[ANALIZA] Karnista o wypadku na ul. Sokratesa

Śmiertelne potrącenie pieszego na ul. Sokratesa w Warszawie. Sprawcę oskarżono o zabójstwo, ale ostatecznie został uznany za winnego spowodowania wypadku drogowego i skazany na karę 7 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności. Dlaczego nie przypisano mu zabójstwa?

Do tragicznego wypadku doszło w październiku 2019

Sprawca jechał po mieście i przekroczył dozwoloną prędkości o 84 km/h (według biegłych jechał z prędkością 134 km/h). Przerobił również samochód w taki sposób, że – zdaniem ekspertów – nie powinien być on dopuszczony do ruchu. W czasie jazdy potrącił mężczyznę, który w towarzystwie żony przechodził przez ulicę, pchając wózek z dzieckiem*.

Sprawa jest z pewnością bulwersująca i wywołuje uzasadnione emocje. Piraci drogowi, którzy powodują tak rażące zagrożenie dla życia uczestników ruchu, powinni trafiać do więzienia na długi czas.

Za zabójstwo groziło kierowcy co najmniej 8 lat pozbawienia wolności aż do dożywotniego więzienia (art. 148 k.k.). Za wypadek ze skutkiem śmiertelnym kara przewidziana w art. 177 k.k. wynosi maksymalnie 8 lat pozbawienia wolności.

Przyjrzyjmy się sprawie pod kątem Dogmatycznym

Po pierwsze, zabójca musi mieć zamiar zabicia człowieka, a ZAMIAR sprawcy wymaga udowodnienia. Zamiar to okoliczność faktyczna, tak samo jak przekroczenie prędkości czy spowodowanie określonego skutku.

Oznacza to, że zamiaru nie można domniemywać. Nie wystarczy powiedzieć: „Powinieneś przewidzieć, że szaleńcza jazda może doprowadzić do śmierci człowieka. A więc miałeś zamiar, bo powinieneś przewidywać możliwość spowodowania śmierci„.

Nie na tym polega zamiar, że ktoś MOŻE lub POWINIEN przewidywać. Zamiar polega przede wszystkim na tym, że sprawca musi realnie PRZEWIDYWAĆ. Ma liczyć się z tym, że określone zachowanie doprowadzi do śmiertelnego następstwa. Bez realnej świadomości po stronie konkretnej osoby, że jej czyn może spowodować śmierć człowieka, nie da się stwierdzić, że działała z zamiarem.

Po drugie, sama świadomość negatywnych następstw czynu nie wystarczy do skazania sprawcy za zabójstwo drogowe. Zamiar wymaga ponadto chęci spowodowania skutku albo przynajmniej godzenia się sprawcy na śmierć człowieka. W omawianej sprawie prokuratura zarzuciła mężczyźnie zabójstwo z zamiarem wynikowym. Twierdziła więc, że przewidywał on możliwość spowodowania śmierci przechodnia i godził się na ten skutek.

GODZENIE SIĘ jako postać zamiaru wymaga udowodnienia. Sprawca godzi się na skutek, gdy przewiduje realne ryzyko jego nastąpienia i jest mu to OBOJĘTNE, czy skutek nastąpi, czy nie.

A jest mu to obojętne, gdy swoim zachowaniem nie stara się zmniejszyć ryzyka, nie stara się jakoś zapobiec skutkowi, nie podejmuje manewrów mających zminimalizować szkodę.

Tak prezentuje się teoria obojętności, rozwijana przed laty przez prof. Władysława Woltera

Godzenie się to obustronny brak chęci: sprawca ani chce, żeby skutek wystąpił, ani chce, żeby nie nastąpił. Jest mu po prostu „wszystko jedno”. Sąd powołał się między innymi na opinię biegłego oraz zapis monitoringu, z których wynikało, że mężczyzna podjął manewry obronne, by uniknąć potrącenia pieszego: hamowanie oraz skręt kół. Wskazuje to, że sprawca miał świadomość stworzonego zagrożenia, lecz nie godził się na nastąpienie skutku. 

Polski Kodeks karny nazywa taką sytuację czynem popełnionym nieumyślnie: choć świadomie, ale bez zamiaru, a więc nie można uznać go za umyślne zabójstwo. Mamy więc do czynienia z wysoce karygodnym, spowodowanym nieumyślnie wypadkiem drogowym.

Generalnie rzecz biorąc operowanie konstrukcją „zabójstwa drogowego” nie jest wykluczone, musiałaby to być jednak sytuacja ekstremalna.

Przykładowo, gdy ktoś rozpędzi pojazd do prędkości, która uniemożliwia mu w praktyce zapanowanie nad nim w zwyczajnej sytuacji na drodze, to sam odbiera sobie możliwość odpowiedniej reakcji, nawet gdyby potem chciał uniknąć skutku. Można byłoby przyjąć wówczas, że godzi się na najgorsze, bo nie ma już szans zapobiec skutkowi.

Po trzecie

gdyby konsekwentnie przyjmować, że kierowca godził się na śmierć mężczyzny, i w tym zakresie dopuścił się dokonanego zabójstwa, prokuratura powinna zarzucić mu również usiłowanie zabójstwa kobiety, która znajdowała się na przejściu, a także dziecka znajdującego się w wózku.

Jeśli kierowca w czasie nieostrożnej jazdy rzeczywiście godził się na śmierć pieszego, zamiar ten musiał być przecież identyczny wobec wszystkich osób znajdujących się wówczas na przejściu.

Prokuratura powinna więc oskarżyć go o usiłowanie zabójstwa tym samym czynem więcej niż jednej osoby i dokonane zabójstwo potrąconego mężczyzny (art. 13 § 1 w związku z art. 148 § 3 alt. 1 w zw. z art. 148 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k.).

Zarzut taki – jak wynika z informacji medialnych – nie został jednak sformułowany. Świadczy to o niekonsekwencji rozumowania prokuratury, że sprawca miał rzeczywiście zamiar wynikowy zabójstwa. Kierowcy wymierzono karę 7 lat i 10 miesięcy więzienia, a więc karę zbliżoną co do wymiaru do tej grożącej za zabójstwo. Maksymalna kara przewidziana za wypadek drogowy to 8 lat pozbawienia wolności.

Lepiej skazać sprawcę za wypadek drogowy, wymierzając mu dolegliwą karę, niż „naciągać” fakty i domniemywać zamiar, próbując na siłę przypisać mu zabójstwo

Mówimy oczywiście o wielkiej tragedii, która nie powinna mieć miejsca. Jednak kara niemalże 8 lat więzienia dla sprawcy omawianego zdarzenia nie wydaje się karą nieproporcjonalnie łagodną.

Walka z piratami drogowymi musi trwać! A zarazem sprawcy czynów karalnych muszą być karani na podstawie prawidłowo stosowanych przepisów Kodeksu karnego.

za; Dogmaty Karnisty

Portal Warszawski

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *