Na Lotnisko Chopina 60% odlotów jest opóźnionych

Pracownicy naziemni LS Airport Services nie wyrabiają – muszą jednocześnie odprawić nie jeden, a trzy samoloty, skarżą się na przepracowanie i brak wsparcia od firmy. Panuje dziwne milczenie – nie chcą o tym mówić nawet związkowcy, z którymi chciałam porozmawiać. Władze Chopina i spółki tłumaczą, że u podstaw leżą opóźnienia na lotniskach w Europie – podaje 300gospodarka.pl.

Przy startach odsetek opóźnień jest większy niż przy lądowaniach i wynosi 61 procent

Z informacji, jakie przekazało redakcji 300gospodarka.pl biuro prasowe stołecznego portu wynika, że od 1 do 11 lipca łącznie 2764 rejsów (na 5265 wszystkich) było opóźnionych powyżej 15 minut. Czyli 52,5 procent wszystkich rejsów– łącznie na odlotach, jak i na przylotach. Przy startach odsetek opóźnień jest większy niż przy lądowaniach i wynosi 61 procent. Rzeczniczka Lotniska Chopina Anna Dermont, wyjaśnia, że o ile rano operacje odbywają się nawet przed czasem, o tyle w ciągu dnia, ze względu na sytuację na innych lotniskach europejskich, samoloty łapią opóźnienia.

W porównaniu do innych europejskich portów, Lotnisko Chopina radzi sobie dobrze. Tylko 3 proc. opóźnień zależy od lotniska. W ponad połowie przypadków wynikają one z ograniczeń w przepustowości międzynarodowej przestrzeni powietrznej lub z opóźnień powstałych na innych europejskich lotniskach – mówi Dermont w rozmowie z 300Gospodarką.

Odwołanych lotów także nie jest wiele. W poniedziałek 11 lipca było to zaledwie niespełna 3 procent wszystkich lotów. – Europejska siatka lotnicza to trochę system naczyń połączonych. W sytuacji, gdy pojawi się opóźnienie, nie da się go już nadrobić na krótkiej trasie, a samolot traci tzw. slot również na kolejne rejsy. Obserwujemy takie sytuacje, że samoloty są gotowe do startu o czasie, ale nie ma takiej możliwości właśnie ze względu na brak slotudodaje Dermont.

Skąd się wziął problem?

W czasie pandemii, kiedy ruch lotniczy został ograniczony do najważniejszych połączeń, a w pewnym momencie całkowicie zamrożony, z pracy w branży lotniczej w Europie mogło odejść nawet 600 tys. ludzi. Teraz są ponownie potrzebni, by obsłużyć całkiem nowe bądź reaktywowane trasy lotnicze. Jednak ich zatrudnienie wymaga czasu. Niekiedy, jak we Francji, nawet 5 miesięcy. A pracownicy potrzebni są „na wczoraj”.  W Polsce, potencjalny pracownik, który ma dostęp do stref zastrzeżonych, musi czekać ok. 2,5 do 3 miesięcy, zanim zostanie zatrudniony. Samo wydanie przepustki do wejścia na lotnisko na podstawie weryfikacji kandydata zajmuje ok. 3 tygodnie.

Trudna sytuacja panuje w firmach handlingowych, które zajmują się obsługą naziemną samolotów: sprzątaniem maszyn czy przeładunkiem bagaży.

za; 300gospodarka.pl

Portal Warszawski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.