27 czerwca 1688 r. nastąpiło uroczyste przeprowadzenie mniszek do nowej siedziby

27 czerwca 1688 r. nastąpiło uroczyste przeprowadzenie mniszek do nowej siedziby, w procesji z Najświętszym Sakramentem, z udziałem króla Sobieskiego, królowej Marii Kazimiery, dworu oraz licznych rzesz ludności. Fakt charakterystyczny dla epoki: przed zamknięciem klauzury królestwo wyprawili w klasztorze kilkugodzinną, huczną ucztę.

Rys historyczny

W drugiej połowie XVII w. nad wschodnią i środkową Europą zawisło niebezpieczeństwo tureckie. Zdawano sobie sprawę, że jeżeli Turcy zdołają pokonać siły chrześcijańskie, islam zaleje cały kontynent. A owe siły chrześcijańskie były stosunkowo słabe i brakowało im zdolnego wodza.

Jan III Sobieski wiedział, że podejmuje ryzykowną walkę. Wiedziała o tym również królowa Marysieńka. Złożyła więc ślub, że sprowadzi do Polski benedyktynki Najświętszego Sakramentu, jeśli Bóg da królowi zwycięstwo. Znamy historię odsieczy wiedeńskiej. Maria Kazimiera dotrzymała danego Bogu słowa. Po długich, przez kilka lat ciągnących się negocjacjach, doszła do skutku fundacja klasztoru w Warszawie w 1687 r., z tytułem fundacji królewskiej.(…).

Dyplom fundacyjny wystawiony przez królową, podkreślając główne zadanie mniszek: nieustającą dniem i nocą adorację wynagradzającą Najświętszego Sakramentu, zobowiązywał je ponadto, jak już wspomnieliśmy, do modlitwy za króla, za “dom królewski i za wszystkie stany” oraz do wpajania “pannom świeckim pobożności chrześcijańskiej i uczciwości obyczajów”. Według tegoż dyplomu w skład zgromadzenia warszawskiego miało wchodzić zawsze osiem zakonnic Francuzek, celem wyuczenia pensjonarek języka francuskiego. Po śmierci mniszek francuskich z pierwszej generacji zakonnej przestano się liczyć z tym warunkiem. Zadanie uczenia języka francuskiego przejęły Polki. Pracy wychowawczej zakonnic poświęcimy za chwilę parę słów. Tu należy tylko zaznaczyć, że m. Mechtylda nigdy nie stawiała swojemu Instytutowi za cel, nawet drugorzędny, kształcenia młodzieży. Zgodnie ze zwyczajem panującym w XVII w. w wielu zakonach, zezwalała na przyjmowanie pensjonarek w bardzo ograniczonej liczbie, jeżeli zmuszała do tego konieczność, ale pod warunkiem, że nie będzie to w niczym kolidowało z celem benedyktynek od Nieustającej Adoracji: życia poświęconego całkowicie adoracji i kontemplacji, w odseparowaniu od świata przez ścisłą klauzurę. Ponieważ królowa uczyniła wychowanie dziewcząt jednym z warunków fundacji, m. Mechtylda przyjęła go, bo dla niej był on tylko środkiem do wprowadzenia nieustającej adoracji i kultu eucharystycznego w Polsce.W akcie erekcji klasztoru warszawskiego wydanym przez biskupa Witwickiego 4 czerwca 1688 r., zamiast dość długiej nazwy oficjalnej “Benedyktynki od Nieustającej Adoracji” użyto po raz pierwszy skrótu “Sakramentki”. Nazwa ta kojarząca się z nazwą świec używanych przy wystawieniu Najświętszego Sakramentu, wkrótce tak się przyjęła, że po pewnym czasie wśród ludności Warszawy, a nawet wśród kleru mało kto wiedział, że w stolicy istnieje klasztor benedyktynek.

 


 


 

27 czerwca 1688 r. nastąpiło uroczyste przeprowadzenie mniszek do nowej siedziby, w procesji z Najświętszym Sakramentem, z udziałem króla Sobieskiego, królowej Marii Kazimiery, dworu oraz licznych rzesz ludności. Fakt charakterystyczny dla epoki: przed zamknięciem klauzury królestwo wyprawili w klasztorze kilkugodzinną, huczną ucztę.

Architektura

Klasztor na Nowym Mieście nie był podobny do klasycznych czworobocznych budowli tego typu. Składał się z kilku obiektów: z murowanego pałacu Kotowskich przystosowanego do potrzeb życia klasztornego oraz z kilku budynków drewnianych położonych w dużym ogrodzie opadającym tarasami ku Wiśle. Nową budowlą był kościół pod wezwaniem św. Kazimierza, patrona Marii Kazimiery Sobieskiej. Nieduży, ale bardzo harmonijny, zaprojektowany został przez wybitnego architekta Tylmana z Gameren. (benedyktynki-sakramentki.org).

Masakra w czasie Powstania Warszawskiego

Gdy 31 sierpnia 1944 roku siostry sakramentki wraz z setkami warszawiaków umierały pod gruzami kościoła na Nowym Mieście, w niebo wzbiło się stado białych gołębic – głosi miejska legenda.

W czasie Powstania Warszawskiego nowomiejski klasztor znalazł się w oku cyklonu. Walki toczyły się w pobliskich Rybakach i w Wytwórni Papierów Wartościowych a w pobliżu klasztoru wzniesiono barykady.

6 sierpnia dowództwo Powstania zaapelowało do sióstr o otwarcie klauzury, co umożliwiło łączność z walczącymi Rybakami. Do klasztoru dotarli mieszkańcy Woli, uciekający przed trwającą tam rzezią ludności cywilnej, zaś mieszkańcy Starówki szukali schronienia przeświadczeni, że w klasztornych piwnicach będzie bezpieczniej niż w podziemiach ich domów. Wszystkich trzeba było nakarmić – i powstańców i cywili – więc od rana gotowano zupę, a od połowy sierpnia wypiekano chleb.

Niebawem przeoryszę poproszono o przyjęcie szpitala powstańczego. Do głodnych i wymagających opieki dołączyli ranni, nieraz konający, o których życie i zdrowie walczyli dr Tadeusz Podgórski „Morwa” oraz dr Zygmunt Kujawski „Brom”. Siostry przejęły szpital na całkowite utrzymanie.

Niemcy szybko zorientowali się, że klasztor sakramentek stał się punktem oparcia dla powstańców. Nastąpiły ostrzały, a później, od 12 sierpnia, regularne ataki przeprowadzane z nowoczesnych miotaczy min zapalających lub burzących, zwanych potocznie „krowami” lub „szafami”. Mniszki gasiły pożary i obserwowały, jak kawałek po kawałku, cegła po cegle, ginie ich piękny klasztor i kościół – dzieło nadwornego architekta Sobieskich, Tylmana z Gameren. Spłonął Pałac Kotowskich, który był kolebką zgromadzenie i 60 tys. woluminów z biblioteki. Spłonął budynek nowicjatu i budynki gospodarcze. Gruz zasypywał posesję klasztoru. Od trafionej wieżyczki na kościele zajęła się kopuła, później na ziemię spadł krzyż. W piwnicach przerażeni ludzie na przemian modlili się i przeklinali. Sypały się tynki, Najświętszy Sakrament został przeniesiony do piwnicy. Gdy w połowie sierpnia przestała działać kanalizacja, błogosławionym ratunkiem okazało się klasztorne źródełko, z którego wodę wynoszono wiadrami. Wreszcie skończyły się zapasy żywności i medykamentów, które siostry bez wahania oddały na potrzeby szpitala. „Te sakramentki, które przez ileś set lat, od Marysieńki, śpiewały za kratami i przez kraty przyjmowały komunię, nagle stały się działaczkami, społeczniczkami, bohaterską instytucją, oparciem dla Nowego Miasta” – napisał autor „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego”.

 


 

 

Dzień niezmiennie rozpoczynała Msza św. odprawiana przez kapłanów, którzy stale przebywali w klasztorze. Adoracja nie ustawała, a siostry modliły się i spowiadały, a potem gotowały i opiekowały się rannymi.

Pod koniec sierpnia z nieba posypały się ulotki z apelem o poddanie się, ale po naradzie z dowództwem matka Byszewska zdecydowała się zostać w klasztorze. „Widocznie wolą Bożą jest, abyśmy tu, na tym stanowisku, wytrwali i zginęli” – stwierdziła. W dniach piekielnych ataków („Jakby całe piekło wpadło i szatan podpalił wszystkie kąty” – powiedziała s. Modesta), sakramentki rozważały, czy nie nadszedł czas realizacji ślubu żertwy. Bóg podpowiadał im, że nadszedł. Siostry przychodziły do m. Byszewskiej, bo przeorysza musi wyrazić zgodę na złożenie siebie w ofierze. A matka przeorysza wyrażała zgodę wielokrotnie. Z jednym wyjątkiem – s. Celestyny Wielowieyskiej. Po wojnie właśnie ona wróciła wraz z ocalałymi siostrami do Warszawy i podźwignęła z gruzów kościół i klasztor.

Niewiele wiadomo o tym, jak wyglądał akt oddania każdej z sióstr.
 
Najlepiej ujęła to s. Józefa: „Aby Polska nie była taka czy inna, ale cała Chrystusowa”.

Wizjonerka s. Katarzyna, której ukazywał się Chrystus w koronie z gwiazd i żądał, by złożyła się w ofierze za świat wyznała, że „Pan Jezus żąda ode mnie ofiary, a ja się opieram i strasznie się boję”.

Wszystkie miały świadomość zbliżającego się końca, a jednak pracowały do ostatniej chwili. Siostra Teresa jeszcze w dniu śmierci robiła na drutach i przekonywała, że po jej śmierci ta robótka może się komuś przyda…

31 sierpnia pozornie nie różnił się grozą od poprzednich dni, a jednak w cudem ocalonej kronice odnotowano, że to „dzień dopełnienia się ofiary”… Mniszki to przeczuwały. Był czwartek, dzień uroczystego oficjum o Najświętszym Sakramencie. Siostry Stanisława i Modesta założyły najlepsze habity, bo „gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”.

Po godz. 15 większość sióstr zgromadziła się na adoracji przy ołtarzu. Nadleciały niemieckie stukasy i nastąpił oślepiający wybuch. Całe kościelne sklepienie zapadło się, grzebiąc zakonnice. W nalocie – a zrzucono na klasztor dziesięć bomb, zginęło też czterech księży, czternaście sierot z pobliskiego sierocińca i około tysiąca osób cywilnych.

Pozostałe sakramentki wraz z m. Byszewską zostały pognane przez obróconą w kupę gruzu Wolę do Pruszkowa. Siostra Hilaria, zwana „Beniaminkiem”, bo zaledwie rok była w klasztorze, gdy Powstanie wybuchło powiedziała prorocze słowa: „To już koniec. Teraz będzie zupełnie inna historia i zupełnie inny klasztor”.

Po wojnie klasztor został z wielkim trudem i poświęceniem odbudowany.

za; klasztorsakaramentek.pl, Marcin Gugulski

Portal Warszawski

 

 

Przeczytaj również

Logotyp Portal Warszawski
Kontakt

Ostatnie atykuły