O ten obraz walczył wielki książe i sam papież Sykstus IV. „Sąd Ostateczny” Memlinga to dzieło hipnotyzujące!

„Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga, jak na tamte czasy, jest dziełem rewolucyjnym pod wieloma względami – chociażby w przedstawieniu samego Sądu oraz personifikacji Dobra i Zła. Tym samym stał się natchnieniem dla wielu artystów, którzy chcieli mieć ten temat w swoim oeuvre. W polskich zbiorach znalazł się w dość nietypowych okolicznościach. Dziś znajduje się w Muzeum Narodowego w Gdańsku i spotkanie z nim robi kolosalne wrażenie. Obraz hipnotyzuje nie tylko genialnym warsztatem ale jest wielowątkową narracją o nas, ludziach. To nasza duma i perła w polskich zbiorach muzealnych, tej samej wagi co obrazy Rembrandta czy Leonarda. Kapitalnie historię obrazu przytacza Magda. Zanurzmy się wspólnie w tę historię.

Hans Memling

Hans Memling urodził się ok.1435 w Seligenstadt w Niemczech, zmarł 11.08.1494 w Brugii w Belgii. Był malarzem niderlandzkim niemieckiego pochodzenia, jednym z najważniejszych przedstawicieli sztuki wczesnego renesansu w Europie. Brakuje źródeł, które mogłyby z pewnością potwierdzić informacje dotyczące biografii artysty. Przyjmuje się, że był uczniem wielkiego malarza, Rogera van der Weydena. W jednym z przypisywanych mu dzieł, ołtarzu Sądu ostatecznego (ok.1472, Muzeum Narodowe w Gdańsku), widoczne są wyraźne wpływy sztuki van der Weydena. Memmling – w przeciwieństwie do swojego nauczyciela – używał miękkiego rysunku i przejść walorowych. Portrety autorstwa Memmlinga wyróżnia natomiast niezwykła plastyczność oraz wyważenie pomiędzy realizmem przedstawienia a idealizacją modela bądź modelki. Dzieła te uznawane są za szczytowe osiągnięcia renesansowego portretu.

Malarz najbardziej znany jest jednak jako twórca ołtarzy. Artysta potrafił ukazać sceny religijne w taki sposób, by uwydatnić wartości humanistyczne kluczowe dla filozofii renesansu.

Od początku

Obraz został namalowany na zamówienie Angola di Jacopo Taniego – kierownika włoskiej filii banku Medyceuszy w Brugii. Był pierwotnie przeznaczony dla rodowej kaplicy San Michele w kościele San Bartolomeo pod Florencją. Powodów powstania dzieła mogło być kilka: poza funckją dekoracyjną, podkreślającą wysoką pozycję zleceniodawcy, ołtarz miał pełnić prawdopodobnie funkcję daru, połączonego z testamentem napisanym przez Taniego przed daleką i odmieniającą życie podróżą do Anglii. Być może stanowił także próbę zażegnania konfliktu między Tanim a  jego rywalem Tommaso Portinarim, który przejął i zawłaszczył sobie jego miejsce i pozycję w brugijskim banku, przez co Tani zmuszony był podróżować do Londynu. Jednak to co pewne to, że dzieło nigdy nie dotarło na miejsce, a sam fundator pewnie nigdy go nie zobaczył. W 1473 roku, podczas morskiej podróży galera „San Matteo”, na której znajdował się tryptyk, została okradziona przez gdańskich kaprów pod dowództwem Paula Benekego. Paul Beneke był kapitanem statku – dokładniej karaki „Peter von Danczk” (Piotr z Gdańska) – w wojnie miast hanzeatyckich z Anglią. 

