7 i 8 grudnia 1939 r Niemcy przeprowadzili pierwszą egzekucję w Palmirach

W ciągu dwóch dni hitlerowski okupant rozstrzelał łącznie 150 osób. Zginęli tam m.in Janusz Kusociński, najpopularniejszy sportowiec II Rzeczypospolitej, i Maciej Rataj. Na „polanie śmierci” w Palmirach na obrzeżach Puszczy Kampinowskiej funkcjonariusze SS i policji niemieckiej rozstrzelali blisko 2 tys. polskich obywateli przywożonych z warszawskich więzień i aresztów, w tym wielu przedstawicieli polskiej elity politycznej, intelektualnej i kulturalnej. Egzekucje wykonywano między grudniem 1939 a lipcem 1941, ale ich kulminacja nastąpiła w nocy z 20 na 21 czerwca 1940 r.

„Owego dnia wczesnym rankiem szliśmy na grzyby. Nagle usłyszeliśmy głosy zbliżającej się gromady ludzi, a potem płacz i jęki kobiet. Początkowo nie zdawaliśmy sobie sprawy, że jesteśmy świadkami potwornego barbarzyństwa. Pózniej usłyszeliśmy salwę karabinów maszynowych. Nazajutrz przyszliśmy jeszcze raz zobaczyć co się stało. Doły, które widzieliśmy były zamaskowane igliwiem i jałowcem.”

Schemat egzekucji był podobny

To opis miejsca zbrodni, której na 200 Polakach 17 września 1940 r w Palmirach dokonał Wermacht. To był początek serii zbrodni Największa i najgłośniejsza ze wszystkich egzekucji w Palmirach miała miejsce 20 i 21 czerwca 1940. Trzema transportami wywieziono wówczas na śmierć 358 więźniów Pawiaka. Wśród zamordowanych znalazły się 82 kobiety. Blisko czterysta osób, w tym Maciej Rataj i Janusz Kusociński, Przed załadunkiem na samochody ciężarowe przekonywano ich, że jadą do innego więzienia lub na roboty rolne do Niemiec.

Schemat egzekucji był podobny. Nim pojawił się na miejscu transport z ofiarami, robotnicy ze służby pracy albo młodzicy z Hitlerjugend kopali na polanie. stopniowo poszerzanej doły. Po wojnie w Palmirach zidentyfikowano ponad 20 takich zbiorowych mogił – najdłuższe miały 50 m długości. Na ogół wyglądały jak rowy przeciwlotnicze; miały mniej więcej 2,5-3 m głębokości.

„Budy” wyładowane ludźmi wyjeżdżały z Pawiaka lub więzienia na Rakowieckiej o świcie. Skazańcy mogli zabierać walizki, rzeczy osobiste, paczki z żywnością, a także dokumenty z depozytu. Mieczysław Niedziałkowski (działacz PPS, jedna z bardziej znanych ofiar czerwcowej egzekucji), pisał w ostatnim grypsie do żony: „Jedziemy jutro o świcie dopiero. Nie zginę. Maciej Rataj jedzie ze mną. Teraz wypadnie mi zdać prawdziwy egzamin”.

Nie tylko on sądził, że wyjazd z Pawiaka oznacza przenosiny – np. do obozu koncentracyjnego. Sama podróż w kierunku Modlina nie budziła bowiem podejrzeń – dopiero gdy ciężarówki skręcały ku lasowi, ludzie zaczynali rozumieć, jaki los ich czeka. Na skraju lasu wyrzucali z samochodów kartki, książeczki do nabożeństwa czy jakieś pamiątkowe drobiazgi, w nadziei, że naprowadzą kogoś w ten sposób na swe ślady.

„Budy” zatrzymywały się przy polanie. Ofiarom czasem krępowano ręce i zasłaniano oczy, reguły nie było, natomiast nigdy nie kazano się rozbierać. Niemcy pędzili ludzi grupami na polanę i tam ustawiali ich nad brzegiem dołu. Pluton policji lub SS oddawał salwę z broni maszynowej i ciała spadały do dołu. Rannych dobijano strzałami z pistoletów. Gdy dół się zapełniał, Niemcy dokładali wszelkich starań, aby prawda o zbrodni dokonywanej w Palmirach nie wyszła na światło dzienne. Po każdej egzekucji starannie maskowali zbiorowe mogiły mchem i igliwiem, a następnie sadzili na ich miejscu młode sosny. Rodzina aresztowanego otrzymywała informację o jego zgonie – nierzadko z powodu choroby lub ataku serca, ale najczęściej żadnej przyczyny nie podawano.

Palmiry i Pociechy

Wiosną 1940 r. Warszawa zaczynała szeptać, że aresztowani są wywożeni „w kierunku Modlina”, a potem znikają bez śladu. Transporty na śmierć zaczęto nazywać po prostu „wywózkami na Palmiry”. Skąd wiedziano? Ludność okolicznych wsi widziała rozładunki transportów, słyszała też strzały i krzyki. W dodatku pierwsze egzekucje były fotografowane przez samych Niemców. Dopiero w maju SS-Standartenführer (pułkownik) Josef Meisinger (najpierw dowódca Einsatzgruppe IV, potem komendant policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w dystrykcie warszawskim) zabronił swoim podwładnym fotografować. Nieliczne zdjęcia zdołał jednak zdobyć wywiad Związku Walki Zbrojnej (organizacyjny poprzednik AK) i przekazano je do Londynu.

Mimo podjętych przez Niemców środków ostrożności, miejscowa ludność, w szczególności leśnicy oraz mieszkańcy Palmir i Pociechy, wielokrotnie miała okazję obserwować nadjeżdżające transporty oraz słyszeć dochodzące z polany strzały i jęki. Kilkukrotnie miejscowym Polakom udało się również dostrzec grupy skazańców prowadzonych nad mogiły. Duże zasługi dla odkrycia prawdy o zbrodni w Palmirach miał zwłaszcza nadleśniczy Adam Herbański oraz pozostali pracownicy służby leśnej. Bezpośrednio po egzekucji, zazwyczaj następnej nocy, udawali się oni na polanę śmierci, gdzie z narażeniem życia starali się oznaczyć miejsce lokalizacji masowych grobów. Dzięki temu polskie podziemie, a w ślad za nim szerokie kręgi ludności, dość szybko poznały prawdę o losie wywożonych do Palmir skazańców.

Wśród ofiar byli prawnicy, publicyści, przemysłowcy, ludzie ze świata sztuki, oficerowie. Znaleźli się też politycy: Mieczysław Niedziałkowski, poseł na Sejm z ramienia PPS-u aresztowany 23 grudnia 1939 i Maciej Rataj, działacz ludowy, marszałek Sejmu RP. Zginął tu także wybitny biegacz Janusz Kusociński, zdobywca złotego medalu na olimpiadzie w Los Angeles w 1932 r, aresztowany przez Gestapo, przetrzymywany długi czas w podziemiach Al. Szucha, skąd został zabrany na śmierć.

Niedługo po zakończeniu działań wojennych polskie władze przystąpiły do badania śladów zbrodni dokonanej przez Niemców w Palmirach. Jakpisałam wcześniej do odkrycia prawdy o wydarzeniach które miały tam miejsce w latach 1939–1941 walnie przyczyniły się informacje, które z narażeniem życia zgromadzili w trakcie okupacji pracownicy polskiej służby leśnej.

Prace ekshumacyjne były prowadzone w Palmirach przez personel Polskiego Czerwonego Krzyża (w obecności pracowników Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce) w okresie od 25 listopada do 6 grudnia 1945, a nst. po przerwie wymuszonej nastaniem zimy od 28 marca 1946 aż do miesięcy letnich. Pracownikom PCK pomagali ochotniczo starsi uczniowie okolicznych szkół oraz mieszkańcy kampinoskich wsi.

Miejsce ekshumacji odwiedził w maju 1946 r delegat Międzynarodowego Czerwonego Krzyża dr Emil Bösch. Stwierdził on później w wywiadzie dla polskiej prasy, że „wstrząsające dowody martyrologii Polski, jakich świadkiem był w Palmirach, przekraczają wszystkie jego dotychczasowe wyobrażenia o zbrodniach niemieckich.

Pełna odpowiedzialność za działania prowadzone przez SS i policję niemiecką w Warszawie w okresie między jesienią 1939 a latem 1941, a więc też za zbrodnię w Palmirach, spada przedewszystkim na gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera i ówczesnego Dowódcę SS i Policji w dystrykcie warszawskim SS Gruppenführera Paula Modera. 3 marca 1947 r Fischer został skazany wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego na karę śmierci. Wyrok wykonano. Moder zginął w 1942 r na froncie wschodnim.

Szczególną rolę podczas akcji eksterminacyjnej w Palmirach odgrywał jednak podległy im SS-Standartenführer Josef Meisinger, który w okresie od listopada 1939 do marca 1941 pełnił funkcję komendanta niemieckiej policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (KdS) w Warszawie i odpowiadał osobiście za realizację Akcji AB na terenie dystryktu warszawskiego. 3 marca 1947 r Meisinger został skazany wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego na karę śmierci. Wyrok wykonano.

za: Basia Brzezińska, ZBRODNIA W PALMIRACH. Zagłada polskiej inteligencji.

——————————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *