Jakie wnioski płyną z umorzenia sprawy przeciwko byłemu liderowi MJN?

Parę dni temu na naszych łamach wyjaśniliśmy, że bezpodstawnie zawyrokowaliśmy jakoby Jan Mencwel miał ponieść konsekwencje swoich czynów. Nie jest to prawda, o czym pisaliśmy parę dni temu. Padło też słowo przepraszam. Tym zasadniczo od nich się różnimy. Do błędów należy się przyznawać. I umieć przeprosić, i idziemy o zakład, że „aktyw” na swoich patostronkach będzie się teraz tym do woli podniecać, i zrobią sobie festiwal przedwczesnej radości…wiemy co piszemy.

Do rzeczy

Sąd sprawę umorzył, nie doszukując się niczego złego w jego działaniach. Należy przypomnieć, że samo umorzenie sprawy nie jest równoznaczne z orzeczeniem niewinności, jak już niektórzy „spece” aktywistyczni wieszczą, na czele ze „specem” od brd. Co ciekawe sam Mencwel wciąż uważa, że to była zemsta reżymu pisowskiego. Poziom megalomanii wstrząsający. Wstrząsający.

Sąd musi napisać orzeczenie, na podstawie którego będzie można w pełni sprawę ocenić. Zapewne uzna te działania za mało szkodliwe społecznie.

Ale pozostaje inny aspekt. Można się tylko domyśleć, że sam autor nielegalnego polowania na kierowców, nie wystąpił do ZDM-u o żadne pozwolenia zajęcia pasa drogowego. Na wszystkie działania wychodzące poza dedykowane autom, tramwajarzom, kierowcom samochodów,  TRZEBA MIEĆ ZEZWOLENIA. Mencwel, wielki znawca miasta, zapewne wiedział, że takie pozwolenia są potrzebne. Czyżby świadomie je zlekceważył?

Zero tolerancji” dla łamiących przepisy?

Jak się okazuje, w tym mieście Straż Miejska potrafi świetnie spacyfikować rolnika sprzedającego truskawki, czy babcię dorabiającą do emerytury sprzedającą sznurowadła. Mało tego, według wszelkich przypuszczeń nowy szef SM ma być bardziej radykalny wobec mieszkańców jeżdzących samochodami. To skutek lobbingu „aktywu”, który usuwa kolejnego niepokornego urzędnika, który nie godzi się na „aktywistyczny” terror. Stąd wymyślili medialną bajkę o drogiej motorówce i rzekomo bogatym szefie SM. Ba, gromada obsesjonistów chce decydować jak ma ona wyglądać. Właśnie ogłosili swój program – uwaga – naprawy Straży Miejskiej, a tam między innymi; zero tolerancji” dla łamiących przepisyUWAGA – MJN właśnie złożyło deklarację, że będzie ścigać również rowerzystów jeżdżących po chodnikach, i szaleńców wpadających na pieszych, o których tak dba. Szaleńców blokujących ulice, kłamiących tak jak w przypadku rzekomego bandyty kierowcy, który wcale nie zabił żadnej rowerzystki na Moście ks. J. Poniatowskiego. Warto ten dzień zapamiętać – MJN chce ścigać łamiących przepisy!

Zdaniem MJN, „strażnicy muszą też poczuć sprawczość swoich działań czego im obecnie bardzo brakuje przy obecnym dowództwie”. – Jeżeli pozostawiony pojazd stwarza zagrożenie – każdorazowo należy go odholować. Jeżeli kierowca łamie przepisy, ale nie stwarza bezpośredniego zagrożenia, każdorazowo powinna być nakładana blokadawyjaśniła Marta Marczak, wiceprzewodnicząca Miasto Jest Nasze. (A kto zatem jest przewodniczącym? Czyżby znów Jan Mencwel?)

To nie wszystko…

Aktywiści podkreślili też konieczność współpracy pomiędzy strażą miejską i Zarządem Dróg Miejskich w ramach Stref Płatnego Parkowania Niestrzeżonego. Przypomnieli, że ZDM potwierdził gotowość techniczną do automatycznego generowania fotowezwań, „ale jak na razie komendant Leszczyński sprzeciwiał się ich wykorzystaniu przez straż miejską”.

Dalej jest lepiej

Ostatni postulat MJN to „dość nękania mieszkańców zgłaszających wykroczenia”. – Mieszkanki i mieszkańcy Warszawy chcą swobodnie i bezpiecznie się przemieszczać pieszo, na rowerze lub transportem publicznym, niestety kiedy zgłaszają liczne nieprawidłowości, które spotykają na swojej drodze są zazwyczaj nękani licznymi listami poleconymi, choć nie jest to wymagane. Niemal za każdym razem, gdy mieszkaniec zgłosił nieprawidłowo zaparkowany samochód, musi się liczyć z wizytą na poczcie i w oddziale straży miejskiej. Należy natychmiast to zmienić – zaapelował Tomek ze Stop Cham Warszawa, które pokazuje w sieci nieprawidłowe zachowania kierowców.(TVN Warszawa)

O kim MJN nie wspomniało? O przeważającej większości mieszkańców Warszawy, o kierowcach…dla tych obsesjonistów oni nie istnieją. A promowanie jakiegoś „aktywisty” z patologicznego Stop Cham Warszawa to typowe zagranie TVN WARSZAWA, który realizuje zasadę „dziel i rządź”.  Narzędziem dzielenia są „aktywiści”.

„Zero tolerancji” dla łamiących przepisy – to jest absolutny HIT!


 

 

– „Gdzie w Warszawie bandyci urządzają sobie nielegalne wyścigi po ulicach? – pyta MJN”. Jeśli wierzyć stowarzyszeniu Miasto Jest Nasze, na większości głównych ulic szaleją „bandyci” zabijający warszawiaków. W rzeczywistości liczba śmiertelnych wypadków spadła w dziesięć lat ponad dwukrotnie. (Tu Stolica)


Im wolno więcej, wolno jeździć po chodnikach (w samym maju w Warszawie już doszło do kilkudziesięciu potwornych wypadków z udziałem nadludzi na rowerach), wolno siać nienawiść, wolno też bez zgody zarządcy (zakładamy, że takiego wystąpienia nie było) zajmować teren w celu wykonania nielegalnego quasi pomiaru prędkości, lub dokonywać pod osłoną nocy rzekomo partyzanckich akcji. Im wolno wszystko. Wolno im zakładać wortale szkalujące ludzi, wolno im donosić na źle parkujących kierowców, wolno im wyzywać ludzi od bandytów i przestępców, wolno im organizować sobie życie z publicznego Budżetu Obywatelskiego, wolno im hakować strony, które demaskują ich działania, wolno im wszystko.






To raptem kilka przykładów ich działań i języka miłości

 

To nie jest ani moralne, ani zdrowe. To jest amoralne i chore, aby kilka stowarzyszeń, utrzymywanych też z naszych pieniędzy, decydowało jak mamy żyć. To nie jest ani normalne, ani zdrowe.

A my wyślemy zapytania do ZDM-u, z pytaniami czy Jan Mencwel zgłosił swoje akcje na poszczególnych ulicach Warszawy, i czy miał na nie wszystkie pozwolenia, bo nie może być tak, że komuś wolno więcej, komuś mniej.

Portal Warszawski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.