Okazało się, że na okręcie znajdowały się spore ilości tkanin itp. Wszystko to miało być wyładowane we Włoszech. „San Mateo” wiózł jednak nie tylko tkaniny, ale również wspaniały tryptyk. Podział łupu dokonany został pomiędzy Beneke jego załogę oraz trzech patrycjuszów gdańskich. Tryptyk został przekazany trzem patrycjuszom – właścicielom galery, którą dowodził Beneke, członkom Bractwa św. Jerzego, którzy ofiarowali go Bazylice NMP. Dzieło zawisło na filarze przy kaplicy św. Jerzego jako prywatna własność bractwa. Kradzież wzburzyła wielu, którzy interweniowali. Jako pierwszy książe Karol Śmiały – władca Burgundii [dążąc do uniezależnienia Burgundii od Francji i utworzenia samodzielnego królestwa, zorganizował przeciw Ludwikowi XI opozycję możnowładców (Liga Dobra Publicznego); po niepowodzeniach tej akcji i opuszczeniu go przez sprzymierzeńców, zawarł rozejm z królem (Piquigny 1475); próba zagarnięcia Lotaryngii zakończyła się klęską w bitwie pod Nancy, w której Karol Śmiały poniósł śmierć – od redakcji]. Skierował on do Rady Miasta Gdańska list, w którym domagał się zwrotu ładunku. Jednak interwencja była bezskuteczna. Swoją drogą został on sportretowany przez Hansa jako apostoł. Kolejny, który interweniował był sądowy przedstawiciel Portinarich, a potem sam papież Sykstus IV [to on był fundatorem kaplicy Sykstyńskiej – od redakcji]. Jednak wszyscy ponieśli porażkę i obraz został w Gdańsku.
Później obraz próbował zdobyć Rudolf II. Chciał kupić dzieło do swojej kolekcji za sumę 40 000 talarów. Rada Miasta odrzuciła propozycje władcy.

Późniejsze losy obrazu dalej są burzliwe. W czasie wojen napoleońskich tryptyk trafia do Luwru, gdzie eksponowany jest jako dzieło Jana van Eycka! Następnie został przeniesiony do Berlina. Akademia Sztuki w Berlinie chciała go zatrzymać i zaproponowała wymianę. Chcieli dać w zamian kopię Madonny Rafaela i trzy stypendia dla młodych artystów, jednak Gdańsk nie przystał na te warunki i w 1817 roku dzieło Memlinga wróciło na swoje miejsce. Obecnie dzieło jest eksponowane w Muzeum Narodowym w Gdańsku, a jego kopia wisi w kościele.

 


Obraz został namalowany na zamówienie Angola di Jacopo Taniego – kierownika włoskiej filii banku Medyceuszy w Brugii – było praktyką powszechną, wręcz obowiązkową malowanie fundatorów (od redakcji).

 

Jako pierwszy Karol Śmiały – władca Burgundii. Skierował on do Rady Miasta Gdańska list, w którym domagał się zwrotu ładunku. Jednak interwencja była bezskuteczna. Swoją drogą został on sportretowany przez Hansa jako apostoł.


 

Analiza obrazu

Na koniec chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze dwie rzeczy, które mnie urzekły. Pierwszą z nich są wyniki badań jakim był poddany obraz. Wykonano mikro- i makrofotografie w świetle zwykłym, w podczerwieni i ultrafiolecie, dzięki czemu można było dotrzeć do rysunku artysty. Badania są prowadzone do dzisiaj. Ostatnie wyniki wykazały istotne zmiany kompozycji widoczne w podrysowaniach. Nanosił rysunek bezpośrednio na zaprawę, zmieniał poszczególne elementy kompozycji i proporcje, a do rezultatu dochodził dopiero w ostatecznym rozwiązaniu malarskim .Drugą rzeczą natomiast są detale na obrazie, prawie że nie zauważalne gołym okiem. Chodzi mi o odbicie całej sceny w zbroi Archanioła Michała. Dzięki temu możemy też oglądać fragmenty dziejące się poza płótnem. Niesamowita zabawa odbiciem i zabiegiem iluzjonistycznym. Zresztą ten sam efekt artysta zastosował w kuli pod stopami Chrystusa.

 


Nanosił rysunek bezpośrednio na zaprawę, zmieniał poszczególne elementy kompozycji i proporcje, a do rezultatu dochodził dopiero w ostatecznym rozwiązaniu malarskim.

 

Odbicie całej sceny w zbroi Archanioła Michała. Dzięki temu możemy też oglądać fragmenty dziejące się poza płótnem. Niesamowita zabawa odbiciem i zabiegiem iluzjonistycznym

 

Ten sam efekt artysta zastosował w kuli pod stopami Chrystusa

 

 

 

„Sąd Ostateczny” Memlinga to dzieło hipnotyzujące!


ZA:

Portal Warszawski. O krok do przodu

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły