W Domu Dziecka w podwarszawskich Pęcherach trwa niewyobrażalny dramat małego dziecka, krzywdzonego psychicznie przez personel

W Tygodniku „Angora” i na tym profilu opisywałem wielokrotnie historię 11-letniego Olka, który trafił do domu dziecka na mocy kretyńskiej decyzji sądu w Piasecznie. Aby nad ranem odebrać go z mieszkania, policja wysłała dwie grupy zamaskowanych kryminalnych – pisze na swoim blogu,Leszek Szymowski – dziennikarz śledczy.

Historia

Olek mieszka w Domu Dziecka a jego matka robi wszystko, aby go odzyskać. Jest to trudne, bo wnioski o zmianę postanowienia i zabezpieczenia gdzieś w sądzie znikają. Już w grudniu reprezentująca matkę dziecka adwokat wysłała do sądu wniosek o skierowanie sprawy do instancji odwoławczej. Dokument odnalazł się dopiero w lipcu, po ośmiu miesiącach. Co się z nim działo przez ten czas – nie wiadomo.

Najgorsze, że 11-latek pada ofiarą obrzydliwych, wręcz nazistowskich szykan ze strony personelu Domu Dziecka. Zaczęło się od tego, że dyrektor – Aneta Piliszek – zakazała odwiedzin jego babci. Bo takie ma widzimisię. Pretekstem było to, że starsza pani stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa placówki. Chłopca odseparowano wiec od babci, jak w Oświęcimiu. Cierpiał przez to bardzo, bo Babcia – obok Mamy – to najbliższa mu osoba, z którą czuje silną więź emocjonalną. I właśnie spotkania z Babcią były jedynym, co go łączyło ze światem, z którego wyrwano go przemocą.  Od tego momentu, Babcia stała się babcią na telefon, bo tylko rozmowy telefoniczne gwarantowały Olkowi kontakt z Babcią.

Babcia przyjechała do Olka niespodziewanie wraz z posłem Grzegorzem Braunem (poseł zgłosił ją jako asystenta społecznego). Trwało to kilkanaście tygodni. Po tym, gdy w Domu Dziecka pojawił się Braun, dyrektor Domu Dziecka doszła do wniosku, że Babcia Olka ją „oszukała” i zakazała jej dzwonić. Od tego momentu Olek nie może zadzwonić do babci, a babcia nie może zadzwonić do Olka. Mały cierpi jeszcze bardziej.

Odwet na dziecku

Gdy sprawę zacząłem nagłaśniać (tutaj, na moim kanale na YT i w tygodniku „Angora”) dyrektor Domu Dziecka postanowiła wziąć odwet na Olku. O tym jak to wygląda, możemy się dowiedzieć z listów pisanych przez Olka do posła Grzegorza Brauna. Wynika z nich, że mały Olek jest poddawany ciągłej tresurze. Pracownicy Domu Dziecka mówią mu, że babcia jest zła, mama jest zła, on powinien się od nich odciąć i z nimi w ogóle nie rozmawiać. Straszą Olka, że podadzą mamę do sądu za moje artykuły (sic). Wszystko to jest oczywiście stek bzdur ale małe dziecko boi się.

Taka tresura trwa całymi dniami. Gdy Olek dzwoni do matki, obok siedzi pracownik Domu Dziecka i przysłuchuje się rozmowie. Nie ma więc szansy na prywatność i szczerość rozmowy. Gdy matka przyjeżdża do Olka na gwarantowane przez sąd spotkania, obok siedzi pracownica Domu Dziecka. Więc znowu nie ma możliwości spokojnej rozmowy. Gdy Olek idzie na spotkanie z matką – wysłuchuje pod jej adresem steku bzdur, gdy wraca ze spotkania – również. Gdy do domu dziecka wydzwania babcia Olka – chłopcu pokazują telefon tak, aby widział kto dzwoni i… nic. Olek płacze, bo chciałby usłyszeć babcię ale mu nie pozwalają. Za to obserwują to inne dzieci i śmieją się z Olka.

I tak codziennie.

Leszek Szymowski – dziennikarz śledczy

Portal Warszawski

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.