[NASZ KOMENTARZ] Hitlerowcy czy Niemcy? Koniec z kłamstwem historycznym czy wandalizm?

Stwierdziliśmy, że na tablicach Tchorka, należy słowo „Hitlerowcy” zastąpić słowem „Niemcy” – powiedział dla portalu TV Republika Adam Borowski, przewodniczący warszawskiego Klubu „Gazety Polskiej”, działacz opozycji antykomunistycznej. Zareagował Stołeczny Konserwator Zabytków – dziś skierowaliśmy zgłoszenie na policję ze wskazaniem nie tylko na uszkodzenie mienia, ale też znieważenie miejsc pamięci. Zobaczymy, jakie dalsze kroki podejmą organy ścigania.

Narracja środowiska Gazety Polskiej

Parę dni temu środowisko związane z Gazetą Polską postanowiło zastąpić słowo „Hitlerowcy”, które występują na zabytkowych już Tablicach Tchorka, słowem „Niemcy”.

Ten napis „Hitlerowcy” powstał za czasów komunizmu. Aby nie drażnić towarzysza Ericha Honeckera, sprawców zbrodni zastąpiono słowem „Hitlerowcy”. A to nie Hitlerowcy podpisali Pakt Ribbentrop-Mołotow, to nie hitlerowcy napadli na Polskę, tylko Niemcy. Jak wiemy z opowiadań naszych przodków, w czasie II Wojny Światowej nie używano sformułowania Hitlerowcy, tylko Niemcy.

Stowarzyszenie Architektów Polskich w 1948 roku na zlecenie Ministerstwa Kultury i Sztuki ogłosiło ogólnopolski konkurs na projekt formy oznaczenia miejsc walk i męczeństwa. Pierwszą nagrodę otrzymał warszawski artysta rzeźbiarz Karol Tchorek i zaprojektowany przez niego typ tablicy-płaskorzeźby – kutej w szarym piaskowcu, z krzyżem maltańskim pośrodku.

 

 

 

W trosce o pamięć, o prawdę historyczną podjęliśmy taką akcję. Uznaliśmy, że to jest pierwszy krok, aby zacząć przywracać znaczenie słowom. Te tablice przekłamywały rzeczywistość. Niemcy w ten sposób chcą oddalić od siebie poczucie winy, zatrzeć obraz historyczny. Ta akcja ma również na celu edukację młodego pokolenia. Ma przypomnieć, kto zapoczątkował II Wojnę Światową, kto odpowiada za zbrodnie, ludobójstwo. To byli Niemcy podkreślił przewodniczący warszawskiego klubu „GP”.

Narracja Stołecznego Konserwatora Zabytków

Zniszczonych tablic jest grubo ponad setka. Czyli zdecydowana większość ze 165 zachowanych. Plakietki z pianki przyklejane były na wyjątkowo mocny klej, który zostawia trwałe ślady na zabytkowym piaskowcu. Niektóre już mieszkańcy sami zdjęli, inne cały czas wiszą. Obawiam się, że w każdym przypadku będzie konieczna gruntowna konserwacja całej tablicy, lub dużej jej części. To koszty niebagatelne pisze Michał Krasucki na swoim profilu.

Dziś skierowaliśmy zgłoszenie na policję ze wskazaniem nie tylko na uszkodzenie mienia, ale też znieważenie miejsc pamięci. Zobaczymy, jakie dalsze kroki podejmą organy ścigania. Zatrudniony przez m.st. Warszawa ekspert przygotuje program prac konserwatorskich i kosztorys koniecznych robót. Należnością będziemy chcieli obciążyć sprawców.

 

 

 

Kto jest takim wandalem? Pod pretekstem walki z „kłamstwem historycznym” plakietki wieszali członkowie warszawskiego Klubu „Gazety Polskiej”. O czym zresztą sami chętnie mówili.

Najbardziej mnie w tym wszystkim smuci fakt, że debata historyczna w ich wydaniu przyjęła tak ordynarną formę i zamiast łączyć w dyskusji tylko jeszcze bardziej dzieli. Brawo! Mając nieograniczony dostęp do mediów, do prasy, publikacji w sieci wybrali taką niszczycielską formę, której ofiarą padły zabytkowe, zaprojektowane w 1948 r. przez Karola Tchorka tablice – ripostuje Krasucki

Komentarz

Rok temu przez Warszawę przeszedł tłum z Martą Lempart na czele, który dokonał ogromnych zniszczeń. Warszawę zakryły błyskawicę, które były malowane absolutnie wszędzie. Odnowione zabytkowe kamienice, ulice, kosze na śmieci witryny – tłum musiał zaznaczyć swoją obecność. Ale jednak największym, najbardziej bolesnym aktem wandalizmu, było niszczenie kościołów – Wizytki, NMP, Zbawiciela, św. Boboli na ul. Chłodnej. Taki stan trwał prawie tydzień. NIKT w ratuszu nie reagował, a Trzaskowski firmował fizycznie ten stan rzeczy. Milczał też Stołeczny Konserwator Zabytków.

Jako pierwszy zareagował Portal Warszawski, który napisał apel o to aby nie niszczyć zabytków naszego miasta. Pod naszym naciskiem zabrał dopiero, niemrawo zresztą, głos miejski konserwator. Miasto nigdy nie wypowiedziało się w tej kwestii, a jak dobrze pamiętamy, ówczesna rzecznik ratusza, pani Gałecka napisała nam, że miasto nie odnotowało finansowych zniszczeń z tytułu gremialnego aktu wandalizmu

 

 

W sukurs przychodzi, Tomasz Urzykowski, doskonały varsavianista, dziennikarz Gazety Stołecznej, sympatyzujący z aktywistami. Napisał on; Nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje odpowiedzialności Niemców za zbrodnie dokonane w czasie II wojny światowej. Ale akcja prawicowych działaczy, którzy zakleili istniejące od 70 lat w Warszawie tablice pamięci, nie przywraca w tym względzie żadnej prawdy. Jest tylko polityczną draką wpisaną w antyniemiecką retorykę PiS – pisze Tomasz Urzykowski.

Pełna zgoda, nikt niczego przy zdrowych zmysłach niczego nie niszczy. Nie niszczy chodników (aktywiści na Stalowej), zabytkowego Mostu Poniatowskiego (ZDM – któremu GW sprzyja), Centrum Warszawy, ul. Narbutta, Pl. Trzech Krzyży i Tablic Tchorka również. Każda samowola powinna być publicznie piętnowana, tymczasem Stołeczny Konserwator Zabytków i Urzykowski stosują świadomy relatywizm – im wolno, tym nie wolno.

Nie, nikomu nie wolno. Koniec z kłamstwem historycznym czy wandalizm? Czy Strajk Kobiet, organizator protestów, poniesie też karną odpowiedzialność za zniszczenia nie tylko w Warszawie?

A zniszczenie tablic nie powinno mieć miejsca. Jest godne potępienia, tym bardziej że niedawno zostały zrewitalizowane.

za; Gazeta Polska, profil Stołecznego Konserwatora Zabytków

Portal Warszawski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *