77 lat temu zmarł Ferdynand Ossendowski – „polski Karol May”…

3 stycznia 1945 r. w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim po krótkiej „tajemniczej” chorobie zmarł Ferdynand Antoni Ossendowski – pisarz, podróżnik, awanturnik… Nawet po śmierci był na celowniku hitlerowców. Miało z nim porachunki NKWD. Był nie tylko pisarzem i podróżnikiem, ale też szpiegiem.

Rys biograficzny

Tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, pochowany został na cmentarzu w Milanówku. Nigdy nie ujawnił żadnych szczegółów swojej działalności polityczno-wywiadowczej. Jego archiwum zostało skrupulatnie zniszczone przed jego śmiercią. Ossendowski to przede wszystkim demaskator mrocznych kulisów rewolucji bolszewickiej i prywatny wróg Włodzimierza Iljicza Lenina.

Kiedy Rosjanie w styczniu 1945 r. wkroczyli do Warszawy, specjalna grupa funkcjonariuszy NKWD wybrała się do Żółwina (gdzie mieszkał przed śmiercią), nie dając wiary pogłoskom o śmierci pisarza. Kiedy na miejscu potwierdzono jego zgon, a nawet wskazano świeży jeszcze grób w pobliskim Milanówku, agenci sprowadzili grabarza, któremu nakazali rozkopanie grobu i otworzenie trumny. Dopiero gdy zobaczyli ciało, odpuścili i odjechali.

A Ossendowski? Gdyby żył, zapewne mrugnąłby okiem. Uciekał przed bolszewikami, kilkakrotnie przemierzając Syberię i azjatyckie stepy, teraz uciekł jeszcze dalej. I ostatecznie… Antoni Ferdynand Ossendowski należał w dwudziestoleciu międzywojennym do najbardziej znanych żyjących polskich pisarzy.

Sława

Światowy rozgłos przyniosła mu książka „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, wydana na początku lat 20. Ossendowski opisał w niej swoją ucieczkę przez bolszewicką Rosję, spotkanie z demonicznym baronem Ungernem i mityczne cuda Azji Centralnej. Ta awanturnicza opowieść to również klucz do pełnego zagadek życia Ossendowskiego. Oraz do jego tajemniczej śmierci, nad którą ciążył cień polityki i… starej wróżby. Co naprawdę stało się w styczniu 1945 roku? Czy sławny polski pisarz musiał umrzeć, ponieważ za dużo wiedział?

„Najłatwiej jest zabić człowieka marzącego o samobójstwie” – pisał Ossendowski. „Taki nie broni się i nie woła o pomoc.

 

 

Najstosowniejszym momentem była wielka wojna i klęska, spotykająca armię rosyjską. Lenin rzucił hasło dla nędzników niepoczuwających się do państwowości: – Precz z wojną! Bierzcie karabiny i wracajcie do domów. Stawka została wygrana. Lenin rzucił drugą kartę: – Liberałowie i socjaliści dążą do ustalenia rządu, który wam, głodni, wszawi i uciemiężeni, nic nie da! Precz z konstytuantą. Bierzcie karabiny i wychodźcie na ulice!. Znów zwyciężył. Nastąpiła trzecia stawka: -Jesteście chciwi i nienawidzicie władzy, bogaczy, popów, urzędników? Wieśniacy i robotnicy, zabierajcie wszystko i zgniećcie waszych wrogów!. Ten manifest godny ziemskiego, czerwonego cara podług rosyjskiego ideału był wykonany ściśle, a w mrocznych zakamarkach mrowiska rosyjskiego szeptano:

– Azaliż nie przyszedł na ziemię naszą prawosławną Chrystus-czerwony mściciel?”.

A zza grobu Ossendowski, mrużąc oko, dodawał: „I wziął za to pieniądze”. Dlatego właśnie rozkopano jego grób w Milanówku. Dlatego też w Polsce można było książki Ossendowskiego wydawać dopiero po 1989 r…”

Igor Strojecki, varsavianista

Portal Warszawski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *