1 lipca 1942 samobójstwo popełnił pierwszy ułan II RP – generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski

– W określonych sytuacjach sprawdza się charakter człowieka. Wieniawa-Długoszowski, będąc oficerem I Brygady nigdy nie wahał się w podejmowaniu walki – mówił o Wieniawie prof. Ludwik Malinowski. – Zawsze był człowiekiem ogromnej odwagi. Nigdy do tyłu, zawsze do przodu.

Rys biograficzny

Wieniawa urodził się 22 lipca 1881. Studiował medycynę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Choć ukończył studia z wyróżnieniem, bardziej niż kitel i stetoskop pociągały go piórko i pędzel, udał się więc do stolicy artystów – Paryża, gdzie szybko wsiąknął w życie bohemy. Stamtąd wyrwało go dopiero spotkanie z Józefem Piłsudskim, który rozpalił w Wieniawie ducha żołnierza tak, że już w 1914 nosił mundur I Kompanii Kadrowej.

Odwagę Wieniawy docenił sam Piłsudski, czyniąc go swoim głównym adiutantem i swoim bliskim przyjacielem. Marszałek powiedział mu po latach znajomości, że wypytywał o niego generała Krzemińskiego, chciał się dowiedzieć, czy Wieniawa nie zrobił kiedyś jakiegoś świństwa. Generał Krzemiński odpowiedzieć miał Piłsudskiemu: „Panie Marszałku, głupstw na pewno bez liku, ale świństwa nigdy żadnego”.

Od 1938 roku Wieniawa pełnił funkcję ambasadora w Rzymie

o Wieniawę na swojego następcę wyznaczył prezydent Ignacy Mościcki. Tej nominacji nie przyjął rząd Sikorskiego, nie zaakceptowali jej też Francuzi. Wieniawa sam zrzekł się stanowiska.

Według różnych relacji Sikorski obiecywał, że generał Wieniawa-Długoszowski powróci do wojska. Przecież była wojna. Tak doświadczonego oficera i dyplomaty nie należało zaprzepaszczać. Niestety, żadne obietnice nie zostały dotrzymane – mówił prof. Ludwik Malinowski w audycji dla Polskiego Radia.


Ciekawa anegdota pochodzi z 1934 roku, gdy Wieniawa-Długoszowski reprezentować miał Polskę na pogrzebie króla Jugosławii Aleksandra. Wówczas to, z niejasnych przyczyn, spóźnił się miał na uroczystość. Po powrocie do kraju dostał rozkaz zameldowania się u Marszałka, którego incydent ten doprowadził do wściekłości. Wieniawa stanął do raportu w smokingu, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Piłsudskiego. Gdy nie panując nad sobą ryknął w stronę stojącego na baczność Wieniawy: „Co to ma znaczyć?!”, ten najzwyczajniej w świecie odpowiedział: „Komendancie, melduję posłusznie, iż wiem, żem ciężko przewinił i powinienem dostać po pysku. A ponieważ bardzo szanuję swój mundur, przybyłem jako cywil. Polski generał nie może dostać po mordzie w mundurze!” Kary nie było, Piłsudski dał się kolejny raz rozbroić swemu ulubieńcowi.


Wieniawie powierzono w 1942 roku przedstawicielstwo dyplomatyczne na mało znaczącej Kubie. Był to cios dla generalskiego honoru i prawdopodobnie z tego powodu odebrał sobie życie.

Razem z Wieniawą umarła część przedwojennego świata ułanów, szwoleżerów, kawiarni i kabaretów. On sam chyba najlepsze wystawił sobie epitafium, pisząc w wierszu „Ułańska jesień„:

„Lecz gdyby kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by raz drugi żyć,
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu wojować, kochać się i… pić”

za; Polskie Radio

Portal Warszawski

zdj. ZBiAM

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *