31 lat temu umarł Józef Milcz – czołowy polski biegacz międzywojnia

 Sportowiec, przedwojenny Policjant przydzielony do ochrony Marszałka Piłsudskiego. Po wojnie prawie anonimowy pracownik żoliborskiego WSM. 26 października mija 30 lat od śmierci Józefa Milcza.

Rys biograficzny

Urodzony w 1908 roku Milcz to czołowy polski biegacz międzywojnia. Długodystansowiec, rekordzista Polski na 20km, biegał również m.in. 3000 i 5000 metrów z przeszkodami oraz przełaje, ale w sezonie letnim nie stronił od średnich dystansów – w rodzinnych archiwaliach znajdziemy dyplomy za wygrane na 800  metrów, a także w zawodach skoku o tyczce w czasach służby wojskowej. Inne czasy, inni ludzie, inna formuła sportu i zawodów. Ciekawie brzmi – wedle dokumentacji – udział w sztafecie Warszawa – Raszyn oraz „Bieg Narodowy” na Polu Mokotowskim. W tym, na dystansie 800 metrów, nasz bohater zajął trzecie miejsce. Pierwszy był Janusz Kusociński, a startowało w rywalizacji ośmiuset biegaczy. Budynek przy ulicy Kasprowicza 13 na Bielanach to jeden z wyższych w okolicy, zbudowany na przełomie lat 50 i 60, pozostanie w pewnym sensie wyjątkowy, bo to w nim mieszkał przedwojenny Mistrz Polski w maratonie i wielokrotny medalista krajowych mistrzostw w biegach długodystansowych.

Był rok 1929 i Mistrzostwa Polski w Krakowie, kiedy Józef Milcz zachwycił wspaniałym występem w biegu maratońskim, który okrasił wygraną z wielokilometrową  przewagą, a uzyskanym czasem zbliżył się do legendarnego Alfreda Freyera (ten zmarł tragicznie dwa lata wcześniej, ale nazywany był polskim Paavo Nurmim).
    – W tamtych czasach lekkoatletykę trenowaliśmy wyłącznie dla przyjemności. Treningi czy starty były rozrywką, zabawą, a sport dał mi przede wszystkim końskie zdrowie. W życiu byłem raz u dentysty oraz w szpitalu w związku ze ślepą kiszką. Nie wiem co to choroba, grypa czy przeziębienie – mówił Józef Milcz w wywiadzie dla legendarnego periodyku „Sportowiec” w 1959 roku.

Kariera sportowa

Trzydzieści lat wcześniej święcił swoje największe triumfy sportowe w innej Polsce. Poza maratonem zdobywał brązowe i srebrne medale Mistrzostw Polski w biegach na 3000, 5000 metrów z przeszkodami oraz 10km. Mieszkał wtedy na terenach Targówka Przemysłowego, a startował w barwach  klubu „Orzeł” z ulicy Podskarbińskiej. Ówczesny sport był pod ścisłym patronatem wojska, a więc i mundur nie ominął naszego bohatera, i to niejeden. Najpierw była Szkoła Podoficerska i Pierwszy Pułk Piechoty Legionów, a potem służba w Policji Państwowej. Józef Milcz włożył granatowy mundur i uzyskał  prestiżowy przydział jako oddelegowany do ochrony osoby Marszałka Józefa Piłsudskiego. Z postacią Komendanta związana jest rodzinna anegdota dotycząca przypadkowego zdarzenia, a właściwie zderzenia, do którego doszło podczas pełnienia warty przez Józefa Milcza w Belwederze. Na patrolującego teren pałacu policjanta wpadł nocną porą zamyślony Marszałek, który skonfundowany przeprosił naszego bohatera i w zadumie ruszył dalej. Epizod przytaczano potem w klasykach literatury historycznej tego okresu.

Próżno szukać dokumentacji, która pozwalałaby lepiej przybliżyć postać tak nietuzinkowej postaci.. Pożoga wojenna i związane z nią straty spowodowały, że mimo szerokich poszukiwań nie udało się dotrzeć do dokumentów, a historię sportowca – policjanta odtworzono na podstawie świetnie zachowanych archiwów rodzinnych.

Klęska Kampanii Wrześniowej zastała wielu poborowych w blokach startowych, a potem w obliczu wyboru. Józef Milcz dostał się przez Rumunię do Francji, skąd przeformowano go do Brygady Podhalańskiej w ramach najlepiej uzbrojonego batalionu 2 Dywizji Strzelców Pieszych.
   Może najlepiej przekonałem się co dał mi sport w czasie wojny. Wytrzymałość i zaciętość ze sportu najbardziej odczułem w walkach o Narwik. To wtedy przekonałem się, że sport dał mi psychiczną i fizyczną wiarę, że z najgorszych opresji uda mi się wyjść – mówił Józef Milcz w cytowanym wyżej wywiadzie z 1959 roku.
Ten hart ducha przydał się naszemu bohaterowi w Norwegii i późną wiosną w Bretanii gdzie walczyli Podhalańczycy. Był to kres kampanii francuskiej: walki przeciwko przeważającym siłom niemieckim i nasz bohater w takich okolicznościach dostał się do niewoli, w której pozostał do końca wojny. Część towarzyszy broni zginęła, reszta przedostała się do Anglii lub zasiliła lokalny ruch oporu.  Francuski epizod wojenny przydał się życiowo na tyle, że w realiach Polski ludowej, nasz bohater dostawał świadczenie kombatanckie z Francji, które władze komunistyczne przeliczały adekwatnie do ówczesnej relacji z Zachodem.

 Pierwsze lata powojnia Józef Milcz spędził w Pile

Warszawa 1945 roku nie była w stanie przyjąć wszystkich jej przedwojennych mieszkańców, ale wystarczyło kilka lat by Stolica podniosła się z gruzów, a w niej urodził się syn naszego bohatera – Andrzej, rocznik 1949. Zapalony fascynat motoryzacji zmienił nazwisko na Milczewski w latach 70′. Józef Milcz nie wrócił po wojnie do szerzej rozpoznawalności – był zaopatrzeniowcem. Anonimowy pracownik WSM Żoliborz, o chwilach przedwojennej chwały sportowej przypominał sobie sporadycznie przy okazji odznaczeń z tytułu wkładu w realizacje planów związanych z odbudową Stolicy. Nie należy tutaj deprecjonować działań, które podniosły Warszawę z ruin. Alianci pozostawili Polaków samych: skala zniszczeń wojennych została przezwyciężona wysiłkiem tych, którzy zostali na miejscu i przy życiu, a przyzwoitość i rzetelność były podstawą przedwojennych wartości, które pozwalały funkcjonować w nowych realiach.

Ostatnie lata

Aktywne życie do ostatnich lat: truchtem do autobusu, tramwaju oraz marszobiegi w Lasku Bielańskim, do ogródków działkowych przy ulicy Gwiaździstej czy status instruktora lekkoatletycznego w odradzającym się  sporcie warszawskim. Życie przedwojennego medalisty MP w biegach długodystansowych było raczej skromne, a okolicznościowe ordery Polonia Restituta, Krzyż Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, medal Rady Narodowej czy rocznicowy klubu „Orzeł” – zostały zachowane przez rodzinę z szacunkiem, ale i brzmiały znamiennie w dokonaniach przedwojennego policjanta i ochroniarza Józefa Piłsudskiego. Czym jednak byłyby trudy i gorycze życia bez satysfakcji jaką daje sukcesja i tradycja uniformu. A tę kontynuuje wnuk naszego bohatera: od 2004 roku sierżant sztabowy Paweł Milczewski jest (aktywnym sportowo) funkcjonariuszem Policji, od początku przygody z mundurem związanym z komisariatami  na ulicy Żeromskiego oraz Rydygiera na Bielanach i Żoliborzu. Ot siła tradycji, z którą nie wypada dyskutować.

Specjalnie dla Portalu Warszawskiego, wspomnienia spisał Hubert Borucki, krewny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.