[IN MEMORIAM] Dlaczego nie tylko 1 sierpnia jest tak dla mnie ważny?

Dziś obchodzimy 78. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Cała Warszawa o godzinie 17 stanie. Nie wiem  czy się cieszyć czy nie. Doskonale pamiętam jak jeszcze 15 lat temu dosłownie garstka osób rozumiała dlaczego ta godzina jest tak ważna. Dla mnie jest ważna Armia Krajowa, nie tylko 1 sierpnia każdego roku. Z wartościami AK mam do czynienia od urodzenia. Być może dlatego jest tyle niezgody na to co dzieje się w Warszawie, bo mam świadomość, że w większości wypadków to zwykły gest. A dziedzictwo Armii Krajowej to coś wyjątkowego. Dlatego dziś chcę wspomnieć o moim największym autorytecie, który nas (rodzinę i mnie)  uformował i wychował.  Do dziś czerpiemy z Jej mądrości, i czerpać będziemy do końca naszych dni.

In memoriam

Maria Dobrochna Łozińśka „Nike” – urodziła się w 1921 roku, w rodzinie ziemiańskiej, jakich przed wojną było tysiące. Miłość do ojczyzny, wiary katolickiej i służba Polsce były w takich domach pielęgnowane od wieków.

Maria Dobrochna, mimo że urodziła się już w wieku XX, duchem była w wieku XIX. Nienagannie wychowana w duchu patriotycznym, mówiąca w kilku językach obcych (łacinę i francuski kochała), grająca na dwóch instrumentach, zawodowo śpiewająca, i wspaniale ubrana. Kapelusze i rękawiczki były jej atrybutem, szczególnie latem kiedy chroniła dłonie i twarz przed słońcem. Wspaniała i zawsze pięknie ubrana, i tak prowadzała mnie od dzeca do filharmonii na festiwale chopinowskie, koncerty muzyki sakralnej, i polskiej muzyki ludowej.

Urodziła się i wychowała w bardzo starej polskiej, ziemiańskiej rodzinie. Po mieczu Łozińska, herbu Lubicz, po kądzieli Sikorska, herbu Kopaszyna. Zasadom z których wyrosła, była wierna do końca swego życia. Skończyła warszawskie gimnazjum Zmartwychwstanek, dzięki materialnej pomocy swej ciotki Kleniewskiej (bardzo elitarna i bardzo droga szkoła), też niezwykłej kobiety swoją drogą.

W wieku 18 lat wstępuje do Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Wzorowa uczennica warszawskich Zmartwychwstanek. Od momentu powstania Armii Krajowej w 1942 roku wstępuje do niej i przyjmuje pseudonim „Nike” i ‘Dobrochna”. Okupacja przerwała jej świetnie zapowiadającą się edukację i karierę śpiewaczki. Talent odziedziczyła po swej matce, a mojej prababce Konstancji Sikorskiej, która była uczennicą samego Reszke, w Paryżu. Sama też zawodowo śpiewała. „Mazowsze” to jej dziecko na spółkę z Zimińską Sygietyńską, z którą się całe życie przyjaźniły.

Działa w kobiecych zespołach minerskich KEDYWu Komendy Okręgu Warszawskiego pod dowództwem dr. Zofii Franio. Przewoziła w Warszawie i w terenie materiały ze zrzutów, produkowała z nich filipinki i butelki zapalające. Brała czynny udział w Powstaniu Warszawskim jako saperka, sanitariuszka baonu Ivo. Uczestniczyła między innymi w przejściu oddziałów AK ze Starówki do Śródmieścia. Jednak chyba najbardziej spektakularną akcją było kopanie i wysadzanie rowu w Al. Jerozolimskich pod ostrzałem niemieckich żołnierzy. Po Powstaniu Warszawskim wyszła z ludnością cywilną do obozu w Pruszkowie. W czasie transportu do Oświęcimia wyskoczyła z pociągu wraz z pięcioma mężczyznami aby uciec do rodzinnego majątku w Krasnowie z którego nomen omen wyjechała ostatnim pociągiem do Warszawy aby wziąć udział w Powstaniu Warszawskim.


 

 

 


Po rozwiązaniu AK przez Okulickiego w 45 roku, nie mogła wrócić do Warszawy. Mimo ogłoszonej amnestii nie chciała ryzykować życiem. Wyjechała  na Pomorze, i tam pracowała jako nauczycielka dzieci.

W 1946 roku wróciła na  studia pedagogiczne, tym razem  na Uniwersytecie Poznańskim (nie dokończyła z powodu wybuchu wojny). Za udział w manifestacji solidarności studentów poznańskich ze studentami krakowskimi, zaaresztowanymi za udział w pochodzie 3 maja, została osądzona i skazana przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu. Trafiła do surowego ubeckiego więzienia. Powtórzmy, za udział w manifestacji solidarności studentów poznańskich ze studentami krakowskimi, zaaresztowanymi za udział w pochodzie 3 maja, została osądzona i skazana przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu. Przesiedziała w nim pół roku. I jedynie boża interwencja sprawiła, że babcia z niego wyszła – ale zniszczona zdrowotnie potwornie. Powstanie i to więzienie zniszczyło jej zdrowie na zawsze.

Po śmierci męża w 1961 roku wróciła z dwoma małymi córeczkami do swojej ukochanej Warszawy, i tu kontynuowała pracę zawodową w szkolnictwie. Przez 40 lat pracuje w bibliotece w szkole przy ul. Narbutta, nie kontynuowała kariery naukowej, bo widok Lenina, czy Bieruta na uniwersytecie wzbudzał w niej obrzydzenie. W latach 70 – tych została przewodnikiem warszawskim. Później kontynuując i rozszerzając swoje kompetencje została przewodnikiem terenowym po Polsce, i zdobyła wszystkie możliwe odznaki. Dziś wszyscy są „varsavianistami”, kiedy Ona po prostu była Mistrzem. I tak o niej mówi środowisko do dziś Jako jedna z niewielu została odznaczona Złotym Krzyżem Przewodnickim za wybitną pracę przewodnicką, i pedagogiczną. Wychowała całe pokolenia przewodników!

Będąc siostrą cioteczną Ludwiki Nitschowej, która była rzeźbiarka,  poświęciła jej swoje pierwsze opracowanie dotyczące Syrenki Warszawskiej. Był to hołd złożony dla pracy i twórczości krewnej. Dlatego szlag mnie trafia jak niektóre środowiska bezczelnie zawłaszczają sobie (bo nic nie mają) postać Krahelskiej, Syrenki do manifestowania swoich urojeń i obsesji.



Wybucha Solidarność, i mimo że ma na karku 60 lat, bardzo się w nią czynnie angazuje. Co robiła? Swoją żołnierską robotę. Rozwoziła po mieście podziemną bibułę i była szczęśliwa, że znów może przysłużyć się ojczyźnie. Wróciła do lat swej młodości.

Za zasługi bojowe podczas powstania odznaczona zostaje 1 października 1944 roku, Krzyżem Walecznych. Pod koniec życia w 61 – ą rocznicę procesu poznańskich studentów w 1946 roku, Lech Kaczyński odznaczył 21 lipca 2007 roku Marię Echaust Twarowską, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski – Polonia Restituta – za krzewienie nauki, kultury i oświaty, za wzorową postawę patriotyczną i niezwykłą odwagę bojową. Dopiero wtedy dowiedziałem się o jej niezwykłej działalności konspiracyjnej, i jej pobycie w ubeckim więzieniu.

Całe życie była Żołnierzem Walczącym o Ojczyznę, będąc wierna swoim zasadom. 1 marca 2012 roku dołączyła do grona współtowarzyszy kochających Polskę.

Świat Armii Krajowej towarzyszy mi całe życie

Poza babcią, Marią Dobrochną Łozińską Echaust – Twarowską, w AK była jej siostra cioteczna Wanda Twarowska (doskonały lekarz), mój ojciec chrzestny Marek Wasilewski (pionier opieki nad polskimi grobami na kresach). Jednym słowem Z Powstaniem Warszawskim mam do czynienia od  dzeca. Całą rodziną mieszkaliśmy wtedy na ul. Gandhiego, które było częścią osiedla zbudowanego przez grupę architektów znanych jako Warszawskie Tygrysy.  Po powrocie mojej babci do Warszawy (początek lat 60ych) przydzielono jej mieszkanie w dzielnicy „czerwonych świń”, aby mieć na nią oko, tym bardziej że już przed wojną była w polskich organizacjach wojennych, a od 42 roku była czynnym żołnierzem Armii Krajowej.

I to co doskonale pamiętam, to obecność na jej nocnym stoliku  zdjęcie z napisem Zaplute Karły Reakcji. Wtedy mało rozumiałem, bo babcia bardzo ostrożnie dawkowała wiedzę o swoim życiu. Mi i całej rodzinie. Ale pamięć o Polsce przedwojennej i jej zasadach, była w naszym domu świętością. Byłem chyba jedynym dzieckiem na  osiedlu, którego babcia była polskim bohaterem, ale przy okazji z tego też powodu czułem presję w szkole. Wszakże chodziłem do jednej z najbardziej czerwonych szkół podstawowych w Warszawie. Czułem też jednak nieprawdopodobną dumę z tego, że mimo komunizmu, babcia nigdy nie wyrzekła się swojej przeszłości, i z dumą prowadzała mnie od małego po miejscach pamięci. Uczyła mnie wielkiego szacunku do Polski, jej pogmatwanej historii i miłości do niej, tym bardziej że Pan Bóg dał naszej rodzinie piękne postacie, które od wieków czynem udowadniały, że Polska dla nich jest sensem życia. Przez całe moje dzieciństwo i wczesną młodość obracałem się w towarzystwie żołnierzy AK, a szczególnie kobiecego oddziału minerek, do którego należała moja babcia. Nasz dom stał dla nich otworem – pani Janiszewska, pani Otto i inne. Na tle tych wszystkich dam, dyżurna Traczyk – Stawska to po prostu zaprzeczenie idei Armii Krajowej, wiem co piszę i mówię z całą świadomością. Już widzę oczami wyobraźni jak Dobrochna na tle błyskawicy i Lempart mówi do Was wszystkich w…..ć.

 

Świat Armii Krajowej towarzyszy mi całe życie Nigdy jednak nie ośmieliłem się z taką lekkością krytykować decyzji o wybuchu, ani oceniać z taką lekkością jego przebiegu. Nigdy też nie ośmieliłem się przypiąć spinki PW, ani nałożyć opaski biało – czerwonej, bo zawsze uważałem, i uważam do dziś, że ta ikonografia jest zarezerwowana wyłącznie dla Naszych Bohaterów. Boleję jedynie nad tym, że dziś każdy tym symbolem wyciera sobie twarz i próbuje nas, rodziny akowskie  pouczać czym jest miłość do ojczyzny, patriotyzm czy faszyzm, i jak mamy to wszystko pojmować. 

Niestety, doczekaliśmy dziwnych czasów pomieszania języków i pojęć, i co gorsza trzeba z tym jakoś jakoś żyć. Ważne jest to, aby ten relatywizm nie stał się w życiu publicznym dominujący, i aby nie stał się wyznawaną nową religią. Ale obawiam się, że jest już za późno. Musimy umieć rozróżniać co jest Prawdą, a co jest kłamstwem. Narrację o kroczącym faszyzmie w Polsce, czy mrocznych czasach hitlerowskich Niemiec, traktuję raczej jako efekt medialnej, internetowej i urojonej narracji ignorantów bądź celową robotę.

Nigdy nie zapomnę słów mojej babci, które wcześniej już tu przytaczałem; „po nazizmie nie ma śladu, a czerwonych niestety nie udało się pokonać!”. Ba, mało tego – dziś taka Nowicka, Machnowska – Góra, i cała postsowiecka nomenklatura firmuje swoimi nazwiskami pamięć bohaterów, prześladowanych przez ich dziadków czy rodziców.

1 sierpnia przypomina mi o tym, co dla tego niezwykłego pokolenia było fundamentem, tekst przysięgi AK;

    „W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten święty Krzyż, znak męki i Zbawienia. Przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary mego życia.

   Prezydentowi Rzeczypospolitej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy dochowam niezłomnie cokolwiek by mnie spotkać miało.”


A rok temu moja babcia i ja, byliśmy twarzą obchodów 77. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Pamiętam ten skowyt sowieckich bezczelnych „aktywistów”, którzy ośmielali się pisać do Muzeum Powstania Warszawskiego z pytaniem jakim prawem ja, rzekomy faszysta firmuję tak zacną instytucję?

 

 

Dlatego wiemy co piszemy na naszych łamach. Jeśli piszemy o sowieckiej mentalności naszych urzędników, o tym że warszawiacy są okradani, oszukiwani, ideologizowani, zatruwani neobolszewicką, dziś tęczową papką, której wartość jest żadna, to znaczy że tak jest. Jeśli piszemy, że wszystkie ruchy miejskie czyli tak zwani „aktywiści” to czerwone Zło, to wiemy co piszemy!

Doskonale pamiętam jak jeszcze 15 lat temu dosłownie garstka osób rozumiała dlaczego ta godzina jest tak ważna. I wolałem sto razy bardziej ten intymny klimat obchodów Powstania, niż to czego świadkami jesteśmy dzisiaj. Dla mnie jest ważna Armia Krajowa, nie tylko 1 sierpnia każdego roku. Z wartościami AK mam do czynienia od urodzenia. Być może dlatego jest tyle niezgody na to co dzieje się w Warszawie, bo mam świadomość, że w większości wypadków to zwykły gest.

Mnie robi się niedobrze, kiedy organizacja z nazwą KOMANDO w tle (chodzi o homokomando – a samo KOMANDO było jednostką Gestapo!) składa od dwóch lat kwiaty pod pomnikiem powstańców, z przerażeniem patrzę jak dzieci czynnych kiedyś milicjantów, zomowców, jawnych ubeków i agentów sowieckich bezczelnie poucza mnie, nas o Powstaniu, to wiem, że nie tylko Warszawa, ale jako kraj, jesteśmy przegrani.

I słowa babci były prorocze; „po nazizmie nie ma śladu, a czerwonych niestety nie udało się pokonać!”. Nie udało się. Wciąż są i znów podnoszą łeb. Dlatego coraz częściej zadaję sobie pytanie – babciu, czy oto walczyłaś?

Daniel Echaust, naczelny Portalu Warszawskiego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.