Money.pl – „budżet obywatelski stał się patologią”

Ogromnie cieszy fakt, że już nie tylko lokalne, małe media zwracają uwagę na patologiczny charakter Budżetu kiedyś Obywatelskiego, ale wzięły się za niego bardzo poważne tytuły. Nasza ciężka praca na rzecz uświadamiania daje efekty. Portal Warszawski jako pierwszy opublikował raport dotyczący zależności pomiędzy miejskimi uzurpatorami, a ratuszem. Te zależności zbudowały istną sieć przypominającą dobrze zorganizowaną mafię!

Koncepcja, która legła u podstaw stworzenia budżetów obywatelskich, jest wspaniała

Tak zaczyna swój artykuł pan Patryk Słowik z money.pl. Ta oczywistość wielokrotnie była podkreślana przez Portal Warszawski. Oddajmy głos Słowikowi.

I dziś są tak naprawdę żywym dowodem na patologizację życia publicznego oraz pokazują, że zgnilizna w polityce występuje nie tylko na szczeblu centralnym, lecz także lokalnym.

Patryk Słowik pisze dalej

Przede wszystkim budżety obywatelskie coraz częściej stają się budżetami urzędniczymi. Korzystają z nich radni, pragnący zrealizować swoje przedwyborcze obietnice, biblioteki, ośrodki sportu i rekreacji. W efekcie z pieniędzy z budżetu – najczęściej jest to 1 proc. środków gminy – kupowane są nowości wydawnicze, wymieniane szafki na pływalni, a nawet organizowane spotkania z radnymi, podczas których serwowana jest kiełbasa (podwawelska, nie wyborcza).

O głosowaniu na BO przez radnych. Przypominamy panu Patrykowi, że również pracownik ZDM, Mikołaj Pieńkos złożył swój projekt do budżetu….

Ale jeszcze większa patologia to projekty składane przez radnych. A pokazać ją można najłatwiej na przykładzie. Otóż na warszawskim Targówku trzy radne postanowiły zgłosić swoją inicjatywę. Poinformowały o tym na Facebooku. Procedura oceny projektu jest wielostopniowa: najpierw weryfikację formalną przeprowadzają urzędnicy, a dopiero po ich pozytywnej ocenie głosować mogą mieszkańcy.

I pod wpisem jednej z radnych odezwał się dzielnicowy urzędnik, który wskazał, że to on będzie przeprowadzał weryfikację projektów z ramienia urzędu. A jako że projekt mu się podoba, to weryfikacja powinna być formalnością. Radna za to publicznie podziękowała.


(…) projekt rozbudowy placu zabaw zgłoszony przez moją matkę. Urzędnicy wywrócili jej inicjatywę do góry nogami, wskazując, że potrzebne są zupełnie inne urządzenia, aniżeli ona wskazała, wskutek czego doszło do kuriozalnej sytuacji, w której poddanego do głosowania projektu nie popierała nawet jego pierwotna autorka.


O tym jak jest BO finansowany

Kolejna patologia to finansowanie z pieniędzy budżetu obywatelskiego remontów. Ludzie w głosowaniu często wybierają wymianę nawierzchni na lokalnej drodze bądź postawienie sygnalizacji świetlnej przy niebezpiecznym dla pieszych przejściu. W ten sposób jednak pieniądze z budżetu wydawane są na naprawę urzędniczych zaniedbań. Bo i wymiana nawierzchni, i postawienie sygnalizacji świetlnej odbywać powinno się z sakiewki, do której gmina ma dostęp na co dzień.

Stracone nadzieje?

O budżecie obywatelskim piszę od lat. I od lat – niestety – skupiam się przede wszystkim na jego niedostatkach, zamiast chwalić to, jak dobrze się rozwija. Najlepiej znam oczywiście przykład warszawski, do którego najczęściej się odwołuję, ale po każdym tekście dostaję co najmniej tuzin listów i maili od czytelników z różnych zakątków Polski, w których czytam, że opisywane przeze mnie kłopoty występują jak Polska długa i szeroka. Jest to dla mnie smutne doświadczenie, bo gdy budżety obywatelskie dopiero raczkowały – a było to raptem 6-8 lat temu – byłem dobrej myśli.

Szczerze wierzyłem w inicjatywę włączania obywateli w decydowanie o rozwoju lokalnej społeczności. Ba, uważałem, że dzięki budżetowi obywatelskiemu uda się zrealizować też funkcje edukacyjną czy prewencyjną. I najzwyczajniej w świecie ludzie będą bardziej dbali o swoje otoczenie, zdając sobie sprawę, że część z niego sami zbudowali. I że głupio byłoby nie dbać o np. wybieg dla psów, skoro stworzono go zamiast rozbudowy parku dla ludzi (lub na odwrót).

Przyjdzie refleksja?

Należy mieć nadzieję, że budżet obywatelski się zmieni, bo w tej postaci nie może już dłużej funkcjonować, to pewne. Sławomir Potapowicz dwa tygodnie temu w Kurierze Warszawskim, wyraźnie powiedział że forma tego kiedyś wspaniałego projektu nie budzi już takie zainteresowania warszawiaków jak kiedyś. Szkoda, że nie wspomniał, iż ratusz też za to jest odpowiedzialny.

Nie należy nigdy też zapominać, że za porażkę BO w bardzo dużym stopniu ponoszą tak zwane „ruchy miejskie”. Nigdy!

Cały artykuł money.pl TUTAJ

Portal Warszawski

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *