[OPINIA] Dystopijny obraz nędzy Centrum Warszawy

Warszawa to miasto mające za sobą bardzo trudną, ale ciekawą historię. Wielokrotnie doświadczała ciężaru bycia stolicą środkowoeuropejskiego państwa, była areną walk i niemym świadkiem wojennych zmagań. Niszczona przez wroga powstawała i stawała się jeszcze piękniejsza, nazywano ją „Paryżem Północy” oraz „Damą Wschodu”.



Co dalej?

Współcześnie Warszawa to duże, europejskie miasto, które stanęło na rozdrożu – czy czeka ją dalszy rozwój z pożytkiem dla mieszkańców, czy coraz wyraźniej zacznie tracić na swoim blasku? Aby spróbować odpowiedzieć sobie na to pytanie, zapraszamy na krótki fotograficzny spacer – ulicą Chmielną.

Przypominamy artykuł sprzed DWÓCH lat, powtórzmy DWÓCH lat. Zdjęcia zostały zrobione dosłownie parę dni temu.

 


 


 

Ulica Chmielna położona w ścisłym centrum Warszawy rozciąga się od Nowego Światu i kończy na wylocie w ulicę Marszałkowską. Jak na prestiżową i luksusową część miasta przystało, Chmielna miała stać deptakiem łączącym w sobie ideę „miasta dla ludzi” wolnego od ruchu samochodowego. Przestrzeń wypełniona restauracjami, kawiarniami, drobnymi sklepikami, pubami i galeriami sztuki, w zamyśle autorów reprezentuje nowoczesne oraz postępowe podejście do zagospodarowania przestrzeni miejskiej.

Wyłączenie ulicy z ruchu samochodowego miało w zamyśle oddać pole pieszym, rowerzystom, osobom poszukującym dla siebie wolnej przestrzeni pośrodku miejskiej dżungli. Dodatkowo pozwoliło na wykorzystanie wolnej przestrzeni pod kawiarniane ogródki, wypełnione wesołą muzyką oraz gwarem bawiących się ludzi. Tyle teorii – czas opuścić utopię i stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością, która niestety jest bardzo brutalna w swojej wymowie.

 


 

 


Dystopia

Oto dystopijny świat pełen brudu, zdewastowanych elewacji kamienic i zamkniętych na głucho lokali. Z każdym krokiem czujemy się tam coraz bardziej obco, ale też niezbyt bezpiecznie. Mijając kolejne bramy pełne straszących wulgarnych malowideł, pustych butelek porzuconych na podokiennych gzymsach kamienic. Idąc ulicą Chmielną kilkanaście minut po godzinie 12 w południe, odnosiłem wrażenie, że zachowanie czujności w tym miejscu to podstawa przetrwania. To, co szokuje najbardziej to duża liczba opuszczonych lokali, zamkniętych drzwi miejsc, które były kiedyś tętniącymi życiem lokalami.

Ulica Chmielna, która nie znajduje się na uboczu, a w centrum europejskiej metropolii, jest opuszczona, szara i zaniedbana, o czym od lat alarmujemy.


 

Pani Kuryłowicz Ameryki nie odkrywa, ale to Trzaskowski uważa, że sowietami są ci którzy nie zgadzają się wizją Warszawy. Warszawa jest sowieckim miastem od 45 roku, i nic się zmieniło. Mentalnie też.


Oprócz kilku lokali znajdujących się bliżej wspomnianego pasażu, największym zainteresowaniem cieszył się sklep Biedronka.

Kiedyś prestiżowa i tętniąca życiem ulica Warszawy zamieniła się w niebezpieczne slumsy. Wszystko wskazuje na to, że w przypadku dalszego zamknięcia gospodarki (ZDM nie chce tam nawet samochodów dostawczych) – głównie gastronomii i usług – oraz brnięcie władz miasta w lewicowych odmętach urbanistycznego absurdu, inne warszawskie ulice również upodobnią się do Chmielnej. Dodatkowo Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie, znany ze swojego ideologicznego podejścia do spraw infrastruktury i transportu, planuje przebudowę tzw. Placu Pięciu Rogów w myśl idei „miasta dla ludzi”, czyli wyłączenia go z ruchu samochodowego. Jeżeli obietnice ZDM zostaną spełnione, doprowadzi to do dodatkowej degradacji tego miejsca i jego okolic poprzez odcięcie gastronomii i usług od nieskrępowanej możliwości realizacji dostaw do swoich punktów.


 

 


Komentarz

Nie będzie lepiej, nie łudźmy się. Będzie gorzej bo ludzi siedzący na Placu Bankowym nie mają o niczym pojęcia, a jak wiemy, za chwilę Chmielna padnie bo kilku wariatom przeszkadzają na tam  nawet samochody dostawczej.

Jak dla mnie, to miasto może paść. Może wtedy wszyscy się przebudzą!

 

 

zdj. Wiesław Wróblewski

Daniel Echaust, naczelny Portal Warszawski

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.