, z peemami trzymanymi w ręku. Rozlegało się ludzkie skomlenie: „litości”. Potęgowała się groza. Na moment zaległa cisza, słychać było tylko szczęk repetowanej amunicji. Za chwilę miało być po wszystkim.”

Nawet koszmar Treblinki wydaje się mieć mniejszy kaliber horroru – mimo większej ilości ofiar

Kiedy Mel Gibson jako William Wallace zagrzewa Szkotów do nierównej walki z angielskim okupantem gros widzów rozumie ze wzruszeniem bohaterski dramatyzm sytuacji. Podobnie w wielu innych produkcjach filmowych: nikt nie kwestionuje dylematu szybkiego umierania walcząc wolnym czy powolnym, ale zniewolonym. Zrozumienie, wyobraźnia i empatia znikają kiedy trzeba ten sam mechanizm przełożyć na realia historyczne. Dlaczego? Kto lub co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Politycy, historycy na ich usługach, słaba edukacja, okolicznościowe manipulacje?

79 lat temu zebrano, 6 sierpnia z 1946 roku, z wolskich ulic 12 ton prochów ofiar rzezi dzielnicy. 12 ton ludzkich prochów: palono stosy zwłok sięgające drugiego piętra, mordowano wszystkich w zastraszającym tempie. W dwa dni zgładzono dzielnicę: może nawet 60.000 istnień. Coś niewyobrażalnie i potwornego – największy jednorazowy mord WWII – stał się faktem w Warszawie. Zło w najczystszej postaci zbierało żniwo: uosabiali je niemieccy oprawcy oraz ich kolaboranci kierowani przez Gruppenfuhrera Reienfarthta. Ten dożył spokojnej starości jako polityk i prawnik.

Tyle zła w tak krótkim czasie w niewielkim miejscu. Kumulacja cierpienia, strachu, bestialstwa – to wsiąkło w warszawski bruk z krwią ofiar lub poszło z dymem ich zwłok. 12 ton popiołów. Odór śmierci musiał porażać. Mną wzdryga i dzisiaj sama myśl co tam się działo.

Nawet koszmar Treblinki wydaje się mieć mniejszy kaliber horroru – mimo większej ilości ofiar. Ten obóz zagłady pochłonął 800.000 istnień, a istniał 15 miesięcy.

Warszawa jest jedna i stanowi dobro nadrzędne. Jako miasto przeżyła hitlerowską okupację , dwa Powstania, Pawiak, Szucha, łapanki, horror masowych egzekucji, których najczarniejszym symbolem jest krwawa i dramatyczna martyrologia Woli. Wiele zakątków Stolicy widziało coś przerażającego.

Świadomość tragizmu przyczyn i szacunek dla ofiar muszą być bezwzględnie najwyższym dobrem, które wyprze zło wyrządzone wówczas. Tylko tak z czasem odzyskamy równowagę, która została zaburzona potworną traumą, jaką przeżyło nasze Miasto. Ale winni tej masakry nie zostali osądzeni, czas najwyższy aby to zmienić.

 

Portal Warszawski. O krok do

 

Wspieraj niezależne warszawskie media.

Dzięki Tobie możemy pełnić naszą misję

Konto do wpłat: 61102049000000890231388541

w tytule wpłat: Darowizna

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły