O zabałaganionym systemie nazewniczym w Warszawie!

    Polskie Linie Kolejowe ogłosiły, że w końcu zbudują przystanek przy ulicy Wiatracznej. Nazwały go od razu bezmyślnie Warszawa Wiatraczna. Oczywiście się zastanawiałem, czy kolejne wstrzymanie budowy obwodnicy śródmiejskiej nie przeszkodzi w budowie tej stacji oczekiwanej od półwiecza i się ucieszyłem. Nijak mi się jednak nie podoba pisanie o niej „Wiatraczna”, co wynika z braku wiedzy zarówno o zasadach nazewnictwa, jak i o topografii oraz historii miejsca. Oczywiście dodaje się to do zaniedbań Miasta, które zupełnie ignoruje konsultacje jakich im udzielam. Pozwala sobie ono wręcz na  zbywanie skierowanych do siebie pism przez urzędników bez żadnej wiedzy, co jest absurdalne, bo weryfikować ekspertów mogą eksperci co najmniej na tym samym poziomie, a nie przypadkowi biurokraci.

Pisałem wielokrotnie o konieczności przywrócenia na plan miasta wielu nazw takich jak Emilianów, Bluszcze, Górki Grochowskie, Grochów Wielki i Mały czy Skaryszew. Często brakuje ich do nazywania przystanków komunikacji miejskiej. Emilianów to właśnie nazwa terenu w okolicy planowanej stacji przy Wiatracznej. Do końca lat 1940 była ta nazwa obecna na planach miasta, nawet niemieckich! Później znikła, m. in. razem z liniami kolejowymi, które stały się tajne!

Nazwa Emilianów pochodzi od nazwy dóbr ziemskich, które tu były zanim nastała kolej. W dokumentacji nieruchomości ona nadal istnieje, co widziałem osobiście.

Jest to nazwa odimienna, a więc jest trochę Emilianowów w Polsce, ale w Warszawie doskonale lokalizuje to miejsce. Jest łatwa do zapamiętania, także przez obcokrajowców. Właśnie takich nazwa brakuje, nawiązujących też do historii miejsca. Nadaje się na nazwę stacji, która przecież powinna się charakteryzować lokalnością, czyli mieć nazwę  ją lokalizującą.  Nazwa Wiatraczna się zupełnie nie nadaje, bo przecież funkcjonuje ona w kontekście głównego placu  Grochowa Wielkiego i jest na tablicach tramwajów. Obawy, że ludzie nie znają tej nazwy rozwiał jeden z czytelników Portalu Warszawskiego przypominając historię z nazwą stacji metra. To miejscowi ludzie zażądali nazwania jej właściwie, czyli Słodowiec. Dziś już nikt nie pamięta, jak się ona miała nazywać w projekcie, gdzie nazwy nadawali inżynierowie, żeby w ogóle projektować. Chciałoby się, żeby tak postępowali wszyscy miejscowi, bo przecież jest bardzo wiele do naprawy. No i Miasto, które nie bardzo panuje nad nazwami stacji systemu metro-kolej i nie tylko.

Nazewnictwo Warszawy zostało zdemolowane w okresie powojennym, jako że procesy zostały przerwane tak przez zniknięcie prowadzących je ludzi, zmiany polityczne jak i zburzenie miasta. Podobnie do ok. 1950 r. była obecna na planach prawidłowa nazwa parku Paderewskiego nadana jeszcze za jego życia na stulecie niepodległości, której był symbolem. Niemcy nazwali park Wschodnim, bo ich Paderewski, walczący przeciw – raził. Po wojnie nazwa Paderewskiego została natychmiast przywrócona, także stacji kolei wąskotorowej, gdzie przetrwała wyryta w tynku. Nagle nazwa znikła i przywrócono nazwę pierwotną, pochodzącą od nazwy pastwiska miejskiego związanego z targami bydła na Skaryszewie.

Nazwa Skaryszew znowu znikła w czasie budowy napoleońskiej twierdzy przyczółkowej Praga, kiedy to kazano wyburzyć domy aż do linii ulicy Targowej. Zniszczyło to cały Skaryszew i połowę Pragi. Dziś niektórzy varsavianiści potrafią mówić, że Skaryszew był tam gdzie Park, a działacze, że nie pozwolą „nadać” nazwy Skaryszew części Pragi. Gdy w końcu przywrócono imię Paderewskiego (1980, czyli jeszcze w poprzednim ustroju) nie potrafiono się rozstać z nazwą Skaryszewski. Efekt jest taki, że imię Paderewskiego nie jest używane, a np. na planie WTP w ogóle go nie ma! Niektórzy potrafią wyjaśniać, że to plan komunikacji, a nie Warszawy i nie musi być.

Wspomnę jeszcze jezdną historię nazewniczą. Otóż ostatnio Polskie Linie Kolejowe (skądinąd mające budować stację przy Wiatracznej) brutalnie ingerują w nazwę mostu Pod Cytadelą. Bezmyślnie dołącza się Warszawski Transport Miejski.  Obie te instytucje uważają, że mogą sobie robić tu co chcą i piszą i mówią o kolejowej nitce mostu Gdańskiego, co jest wyjątkową bzdurą. Nazwa mostu Gdańskiego – drogowego – pochodzi z 1959, choć jego filary są z czasu pierwszego kolejowego mostu pod cytadelą czyli za czasów budowy kolei obwodowej. To wybudowanie drugiego mostu kolejowego spowodowała przekazanie pierwszego do ruchu drogowego.

Sytuacja ta wynika z tego, że mosty kolejowe nie mają na ogół nazw i mówi się o nich wg położenia czy funkcji. Obecnie jednak w Warszawie oba mosty należą do systemu miejskiego i powinny być traktowane jak te drogowe i mieć swoje nazwy już jako oficjalne. Tymczasem spojrzawszy na dowolne plany – z tym Warszawskiego Transportu Miejskiego widać jakie są przyczyny  bzdur o kolejowej nitce mostu Gdańskiego. Otóż o ile most Średnicowy jest często nazwany, bo jest daleko od sąsiednich mostów, o tyle most przy cytadeli  jawi się jako kolejowa nitka mostu Gdańskiego, bo nie jest podpisany i jest blisko tego mostu.

Nazwa mostu Gdańskiego jest w ogóle niedobra – także bezmyślnie nadana, bo niedaleko jest dworzec Gdański i stąd te oddalone skutki. Skoro jednak tak jest należy przeciwdziałać bałaganowi, czego wymienione instytucje nie zamierzają robić wciskają swoje absurdalne wywody (a jak się nie podoba to nie odpowiemy już).  Zarząd Transportu Miejskiego twierdzi, że nie można wpisać na plan nazw mostów kolejowych, bo ten by był nieczytelny! Tak się troszczą! Nawet wykazanie im na rysunku, że to nieprawda nie skłania do odpowiednich zmian.

Przy okazji warto wspomnieć historię o tym jak to dwa mosty pod Cytadelą były traktowane jak jeden „drugi”. Wtedy to były peryferie Warszawy i most nawet drogowy nie był specjalnie ważny. Nie miał nazwy, więc mówiło się o nim też kolejowy. To wyjaśnia dlaczego obecny most Poniatowskiego nazywano Trzecim, żeby nie używać oficjalnej nazwy carskiej, podobnie jak dla mostu Kierbedzia! Mieszkańcy nie muszą rozumieć wszystkiego, ale instytucje takie jak PLK i ZTM (WTP) – muszą. Pracują za nasze pieniądze, a nawet nie potrafią zachować zasad kultury.

Ciekawym zagadnieniem jest psucie nazewnictwa przez stosowanie opozycji do nazw istniejących. I tak w 1908 r. gdy władze carskie dzieliły cyrkuł XII Praga na dwa, wykombinowały sobie, że dwa nowe cyrkuły niech będą praskie. I tak XIV nazwano nowopraski (od Nowej Pragi, która została włączona do Warszawy kilkanaście lat wcześniej), a XV staropraskim (przykrywając nazwy naturalne jak Skaryszew, który przecież pierwszy na prawym brzegu dostał prawa miejskie – siedem lat przed Pragą i Kamionek – włączony wraz z Nową Pragą). Te dwa praskie cyrkuły stały się okręgami Praga Pn. i Pd., bo nikomu nie przyszło w 1916 r. do głowy, że jednak trzeba to uporządkować.

Emilianów jest częścią Grochowa, który jest dominującą częścią dzielnicy administracyjnej. Nazwanie jej Praga Pd. (kolejne wcielenie) to kolejna nieprawda. Już pierwszy prezydent nowych czasów Stanisław  Wyganowski chciał ją wyeliminować. Przedwojenny okręg o podobnym terenie nazywał się Grochów (wtedy nazwy administracyjne nie były tak eksponowane). Do pierwszej Pragi Pd. należał wtedy tylko Kamionek. Nazwa była zła od początku, bo to nie była żadna Praga tylko Skaryszew-Kamionek. Nazwanie Pragą Pd. dzielnicy, której przysługuje dominująca obszarowo i historycznie nazwa Grochów oznacza, że ta, której przysługuje nazwa Praga musi być Północ! Do tej sytuacji wielu dorabia sobie domowe opinie, że oni nie mieszkają na Grochowie to nie może się nazywać Grochów, albo, że nie można nazywać Grochów, bo są tu jeszcze Saska Kępa, Kamionek czy Gocław. Nie obchodzi ich przykład innych dzielnic, gdzie np. wielki Mokotów administracyjny ma nazwę od niewielkiego Mokotowa historycznego.

Przewróciło się – niech leży – będę się potykał czasem… A dlaczego trzeba walczyć o porządek w nazewnictwie? Przecież potrzebna jest ciągłość historyczna nazewnictwa. Zarówno by była zgodność nazw współczesnych w literaturze i kartografii. Trzeba naprawiać błędy! Nazwy te, także obecne w systemach eksploatacji propagują również historię miejsc… To jest nasze dziedzictwo.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji, działacz dzielnicowy @Grochow.Praga

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.